Pod ręke z Kopernikiem.

Cieplutkie wspomnienia

Cieplutkie wspomnienia

Napłynęły radosne nowiny. Po świętach czeka mnie miasto pierników, płatków Nestle i pięknych fontann. Przekładając na przyziemne słowa jadę do Torunia gdzie zagoszczę do Nowego roku.
Jestem domatorką z jako takim zapleczem podróżniczym i śmiało stwierdzam , że Toruń to moje ukochane miasto. Czaruje mnie za każdym razem gdy tam wpadam i co raz bardziej nie chce wypuścić.
Park Bydgoski, Bulwar Filadelfijski.. ach. Fontanna Cosmopolitan.. już nie mogę się doczekać.
Może w tym roku wyjawię kilka tajemnic więcej i pokażę urokliwe zdjęcia.

Gdybyście przypadkiem po świętach przebywali w Toruńskim Manekinie, gdzie podają najlepsze naleśniki na świecie rozejrzyjcie się dookoła… może właśnie siedzę naprzeciwko.

P. Donesz.

Toruń - Fot. Grupa Falco

Toruń – Fot. Grupa Falco

Święta – taki czas, którego nie lubię.

Niestety pracochłonne, spisane przemyślenia zostały na tablecie  a tenże tablet jest w drugim domu.  Szkoda…

Ostatnio dużo rozmyślam na temat świąt. Nie lubię świąt. Przy czym sama idea jest wspaniała, tylko wykonanie lipne. A może to przez to, że nie znam świąt?
To przez to że wszystkie święta jakie pamiętam wyglądały tak samo. Zapieprz pełny nerwów i reprymend za złe wykonania i efekty.  Zawsze jakaś kłótnia. Potem wszyscy zbierają się przy stole, modlitwa, śmieszne życzenia.. Śmieszne bo pozorne. Udawanie uśmiechów. Granie szczęśliwej szopki. Haha nie wiem czy było to bardziej zabawne czy bardziej żenujące, I te przytulenia i te sztuczne łzy, można by uwierzyc, że w rękawach przemycona jest cebula by łzy lepiej leciały.  Rozdanie prezentów.  Do tego akurat się nie przyczepię, bo zawsze udawaliśmy, że sa idealne, że spełniają marzenia. To był ten moment gdy łzy kapały lepiej, że nie stac nas na spełnianie marzeń. Ale były prezenty. Były próby pozorów szczęścia.
Potem każdy do swojego pokoju, zabawa skończona. Kiedyś babcia (Boże, w którego wierzyła, opiekuj sie nią w raju) Opowiadała, mi że przynosiłam stare radio na kasety i kolędy góralskie. Śpiewałam, Chciałam, żeby wszyscy śpiewali. Lecz nikt nie chciał. W tedy odnosiłam radio, szłam do pokoju i skulona w kącie płakałam. Tak mówiła babcia. Choinkę ubierałam zawsze sama aż pojawił się mój brat w tedy nagle matka chciała z nim ją ubierać.
Gdy już tak siedziałam którąś godzinę sama przyjeżdżała rodzina. Kolejne życzenia, kolejne, coraz sztuczniejsze uśmiechy. Herbata, ciasto („Kupię , bo po co będziesz piekła?”), i te pytania tak na prawdę o nic.  Co tam u ciebie, a widziałaś ją ostatnio, a wiesz kim jest jej facet, a wiesz, ze on sie ożenił, a widzisz jak rządzą państwem, a jaka kiepska pogoda… blah, blah, blah .. głowa rozbolała.
W tym roku będzie tak samo. Aż nie chce się wracać na święta. I cóż że nie wierzę w boga i tak mam siedzieć przy stole, składać życzenia, modlić się… Jak ja , kurwa, kocham święta.

Otwieram wieko trumny, by znów cię ujrzec.

Dziś rocznica śmierci kogoś mi bardzo bliskiego. Kogoś kto się mną opiekował gdy wszyscy mieli mnie w du***. Niestety ta osoba już nie żyje. Trzeci rok bez niej, wydaje się, że minęły już wieki.
I myślałam, że z czasem wspomnienia się zatrą, zapomnę rysy tej twarzy.. Myliłam się, w końcu jestem tylko człowiekiem. Pamiętam tą twarz, pamiętam te ramiona i tą postać, która już dawno odeszła. Pamiętam swój płacz, swoje przekleństwa, pierwsze święta spędzone wśród ludzi choć tak na prawdę w samotności.

- To dobrze , że nie żyjesz. Nie musisz już patrzyc jak się meczymy, nie musisz męczyc sie z nami. „Tam jest lepiej” – to twoje słowa. Ty tam jesteś. Wiara była w twoim sercu więc ja wierzę, że ci pomogła. I choć bez ciebie jest ciężko i często się poddaję to wiem, że kiedyś się spotkamy. W przyszłym życiu. Kocham cię… Ty o tym wiesz. Nie chcę anioła stróża, bądź tam i odpoczywaj. Ja dam radę sama, najwyżej spotkamy się szybciej. Nie boję się, nie mam już nic do stracenia… Mogę wszystko. Równie dobrze mogę nie dokończyć tego wpisu i po prostu ot tak przestać oddychać. W każdej chwili mogę umrzeć. Nie boję się i nie będę wyczekiwać z załamanymi rękami. Wykorzystam ten czas. Teraz jednak w rękę ujmuję kielich wina, twoje zdrowie pośmiertne.

