Iluzja XXI wieku na dzień dobry.

Pani Donesz ma dosc
(Na zdjęciu jak zwykle ja. Wstawiam tylko swoje zdjęcia, lub które ja wykonałam)

Zaczynam nowy piękny dzień. Ledwo wstaję a już wiem, że będzie chuj*owy.
Nie pytaj czemu. Po prostu wiem.
Nie haruję co dzień po 8 godzin w jakiejś chujowej robocie po to by zarobić na życie. Mimo to czuję się tak wyczerpana tym życiem.
Nie moge powiedziec, że już wszystko widziałam, że znam się na zyciu i wiem o co w nim chodzi. Tego nie może powiedzieć nikt. Ciągle odkrywamy siebie na nowo. Poszerzamy horyzonty i macamy na ślepo granice.
Wszystko byle tylko sie nie wyjebać. Bo gdy upadniesz najprawdopodobniej ktoś podejdzie do Ciebie, ty będziesz liczył, że pomoże ci wstać a on tymczasem przyjebie ci z buta abyś zdechł na dnie. Kochane, piękne czasy.
Mottem przewodnim XXI wieku powinno byc „Wyruchaj zycie zanim ono wyrucha Ciebie”. Rodzimy się, myśląc, marząc… Dorastamy odkrywając powoli to kurestwo swiata. Człowiek jest dorosły gdy wie, że całe jego dzieciństwo było iluzją, żartem, którego on nie rozumie. Najpierw sie uczysz, kończysz studia o ile cię na nie stac a potem i tak chuja z tego masz.  Łapiesz jakąkolwiek pracę, aby tylko miec co włożyc do ust. (a Często i na tym polega twoja praca, aby włożyc w usta i udawac, że jest fajnie. ) . Harujesz aby kiedyś owładnięty już niemocą dostac emeryturę z której nawet na leki nie wystarczy.
Państwo chce nas, gdy możemy mu coś dac. Ale gdy to my potrzebujemy czegoś to zaprowadza nas na cmentarz mówiąc „zdychaj”.
I my sie dziwimy, dlaczego tak rozpowszechnia się alkoholizm, narkomania ? W tym chorym świecie, trzeba sobie jakoś poradzić. Byle przetrwać. Tak drogo płacimy za narkotyki tylko po to aby dostać chwilę zapomnienia. Jedną pie*doloną chwilę sztucznego szczęścia.  To są te chwile w których ćpasz, pijesz żeby zapomnieć. „Pijesz, nie żeby sie napić lecz żeby się zaje*ac”.
Tak się dziwisz na napady szału, na bójki wszczynane z byle powodu. Ale wystarczy tylko kropla żeby przelac czarę. Wszystkie wyzwiska, szepty za plecami znosisz z uśmiechem mówiąc „olac ich” a w końcu to się na tobie odbija. Ka bum, masz ochotę to wsystko rozpier*olic. Jeszcze bardziej potęguje to fakt, że tak na prawdę chuja możesz.
Tylko przetrwać….
Przetrwam.

Pani Donesz

Samotnośc chodzi piechotą.

Dziś jest nawet dobrze. Nawet próbuję nie mieć „wkrętek”. Tylko chwilami,  znienacka atakują moje demony.

Samotnosc jest nudna

Kolejny mój demon – samotność.

To uczucie, gdy chcesz do kogoś napisac list, opowiedzieć wszystko lub po prostu pogadać o niczym. Przeglądasz kontakty w telefonie i nagle zdajesz sobie sprawę, że nie masz nikogo z kim mógłbyś pogadać. Nikogo.
Gdy idziesz z pracy, zakupów, spaceru, i wokół ciebie nagle roi się od całujących się par bądź przyjaciół idących a „piwko” a ty jesteś tak cholernie sam.
I to cię przytłacza. Ta świadomość, ze tak na prawdę wszyscy mają cię w dupie. Możesz bić, krzyczeć, zabić się a i tak nic to nie zmieni. W najlepszym razie ktoś jutro powie w sklepie dwie ulice dalej, że już nie żyjesz, tylko po to by ktoś inny mógł zapytać kim ty w ogóle byłeś.
Siedzisz samotnie w oknie patrzac na to wszystko wokół. Na te światła w oddali. Toczy się „życie nocy” podczas gdy w tobie coś umiera.
Usuwasz wszystkie konta z portali, wyłączasz telefon i czekasz aż ktoś się pojawi. Ten wszechogarniający smutek gdy po niespełna godzinie wracasz z powrotem wiedząc , że mógłbyś tkwić tak i rok a nikt i tak by nie zauważył.
To boli.
Dlatego może bardziej zwracajmy uwagę na drugiego człowieka…

Pani Donesz

Mój problem to Ja.

