Staję się katem.

3150f72e7c5869bac0fb4f24f2218734

Ból potrafi koić wszystkie rany. Ból potrafi sprawiać rozkosz. Tak, to wiem. Ból zawsze oczyszczał mój umysł. Pozwalał spokojnie zasnąć z wyczerpania i kasował myśli.
Ból daje rozkosz.
Lecz co jeśli to ja polubiłam go zadawać. Jeśli fizyczną rozkosz daje mi zadawanie go osobie, która go lubi?
Rozkoszuję się jego bólem. Chcę ranic, chcę go krzywdzić. Boję się tego. Boję się porzucić granice. LEcz tak ciężko je utrzymać. Chcę gryźć, uderzać, drapać. Chcę rozkazywać i żądać. Wiem, że nigdy nie powie mi „stop”. Dlatego to jest złe. Boje się , że stracę granicę. Że zranię go za bardzo.
Chcę złapać jego nadgarstki, wymuszać pocałunki i gryźć. Chcę być jego prywatnym katem. Czy to złe?
Chcę wykorzystywać. Zawsze to ja byłam uległą a teraz staję się katem i podoba mi się to. Boję się tego. To jest takie.. inne. Podoba mi się i tego się boję. Muszę znaleźć granice. Coraz trudniej mi je trzymać. Coraz trudniej mi się powstrzymywać. To walka , która wręcz boli. Boli fizycznie. Gdy pożądanie rozpływa się od łona po krańce palców. Chcę go, chcę zadawać mu ból i patrzeć jak się w tedy zachowuje. Ekstaza miesza się z bólem na jego twarzy, choć mówi, że tego nie czuję. Tak trudno wyczuć granicę, tak trudno przestać. Muszę się kontrolować. muszę. Ale pragnę porzucić wszelkie granice. Życie bez ograniczeń, życie.
Boję się.

Przestańmy na kilka krótkich chwil żyć

Są takie chwile gdy nie masz na nic sił. Wyszedł byś z domu i szedł prosto przed siebie, powoli i świadomie oddalał się z tego miejsca, nigdy już nie wrócił…
Są chwile, w których chętnie utonęła byś w ekstazie złączonych ciał nawet z obcą osobą, tylko po to by poczuć bliskość…
Lecz to tak nie działa. To wypala. Gdy w którymś momencie nie wiesz już, gdzie jest twoje „ja”. Gdzie ono do cholery jest? Gdzie jestem ja?
Niby robisz kok w przód, idziesz a tak na prawdę czujesz się jakby cały świat gnał 3x szybciej byś tak na prawde się cofnął. Nie to tempo… mocniej.. szybciej.

Nie chcesz płakać, nie chcesz krzyczeć, nie chcesz klnąć… w sumie to nic już nie chcesz…  Zajebiste nic. Tak bardzo to wszystko dzieję się jednocześnie w tobie i poza tobą, że masz po prostu dość. Chcesz zrobić cokolwiek, cokolwiek by się uwolnić, lecz nie masz sił. Zamiast wziąć się w garść, ty wydzielasz porcję siły by jeszcze troschę pożyć. Masz już dość. I wszystko bym oddała by najzwyczajniej w świecie się do kogoś przytulić i najzwyczajniej po prostu trwać. Na chwilę niech ulotnią się problemy, na chwilę przestańmy żyć, po prostu trwajmy. Serce obok serca, oddech za oddechem, tuż obok . Proszę, przestańmy na kilka krótkich chwil żyć.

 

Ja mam dość. Oparzyłam się w rękę. Boli. I ten ból jest chyba najnormalniejsza rzeczą jaka mnie od dawna spotkała. Ten ból jest wszystkim co mam na własność. Jest jedyną rzeczą, którą posiadam, w której mogę tonąć by zapomnieć o wszystkim innym. Czuję ból. Przez to jestem bardziej realna, bardziej rzeczywista. Czuję ból, piekący ból. To jest piękne. Staję się bardziej ludzka.

Pani Donesz

Brak.

 

maska-dziewczyna-dlon

Ten ogień, który trawi ciało. Po ciele rozchodzą się promieniście pragnienia cicho szeptając najskrytsze sny. Usta przygryzione. Oddech wstrzymywany aż zabraknie sił. Leżąc na wznak z rękoma wzdłuż tułowia. Zamykam oczy. Wszystko inaczej dociera, bodźce są silniejsze. Każdy szept jest krzykiem. Najdelikatniejszy dotyk staje się wręcz brutalny. Myśli przeradzają się w obrazy. Pragnienie bliskości. Delikatnie dotykasz rzeczy wokół czując ich fakturę… żadna nie jest porównywana do nieskazitelnej miękkości ciała.
Brakuję sił, by się bronić Pragnienia trawią ciało.
Otwieram oczy. Nadal sama.