Spustoszenie emocjonale.

Wchodzę do pokoju. Białe ściany, biały sufit, czarna podłoga. Nie ma tu okien, drzwi zamknięte na klucz. Na środku tylko krzesło; twarde, nieugięte jak życie. I ja. Siadam garbiąc plecy. Czy widać coś na mojej twarzy? Choćby jedną łzę, skradzioną ukradkiem?
Nie.
Po prostu siedzę. Nie ma we mnie już nic. Nawet jednej cholernej łzy. W pokoju panuje zaduch, to atmosfera dawnych uczuć i dni. Przytłacza. Wyprostować plecy to za duży koszt.
Jak szmaciana lalka. Powiesz coś – odbije się echem. Rozbierzesz to bierz. Nie ważne już uczucia, chęci, starania. Mnie już nie ma. Umarłam.

Wasza Pani Donesz

Póki sił starczy…

Chwilami gorzej… chwilami lepiej.
Zwykłe życie.
Melancholia.
Chciałabym uciec. Uciec gdzieś daleko.
Boję się. Strach jest rzeczą ludzką. Boimy się samej niewiedzy i nieznajomości danej rzeczy, sytuacji.
Wychodzę na balkon. Z kieszeni wystaje ostatni papieros. „Od jutra nie palę” – co dzień ten sam tekst.  Palenie zły nałóg. Ale ten moment gdy nie myślisz o niczym… Czuje zimny powiew wiatru. Skóra reaguje. Wyautowana, wyłączona z życia. Ostatnie zaciągnięcie „zamknę  oczy, policzę do 10 , pstryczek nim otworze oczy, życie nabierze sensu” jak to pisał jeden z popularnych polskich raperów mianowicie Buka. Otwieram oczy i życie na prawdę jest jakieś lepsze. Ale potem razem z posmakiem goryczy w ustach powracają myśli, powracają realia.  Myślenie boli- to święta racja, gdy życie daje kopa. trzeba walczyć, nawet jeśli łzy się cisną do oczu. Trzeba walczyć, nawet gdy już nie ma o co. Walczę, choć zostałam sama. Tak, nie mam nikogo, nikogo kto stałby obok. Próbuję sobie wmówić, że tak jest lepiej, ponieważ skoro nie mam nikogo to nikogo nie stracę. Człowiek jednak jest istotą tak złożoną, że potrzebuje bliskości. Nie chcę użalać się nad sobą. Nie powiem już, że chcę się zabić. Nie chcę. Obiecałam sobie, że wykorzystam to życie w pełni. Będę skakać z mostów i łapać tlen, póki sił mi starczy i serce będzie bić.
I czasem nachodzi ta myśl. Stanąć na krawędzi, rozłożyć ramiona. Krok w przód i popaść w ramiona otchłani. Później otworzyć oczy, zlana potem zakończyć pocałunek Morfeusza. Wstać i żyć dalej jakby nigdy nic się nie stało.

Tracę oddech. Ja -obłąkana.

Trwam… trwam.
To słowo pozostawia gorzki posmak w moich ustach.
Co mam napisać tym razem?
Że sobie radzę, że jest lepiej? haha… żart?
Że pogrążam się w sobie? W tedy już bym nie oddychała.
Trwam.
Wstaję. Oddycham. Słuchawki na uszy.
Słucham słów padających w różne takty, próbuję znaleźć w nich jakiś sens.
Receptę na szczęście.
Wciąż się uczę, że lek idealny nie istnieje.
Alę spójrzmy pozytywnie – oddycham. To już coś.

Są chwile, chwile w których trochę się boję. Boję się zostac sama. Ale walczę. Tylko szkoda, że tak często upadam. W agonii.. w agonii pustki. Patrzę na stare zdjęcia. Na wspomnienia. nigdy uśmiech, zawsze łzy. Ten jebany smutek w oczach. Ze mną chyba jest coś nie tak. Nie umiem być szczęśliwa. Dziś po raz pierwszy od dawna się uśmiecham, odzyskałam katharsis.
Z przyczyn błahych i banalnych byłam pozbawiona swojej muzyki. A muzyka to często jedyne co mam.  Gdy dziś znów odzyskałam swoje katharsis.. och… Wyjątkowy stan upojenia. Zapomnienie. Oddaje się muzyce, to trochę podobne do oddania się mężczyźnie. Odkrywam siebie, najskrytsze pragnienia, oddaję ciało i duszę, upajam się każdą chwilą, każda jest wyjątkowa, każda jest bezcenna.  Przy muzyce nie ma konsekwencji co najwyżej kilka łez, wylewanych i tak co noc.
Szkoda tylko, że muzyka nie zaspokaja potrzeby bliskości. Tej cholernej potrzeby bycia kochanym. Nikt nie chce  być przedmiotem, lecz każdy chce być czyjąś własnością. Jak pies mieć właściciela do którego zawsze będzie mógł wrócić. To stąd się bierze sex sam w sobie.
B stosunki dzielą się na sex, uprawianie miłości i pieprzenie. Każde jest tak samo ważne. Sex jest dla bliskości, z prymitywnych względów. To brutalne wyrażenie potrzeby bycia własnością a zarazem posiadania.
Miłośc, kochanie sie to podziwianie drugiej osoby. Gdy chcemy jej rozkoszy. Podziwiamy ciało, duszę.. mmm…
pieprzenie… cóż tego tłumaczyć chyba nie muszę.