Demon nr 2; Ja.
Pani D. skacze

Chcę byc bezuczuciową maszyną. Chce… nie myślec. Boję się własnych uczuc. Nie chcę pokazac jaka jestem słaba. Nie moge. Jesli się poddam, odkryję w tedy mnie zabiją. Wykorzystają każdy czuły punkt i z roskoszą popatrzą jak zdycham. Nie umeiram, lecz zdycham. Żeby umrzeć trzeba być kimś, ja jestem niczym dzikie zwierze. Zamknięte w klatce. „Mój efekt lwa”. Drapać, wyć, wrzeszczeć, uciec. Za wszelką cenę uciec od tego wszystkiego. Stanąć na klifie, tu obok – przepaść. Ramiona w bok. Tak. Naga poczuć wiatr. Ostatnia łza skoczyła. Teraz ja. To nie boli. Już nie chcę skoczyć, tylko skaczę.
ZA późno na myśli, na żale. Już tylko kamienisty brzeg i krwawe fale.
Ludzie wspinają sie po stosach martwych cial. On jest za słaby, skoczy, ja zajmę jego miejsce, ja będe, ja!!!  taki jest świat. Nie mogę. Nie mogę pokazać jak po poliku spływają kolejne łzy. Schowana w kącie. Nie patrz. Odejdź. Boję się. Zranisz. Jak każdy. Zaufam. a ty spierdolisz.

Zabija mnie słabość. Lecz ta słabość to ja.

Pani Donesz

Demoniada śniadaniowa

DEmon numer 1.

Boje się Ciebie. Patrzeć w ludzkie oczy. widzę w nich tak często te wasze okrutne myśli. takie skur*ysyństwo.
Boje się. Do mnie nie wolno się zbliżać. Nigdy za blisko.

Boje się ufac. Bo ludzie to ku*wy. Od matki usłyszysz ze cie nienawidzi a od ojca ze jestes nikim. Zero perspektyw na życie.
Ludzie cie poniżają, obsypują obelgami. Z początku ignorujesz, znasz swoją wartosc. Potem udajesz, że masz to w dupie, po nocach płacząc. Z czasem zaczynasz wierzyc. Oni mają rację. Skomlenie, skowyty, strach, schizofrenia. Jesteś nikim. Taka jest prawda.
A gdy już ktoś na ciebie spojrzy, nawet nie chcesz utrzymac, zacząc znajomości bo ” on jest za dobry, ty jesteś ścierwo”.
I najgorsze, że to prawda. Czujesz się „podludziem” . I jestes wypaczony. Już nigdy nie uwierzysz, że jesteś kimś. Ty – takie nic. Zepsuta. Na zawsze.
Co dzień budzisz się,  płacząc za śmiercią. Żałując, że nie potrafisz. Nie potrafisz ani żyć, ani się zabić.
Opętana przez Demona.

69 Demonów Pani Donesz

Pani Donesz

Zmieniłam się tak bardzo odkąd zaczęłam pisać tego bloga, jestem inną osobą. Dlatego też chcę się przedstawić.

Jestem Panią Donesz.
Bez imienną. Miałam tyle imion, lecz tamte „ja” poumierały. Jestem tylko kolejnym pionkiem tego materialistycznego świata, nikim wyjątkowym.
Co lubię?
Lubię te nieliczne chwile, w których czuję się szczęśliwa.
Co robię w wolnych chwilach?
Komplikuję sobie życie – takie hobby.  Spełniam też najgłupsze pomysły.
Moja moralność jest silnie postrzępiona względem twojej moralności. To co ciebie burzy jest moją codziennością.
W życiu najbardziej cenię szczerość, dlatego często jestem brana za wredną sukę. Cóż… przepraszam, że wolisz słodką prawdę. Wole prawdę -moją gorzką czekoladę.
Prowadzę już kilkuletnią walkę z moimi demonami, ale nie poddaje się, w końcu każdy ma swoje demony.
To chyba już wszystko.

P.S tak ,  na zdjęciu jestem ja.

Pani Donesz.

Pani w czerwonych szpilkach.

Pani Donesz w czerwonych szpilkach
Przede mną długa droga. Droga do katharsis. Ale idę właściwym szlakiem. Chyba należ spalić za sobą mosty. Eh.. a w zasadzie te mosty są już popalone. Zostały tylko wspomnienia i kilka nieprzespanych nocy. Tutaj zostanę. To jedyne miejsce, w którym mogę mówić co na prawdę myślę.
p.S. Zdjęcie na moim parapecie, w miejscu gdzie niejednokrotnie walczyłam z moimi demonami.

Pani Donesz.