Feniks wśród cierni.

Wstań, umaluje się, ubierz sukienkę, uczesz włosy, słodkie perfumy.. dalej, rusz się, podkład, szminka, kredka, eye liner, cienie, róż, brąz, grzebień, lakier, kolczyki, naszyjnik… Choć raz zrób to jak trzeba. Rusz się i ten cholerny raz zrób to czego od ciebie oczekuję. Oni chcą ładnej buzi, ładnego ciała.
Patrz w sufit, nie rycz, nie masz tuszu wodoodpornego, nie spiernicz godziny przed lustrem… Bądź taka, jak oni chcą. Bądź ich marionetką, bez uczuć, uczucia to tylko problemy.
Warstwa makijażu wydaje się odległą maską, którą trzeba założyć.. bo oni tego chcą. Sztuczny uśmiech i tak nikt nie zwróci na to uwagi. Wszyscy grają, wszyscy.
Pamiętasz co mówili? Pamiętasz, każde cholerne słowo, którym cię karmiono? Pamiętaj, kim dla nich jesteś. Pokaż, że się mylili… pokaż, że cię na coś stać.

 

Budzę się. Otwieram zaspane oczy. Wstaję. Zakładam wytarte jeansy i białą męską bluzę. Śniadanie. Owijam ręce chustą. Prawa, lewa, prawa, lewa, prawa, lewa. Kilka godzin uderzeń w ścianę. Aż kostki będą boleć, aż krzyk uwięźnie w gardle. I staczasz się po ścianie, jak kukiełka, której obcięli sznurki. Z głośników wydobywa się The Rose – andre Reu. Czemu ta piosenka ożywia wspomnienia? Dreszcz rozchodzi się po ciele.. jeden i drugi. W głowie huczą myśli, w pamięci skowyt dziecka, w pamięci ból i strach, w pamięci modlitwy do boga o śmierć, w pamięci stwierdzenie, że bóg nie istnieje. To wszystko w cholernej pamięci. Ostatnie nuty piosenki a z oczu ucieka po cichu kilka skradzionych marzeń. Nie chce. NIE chce. NIE CHCE tak kurwa żyć.
Czekam na kolejną piosenkę, co wybierze dla mnie los. Caitlin de ville – my dark valentine. Nie będę płakać do cholery. Wstaję i znów prawa, lewa, prawa, lewa, prawa, lewa. .. Moje biedne ręce.
Budzi się we mnie zimny demon. W szklanych oczach siła, której chwile temu brakowało. Wypierdalać z mojego życia. Nie chcę już osób, które skrzętnie niszczyły mnie co dzień. Teraz jestem inna, zapomnieliście? Nie ma już tej dobrej mnie. Teraz jestem dla was Rahasyą, już mnie nie znacie.

Rahasya Donesz.

Cierpienie największą bronią.

Chcę ci opowiedzieć pewną historię, gdy życie pokazało mi swe prawdziwe oblicze.
Wyznałam kiedyś szeptem, że nie chcę żyć, gdyż życie nie jest fair. Zawsze albo ja cierpię albo inni cierpią przeze mnie. Cokolwiek by się nie działo ten sam schemat… W tem ktoś mi odpowiedział, że cierpienie jest dobre. „Jeżeli cierpisz, to już jest dobrze” – powiedział. W tedy do głębi poruszona, dziś już rozumiem. Ta osoba miała rację.
Cierpienie prowadzi do silnych emocji i z takowych się wywodzi. Jeśli cierpię oznacza, to że jestem w stanie odczuwać, mam uczucia. Moje serce nie jest z lodu tak jak wiele współczesnych serc.
Należy również wspomnieć, że dno jest po to by się od niego odbić a cierpienie aby wzmocnić. Dzięki temu stajesz się silniejszy. Wiesz czego nie czynić, unikać. To co wycierpiałeś buduje cię, jest taką wewnętrzną motywacją.
Lecz sam musisz zdecydować. Pewnie myślisz sobie „łatwo ci powiedzieć a jak jest w twoim życiu?”. Odpowiem ci, że nie jestem idealna. Często popełniam błędy. Ale piszę to wszystko aby ci pokazać, abyś może właśnie TY nie popełniał moich błędów, lecz abyś zmienił ten świat… na lepsze.

Pani Donesz

Piękno chwili ulotnej.