Eh jak zwykle zbaczam z tematów. Lecz gdybym wszystko miała brać na poważnie i dosłownie to byłabym już dawno obłąkana… A może już jestem…?

P. Donesz

Słowa przekleństwem ludzkości.

Zdarzyło się za wiele, by móc o tym mówić.
Za wiele….
Jestem zepsuta.
W chorej głowie chore myśli, tylko gorzej gdy stają się one realiami.
Gdy padają słowa, które zmieniają całe twoje życie
Gdy padają słowa po których czujesz, że mimo oddechu, mimo bicia serca właśnie umierasz.
To nie boli, to rozpierdala cię od środka.
Wyżera chory mózg, gdy ciało zaczyna być chore.
Nie chcesz myśleć, nie pytasz dlaczego.
To już nie ma sensu.
Ja.. ja już nie mam sił. Nie mam, kurwa, sił. Nie mam już nic.
Nie mam domu, nie mam  nic.
Z czasem zapomniałam, że jestem ateistką. Uwierzyłam w ludzi. To mnie zgubiło.

I co z tego, że chcesz się zwierzyć? Co z tego, że chcesz wykrzyczeć całemu światu jak bardzo jest chujowo? Co z tego gdy i tak oplatasz się rękoma zaprzeczając wszystkiemu, gdy wiesz, że nie możesz powiedzieć… Gdy wiesz , że takie tematy są zakazane, o tym się nie mówi… Chcesz wyżalić się komuś z daleka, z bardzo daleka, komuś kto wysłucha , kto nigdy cię nie spotka i nie popatrzy z litością. Kto nie będzie cie wyjątkowo traktował, przez to że chcesz chwilami przystawić pistolet do głowy i usłyszeć brzęk spustu.

Pani Donesz – niedługo koniec wpisów

Pusty śmiech obłąkanego.

Chyba powoli się wypalam, jak świeca na stole w zimne wieczory. Ktoś ją podpalił i zostawił, płonęła samotnie w ciszy i spokoju. W końcu zawiał okrutny powiew, nikt nie wie skąd a może zewsząd naraz… zgasła biedna świeczka. Zostałam w pokoju sama.

Brak mi apetytu na życie. Brak apetytu, który napędza mięśnie do działania, który każe myślec i wstac. Idę w kierunku bliżej nieokreślonym. Staję na środku jezdni. Ściągam kurtkę i rzucam w stronę rowu. Spokojnie kładę się w poprzek drogi, podkładając ręce pod głowę. Trochę niewygodnie. Czuję się jak Śnieżka zamknięta w trumnie. Trochę niewygodnie. I śmieję się gdy nic nie nadjeżdża. Nawet twój Bóg mnie nie kocha. Nawet on mnie nie chce. Może się boi, że popsuje mu niebo…

Sabat samotności.

kropla-wody-na-palcu

Moja burza przeżywa apogeum.
Odświeżyłam pamięć ludziom, którzy przez alkohol zapomnieli co mi zrobili. Wszystkim, którzy przez tyle lat krzywdzili podziękowałam i wyprosiłam za drzwi.
Chętnie wypiję za nich toast. Za ich długie życie w męczarniach sumienia.

Stoję na krawędzi, w miejscu , które jeszcze dwa miesiące temu było mi nie znane.
Dziś mam nowy dom i nową rodzinę. W końcu rodzina to nie tylko ta sama krew w żyłach.

Nie będę twierdzic, że jestem święta. Nigdy w taką się nie bawiłam. Lubię zaćpać, zapić  i wypalic palic papierosa. Wiem, Damie nie przystoi. Lecz ja nie jestem jedną z dam.  Oprócz zawartości majtek, stanika i umalowanych ust, nie ma we mnie nic z kobiety.  Choc nie mówię, że nie chciałam. Starałam się. Lecz w tedy pytano po co i dla kogo to robię. Odpowiadałam zawsze : Bo mogę, dla siebie, Czasem jeszcze dopada mnie jakaś żałość, że to minęło, że przestałam się liczyć sama ze sobą. Wszyscy mówili, że jestem zła. No i proszę, mieli rację. Dzięki nim taka się stałam.

Twoja zła Pani Donesz