www_tvn_hu_5da19a470d55628595c63b93ca4f86c5

- Wiesz.. człowiek ma wokół siebie horyzont możliwości, jest żeglarzem na własnej łodzi. Raz na wysokiej fali wznosi się, widzi dobry świat, wybija się na szczyty radości, euforii. Innym razem zaś przychodzi sztorm i jego łódź zaczyna się pottapiać. I tak sytuacja się powtarza w nieprzerwanym kole życia. Lecz jeśli ten człowiek znajdzie na horyzoncie punkt odniesienia, taką latarnię … wtedy już wie gdzie zmierza, wie gdzie podążać. I nie ważne wzniesienia i upadki wtedy liczy się tylko cel. Właśnie ta droga, droga jego łodzi do celu na horyzoncie jest szczęściem. Nie cel sam w sobie, lecz ta droga, każda pokonana przeszkoda…

-A co jeśli ktoś nie ma tego celu? Co jeśli ktoś jest sam na ciemnym morzu i żadna latarnia nie chce go poprowadzić?

- No to ma przejebane.

 

Tak wyglądała moja dzisiejsza rozmowa z człowiekiem, którego bardzo szanuję i cenię. Dużo o tym myślałam. Czuję, że jestem właśnie tym cholernie samotnym żeglarzem, który zaraz utonie w otchłani.

Zresztą chyba już utonęłam. Złamałam wszystkie zasady. Kilka lat temu obiecywałam sobie, że nigdy więcej do tego nie wrócę. Że to koniec. Gówno prawda. po 2 może 3 latach znów wrócilam.
Gdybyś to widział pewnie byś krzyczał. A może tylko mam nadzieje, że byś krzyczal? Może przeszedłbyś obojętnie jak wobec wszystkiego co mowię. Jesteś moim spowiednikiem, lecz nigdy nie dajesz mi pokuty i rozgrzeszenia. Nigdy nie pozwalasz bym to ja mogła odpuścić Ci winy.

Dziś znow noszę srebrnego aniołka na szyi. Jest tak kruchy, delikatny jak ja. Też jestem takim aniołkiem. Tylko ktoś mi upierdolił skrzydła. Ale spokojnie,  pójde do nieba. Drogi tam się nie zapomina.

Może choć tam nic nie boli. Może choć tam człowiek nie musi płakać. Może coć tam będzie mi ciepło.
Czuje tylko zimno. Wszechogarniające zimno. I płaczę. Ostatnio nawet kilka razy dziennie. Ale spokojnie. Nikt tego nie widzi. Nikt nie wie, że anioły też potrafią płakać.
Dla nich jestem nikim. Nie znają mnie, zapomnieli. Albo nigdy nie dali szansy by poznać. Ty też odszedłeś. No popatrz… a mowiłeś, że bedziesz zawsze.
Teraz tlyko cisza.

Wygrałeś. Klęczę.

Mówię im „cokolwiek by się nie dzialo dam radę. Dam radę. Zobaczcie – jest lepiej. Lepiej”. I nie wiem kogo bardziej oszukuje – siebie czy ich. Nie jest lepiej. Nie jest lepiej.

Jest tak samo.
Może tylko nagle zabrakło wszystkich obok. Znowu. Tylko, tym razem zawiedli wszyscy, nawet Ci, dla których bym umarła.

Teraz umieram bez nich. Sama ze swoimi chorymi myślami. Już nie czekam po nocach na telefon, teraz spokojnie śpie. I ten spokojny sen jest najstraszniejszy. Przerywa go jedynie kaszel, będący dowodem porażki.

Nie chcę już walczyć.

Chciałeś Boże bym uklękła. Dlatego zesłałeś tyle na moje barki, że pod ciężarem upadam. Klęcze. Teraz lepiej się czujesz?
Uparcie wstawałam. Uparcie trzymałam się swojego Anioła, który ratował mnie od kilku lat. On już odszedł. Jest bardzo daleko i nie zdoła mnie ratować.

w umyśle nadal stoję pośród pól na tej cholernej drodze. Tym razem upadłam w łzy nieba. Klęczę. W zimnej kałuży. Marznę. I mam nadzieję, że zamarznę, że umrę od tego. Może wtedy o to Ci chodziło? Może karasz mnie za to, że wtedy się nie ugięłam przed Twym majestatem, Ty którego wielbią miliony kłamliwych ust co niedziela?