Gdy tam byłam, chciałam powrócić tu. Gdy teraz pragnę się tam znaleźć jest to dla mnie nieosiągalne… Bo człowiek nigdy nie docenia tego co posiada, dopiero gdy wszystko traci otwiera oczy i prawdziwie patrzy.
W tym miejscu odcięłam się od świata, od rzeczywistości i wszelkich problemów. W tedy życie było takie łatwe.
Dziś wspominając przypadkowo tamto miejsce żałuję… żałuję, że go prawdziwie dostrzec. Ciekawi mnie jak wygląda w święta, w wigilię. Nie wiem i najprawdopodobniej już nigdy się nie dowiem. Pozostaje tylko wspomnienie drewnianych łóżek z haftowanymi poduszkami i posmak czerstwego chleba.
To nauka dla mnie i dla wszystkich ludzi, doceniajmy to co mamy bo drugi raz może się to już nie zdarzyć. Na przykład dzisiejszy dzień.. powinniśmy cieszyć się że żyjemy, że mamy bliskich, że pada śnieg, deszcz czy świeci słońce… Chwile tak ulotne. Powinniśmy się cieszyć każdym uśmiechem, każdym miłym gestem, każdą osobą spotkaną w naszym życiu. Lecz czy tak postępujemy?
Czy ty człowieku prawdziwie dostrzegasz dzisiaj?

Drugiego takiego dnia nie będzie, nigdy już nie będzie identycznej chwili, lecz czy to doceniam? Nie… Nie doceniam tego że w tej sekundzie istnieję, że są ludzie, którzy z tego powodu się cieszą, że dla nich jestem ważna.
Dni tak szybko mijają, cały świat gdzieś goni, ucieka… Gdybym teraz podarowała ci jeden dzień, jeden jedyny, bez telewizji, telefonu, komputera, radia, pracy, wszystko miałbyś pod ręką. Ten dzień byłby dla ciebie wiecznością. Bo jesteśmy zbyt szybcy, działamy, potem myślimy.
Czytając to zatrzymaj się na chwilę, pomyśl. Znajdź 3 rzeczy w tym dniu, które były piękne. 3 rzeczy, 3 miejsca, 3 osoby – bez różnicy…. po prostu odnajdź piękno. A gdy je znajdziesz ciesz się jak dziecko z tego, że jeszcze jest nadzieja… na lepsze jutro.

Pani Donesz

Zniszcenie wyjątkowości.

Czemu ostatnimi czasy ludzie pozwolili na zniszczenie seksualności jako czegoś wyjątkowego? Dziś seks to tylko seks. Kiedyś był czymś wyjątkowym. To nie jest tylko za przeproszeniem, pieprzenie się. To coś więcej. Rozebranie się przed partnerem/ partnerką to w pewien sposób akt zaufania, podczas, którego powinniśmy również rozebrać się z kłamstw, tajemnic i porzucić całe zło. Po akcie zaufania pojawia się akt oddania, podczas, którego mamy zawierzyć się drugiej osobie. Niewerbalnie powiedzieć „to jest wszystko co mam, teraz to należy do ciebie”. Bo taka jest prawda, jedyne co posiadamy na własność to nasze ciała a to i tak tylko na określony czas. Z jednej strony powinniśmy oddać siebie z pokorą pamiętając, że jesteśmy tylko małymi pionkami w świecie, jednakże z drugiej musimy pamiętać aby czcić ciało partnera/ki. W końcu po to to wszystko, aby podziwiać  rozkosz ciała i osiągnąć stan zwany  katharsis. Całkowite szczęście połączone z zaspokojeniem fizycznym. Tak powinien być traktowany stosunek a nie jako pieprzenie.
Nawet już od dziejów w Japonii Występujące tam gejsze traktowały seks jako niezwykły rytuał. Każdy gest, każde słowo, każdy niepozorny nawet ruch był wyćwiczony. Choć obie strony wiedziały o sztuczność tych ceremoniałów miało to pokazać piękno i wyrafinowanie tak prozaicznych teraz rzecz. A nie ludzka głupota sprowadzająca kiedyś piękne obrzędy wykwalifikowanej i szkolonej gejszy do szybkich numerków z obcym facetem w samochodzie zaparkowanym w lesie.  Graniczy z nieskończonością ludzka głupota i fakt jak psujemy rzeczy i tradycje tworzone przez naszych przodków przez tysiące lat…

Pani Donesz.

Muzyka najlepszym afrodyzjakiem.

Twój głos
wdarł się do mej duszy
pieszcząc cicho ciało
spięte w ekstazie dźwięków
twoich słodkich ust.
Palce tak wprawione
utrzymujące stały rytm
zbłąkane na strunach duszy
Tonę w czymś bliżej nieznanym
gdy wołają mnie akordy
i czuję twego ciała rytm
choć dzieli nas świat.