Usta zwilżone słoną wodą

Jedyne meijsce które mi zostało to ten blog. Mój azyl.
Nie mam nic więcej.
Nie mam nawet do kogo się odezwać, z kim porozmawiać. Mogę tylko pisać tutaj. to smutne. i tak cholernie niesprawiedliwe. myślałam że już wystarczająco się nacierpiałam, że w końcu wszystko się ułoży. Jaka głupia byłam. Nic się nie układa

czuję jak tonę
moje ciało pochłania woda
pierwszy raz mam otwarte oczy
wyraźnie widzę otchłań
wyciągam rękę w jej stronę
I tak nikt nie czeka na brzegu
i tak nikt nie woła

i może tak własnie miało być
unosi się kolejna fala
jest jak koc który otula
jak matka której nie miałam

Dom,

czy to nie zapach jeszcze gorących ciastek ? – Tylko, że nie mam piekarnika
czy to nie zapach koszonej trawy wiosną? -Tylko, że nie mam trawnika
czy to nie wieczory przy herbacie ze znajomymi? – Tylko, że nie mam tu znajomych
czy to nie wino wypite z przyjaciółmi? – Tylko, że nie mam przyjaciół
czy to nie uśmiech matki pytającej jak minął dzień? – Tylko, że nie mam matki
czy to nie kot witający w drzwiach? – Tylko, że nie mam kota
Jestem samotna. Lecz na samą myśl o poznawaniu ludzi i świata odrzuca mnie.
Chyba się już przyzwyczajam.

I dobija świadomość ulotności.
Nic własnego. Wszystko ich.
Zdajesz sobie sprawę,  że Twoje życie też należy do nich.
Mogą je wyrzucić, mogą je zniszczyć
Cieszysz się, że narazie nie robią nic

Noce myślenia i dnie… dnie niczego

Idę drogą, lecz nie wiem czy to ta wskazana
doświadczam letargu, znow jak pierwszy raz

Dławię się słodkimi słowami w za mocnej kawie
serce przyspiesza, słowa wilkami atakują
choć były udomowionym psem

i tylko nagość pomaga w codzienności
w niej zaklęte czemu jeszcze trwam
każdego dnia zmienna, odkrywam
Czy dziś Pani czy zaledwie panna na K

Dźwigając cały ciężar upojenia, każdą kroplę
ponoszę cenę dalece wyższą od przewidzianych rat
Umowa podpisana wiecznym piórem śliny, soku i krwi
Stoję ja i lustro – a w nim mój odwieczny kat.

zmieniam sie, staje sie kims innym
kim?
i kim byłam  wcześniej skoro mówię o zmianie?
a może czym – bo chwilami postrzegam siebie jedynie jak zwierze
przytłoczenie. nawał myśli. wpadam w panikę. szał.

jeszcze wczoraj wielkie plany, szczyty gor boso zdobyte
a  dziś jest tylko otchłań i próbuję schować się za własnym ciałem
i otulić własnymi ramionami

brakuje mi czegoś, choć to rzecz nieokreślona
może po prostu chęc podniety, emocji, wydarzeń
a może jedynie bliskości deszczu spływającego po ciele

Wiem, że to umarlo. Już sie nie staram walczyc. :A może nigdy tego nie bylo?
Nie. Było. Przecież pamietam czas gdy wszystko było łatwe, gdy najczystsze łzy głaskały poliki a świat zamykał się w spojrzeniu
może brak celu? a może brak chęci?

a moze… choroba dwubiegunowa?

krople niewypowiedzianych słów spływają po skroniach
powódź w umyśle wylewająca się uszami, oczami….
niegodna by przejśc przez bramę ust

czym jesteś jeśli nie chwilą zapomnienia przeszlości, która Cię zrodziła
niedopowiedzeniem, które pozornie może postawić kropkę lub ciągnąć to dalej
nie mówisz wszystkiego

za dnia wypluwając wymiociny zdań, które nigdy nie należały do Ciebie
Latami ktoś programował te zdania, karmił spragnionego słuchacza
nocami zaś zaszywasz swe wargi bojąc się ile oddechów może się z nich wydostać
Ile niespełnionych pragnień….

Tak bardzo boję się być sama, bez Ciebie. A Ty wyjeżdżasz. Mówisz, że nie chcesz wracać. Za mało czasu mieliśmy. Czemu wahałes sie przed ostatnim spotkaniem? Czego się bałeś?