/ wasza Meikato Rahasya  Donesz.

Mała dziewczynka.

Czasem czuję się jak mała zagubiona dziewczynka. Zgubiłam się na ulicy, wokół ani jednego żywego  ducha. Czuję jakby jeszcze nie nauczyła się wcale, czym jest życie i jak tym należy się posługiwać.
Gdy leżę w łóżku, już w spokoju ciemnej nocy tak bardzo potrzebuję bliskości. Nie chodzi tu o seks, lecz o dwa bijące serca w tym samym rytmie o to ciepło płynące z ciała i z serca drugiego człowieka, o ten dotyk dłoni ocierających łzy, które wciąż kapią po poliku. Złączenie dwóch ciał gdzie nagość nie pozwala na kłamstwa i sekrety. Taka bliskość jest najcenniejsza. Takiej najbardziej poszukujemy. Bliskości fizycznej, która wręcz namacalnie pozwala doświadczyć nam bliskości umysłów, dusz…
Cholera, znowu pieprzę farmazony… ale cóż, coś w życiu robić trzeba gdy sen nie nadchodzi.

P. Donesz.

Być jak pamelo.

pamelo

Hm aby dokładnie zrozumieć o czy piszę trzeba pojąć samego siebie. Większość z was pewnie jadła Pamelo.. taka ogromna duża pomarańcza. Obieranie tego to na prawdę mistrzowska sztuka. Przyznam, że mi obieranie tegoż owocu zajmuje dwa razy więcej czasu niż samo konsumowanie.
W każdym bądź razie pamelo jak każdy wie obiera się dokładnie z tej najcieńszej nawet skórki   gdyż jest ona gorzka i niesmaczna. Pod nią natomiast kryje się słodkość.
Tak samo jest z ludźmi, z niektórymi ludźmi. Próbują być twardzi, z pozoru silni i nieustępliwi tacy, którym zazdrości się, oni nigdy się nie poddają. Są niezniszczalni. Nic bardziej mylnego. Tak na prawdę gdy są sami chodzą zgarbienie, przytłoczeni tym całym życiem, uśmiechają się rzadko gdyż naj zwyklej w świecie nie mają ku temu powodów. Są jak Pamelo. Pokrywa ich taka niewidzialna gorycz a gdy ktoś delikatnie zdejmie tą powłokę może ujrzeć wrażliwych ludzi z prawdziwym, bijącym sercem z uczuciami.
To straszne, że w dzisiejszych czasach ludzie muszą ukrywać swoje prawdziwe JA. Są zmuszeni grać zimne bestie aby nie zginąć na stosie słabych.
Tak często zapominamy, że wrażliwość i serce to nie słabości lecz zalety. Choć w XXI wieku może już jest inaczej? Nie wiem…. Może ja się mylę? Chyba moje poglądy są już starej daty… Cóż pozostawiam wam jednak ten wpis.

Pani Donesz.

jestem tylko człowiekiem z duszą i ciałem.

Jestem tylko człowiekiem. Jak każdy chcę mieć dla kogo żyć i kogo uszczęśliwiać.

Leżę samotnie w łóżku, brakuje obok tego 36,6. Łzy powoli staczają się po polikach, pojawia się myśl „co ja zrobiłam ze swoim życiem?  Kim ja jestem?” To właściwe pytanie, kim ja jestem? kim ja się stałam? Setki myśli uciekają w jednej chwili gdy wpatrzona w lustrzane odbicie widzę tylko pustkę.
Leże w łóżku i zaciskam oczy marząc, że to coś zmieni. Że odejdzie ta jebana samotność. Niech spłonie ten kto wymyślił uczucia. Uczucia są przekleństwem nocy.
Nie oczekuję wielkiej miłości, nie oczekuję nawet małej. Pragnę tylko jako takiego szacunku i po prostu nie chce zasypiać dziś sama… chcę zasnąć wtulona w czyjeś ramiona. Chcę obudzić się i patrzeć w spokojną i szczęśliwą twarz osoby śpiącej obok. Chcę wykraść się z łóżka wcześniej by móc zaskoczyć kogoś poranną kawusią do łóżka.
Wszystkie brudy dnia powszedniego, te kłamstwa wypalone tak starannie pod strumieniem parzącej wody powracają. Znów czuję się brudna. To jest gra życia.

Pani Donesz