Wiem, że musisz wyjechać. Wszystko poukładać, zastanowic się nad priorytetami. Wiem, że to nie jest łatwe. Z drugiej strony stawiasz mnie w kiepskiej pozycji. Miałam podjąć decyzję co zrobić z własnym życiem. Decyzję, w której chciałam byś uczestniczył. A Ty pozostawiasz mnie z niewiadomą na kolejne miesiące. Mimo to będę czekać… Będę czekać zawsze na Ciebie.

Mam tyle słów Ci do powiedzenia. Na półce leży całe pudełko z listami, których Ci nie wysłałam.Muszelki z nad morza dla Ciebie, kartki urodzinowe, życzenia, marzenia, pragnienia… teraz to wszystko nie ma znaczenia. Chcialam dać Ci coś, co by było przy Tobie gdy mnie nie ma. Może jeszcze zdąże…

Nawet nie umiem powiedzieć Ci tego wszystkiego, dlatego piszę list, który nigdy do Ciebie nie dotrze…

Nie zostawiaj mnie. Wróć. Będę czekać.

Stary nowego początek

Jest taki moment gdy zaczynasz wierzyć
że w końcu zaczniesz od nowa
tym razem będzie dobrze
z tą osobą wygram życie

Jest taki moment gdy dokładniej postrzegasz
że nic nie jest takie latwe
Gubisz się w tym zupełnie

Sama w obcym mieście, w obcym mieszkaniu z już obcym mężczyzną a przecież miało byc tak pięknie.

i jeszcze tylko chwilami łudzisz się, że bedzie lepiej, że to chwilowe, że … cokolwiek byle podziałało … a tak naprawdę dzieli was coraz większa przestrzeń choć z ponad dwustu kilometrów zrobiło się kilka metrów kwadratowych. Każda rozmowa zamienia się w kłótnie. A Ty masz już dość. Nie to miało być. I zapierdalasz w okropnej pracy, którą nienawidzisz, i codziennie próbujesz dostosować sie do miasta, które nienawidzisz. A to wszystko w imię czego? W imię tego co się już dawno skończylo a moze nawet nie zaczęło?

Chcę wracać. Chcę wracać do piekła, które znam – tam przynajmniej czuję się pewnie, tam nie muszę się bać. Jeśli to wszystko się nie zmieni to wrócę jeszcze w tym tygodniu.

Rudy Kocie
Mój wredny kłaczasty przyjacielu, miałeś racje gardząc calym światem. Ten świat jest chujowy. Tęsknie za Tobą. Tylko w Twoich oczach widziałam zrozumienie.
Niedlugo wrócę,
tylko czy nadal zechcesz mi czasem pomruczeć do ucha?

-Twoja utęskniona (nie)właścicielka

 

Moze to wszystko miało wyglądać inaczej? Może to nie jest mój czas. Czuję, ze sie nie nadaję. Wszystko robię źle. Może za bardzo chciałam, zresztą jak zawsze. Czasem czuję, że powinno mnie nie byc. Całkowicie. Wtedy wszystko było by łatwiejsze a już zapewneżycie ludzi, ktorym do dziś tylko przeszkadzam. Zreszta to wlaśnie to robiłam przez tyle lat. Przeszkadzałam im. Co powinnam z tym zrobić? Może to właśnie jest czas by to wszystko naprawić? By już nikomu nie przeszkadzać?

Wszystko kiedyś się kończy. Pan-Idealny-Kochanek też wyjeżdża. Daleko. Nie będzie miał już dla mnie czasu. Straciłam wszystko, boję sie ze i jego stracę. A czuje, że znów nie mam nic. Tylko pluszowy James jak co wieczór tuli i pilnuje bym nie musiała się bać a mimo to się boje. Czemu? Czego?

I słowa same ulatniają się w bezdenną przestrzeń wyplutych oddechów zmieszanych z brudnymi wypocinami, które i tak nie mają znaczenia. Wszystko przy akompaniamencie kolejnych niemych krzyków płynących korytarzami po wklęsłych polikach. Tylko palce wybijają na klawiaturze rytm – który próbuje naśladować otchłań w mojej piersi. Nieregularne brzmienie z miejsca, w którym powstała dziura wydrapana pazurami najdzikszych stworzeń na świecie – ludzi. I teraz upajam sie a może tylko upijam tanim piwem. Nawet ono niejest bez znaczenia, niesie naszą wspólna historię, lecz w tej bajce ludzie też o nas zapomnieli i odłożyli na marketową półkę.

Nihil verum omnia licita, kochanie.Aniłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłł