Tunel… tunel… to nie bajka.

5361336_twoj-tunel-

Widzę światełko.. na końcu tunelu… na końcu zajebiście długiego jebanego tunelu. Ciemnego tunelu.

Rany się goją jak na psie. och, no tak, zapominam o odmianie rzeczowników przez płeć. Rany się goją jak na suce. :> Rany od tatuażu.
Boję się.
Boję się tego co nieznane. Boję się zaczynać od nowa. Są trzy wyjścia, w każdym ktoś znika. Wybrałam. Znikam ja. I/ nie poddam się. Nie dam im chorej satysfakcji, będę żyć i dojdę na szczyt. Ale nie tu. Ale nie z nimi.
Czas zmienić numer w telefonie. Tak na „dowidzenia”.

Poznałam kogoś. Powoli staje się moim przyjacielem. Niezwykle świetlista postać. Ma w sobie pozytywizm. Jest bardzo wierzący. Ja wolę wiary unikać, dlatego przyprawia mnie to czasem o gęsią skórkę. Za dużo tu Boga, przed którym próbuję uciekać. Za dużo wszystkiego co co dzień wypieram. To wspaniały człowiek. Lecz wspaniałym ludziom też trzeba pomagać. A co zabawne, on potrzebuje tego samego co ja. Przyjaciela. Czasem tak ciężko powiedzieć do drugiego człowieka „Zostańmy przyjaciółmi”.
Tęsknie za moim przyjacielem. Czyżby i on pragnął bym go zostawiła razem z tym wszystkim.. Jestem przytłaczająca. I żałosna. Ale pieprzę to po równo.

I co ? Twierdzę, że w końcu dojdę do światełka na końcu cholernie długiego tunelu? Że wszystko ułoży się jak w bajkach? Że ucieknę przed problemami? Gówno prawda. Nie da się uciec. Ale walczę. Będę walczyć. Muszę trzymać się ludzi nim popadnę w obłęd. Nie przywzyczajac się do jednej osoby, bo z czasem i tak ją stracę lecz rozdzielać po troszku dla wielu. Albo chrzanić to wszystko. Tak. To najlepsza opcja.

Dobranoc.

Straciłam wszystko.

death-wedding-vol2-throne-under-a-dying-sun-likely-pl-23907ec4.jpg

Dosłownie. Straciłam wszystko. Co mi zostało? Pieprzony oddech w piersi, którego nie potrafię zatrzymać. A tak bardzo tego pragnę.
Straciłam dwa domy, straciłam całe życie, straciłam ojca, straciłam przyjaciół a nawet psa.
Straciłam dwa domy bo muszę uciekać, muszę się wyprowadzić. Straciłam całę życie prowadzone tutaj, bliskich, miejsca, które kocham, wszystko. Straciłam przyjaciół a może tylko odkrywałam, że przyjaźń nie istnieje, każdemu tak na prawdę zależy tylko na sobie. I boli odkrycie, że twoje odejście nic nie zmieni, za kilka miesięcy wszyscy zapomną.  Straciłam wiernego druha, który był moją ostoją, towarzyszył od narodzin. W jego spojrzeniu było coś innego, on wiedział, że odejdę, lecz ja nie wiedziałam, że on również.
Zabrano mi wszystko.

I czuję tylko ból, i rozpadam się w nim.

Błagania

93409_modlaca-rozaniec-kobieta-sie-za

Wychodzę, idę prosto przed siebie. Mam ochotę biec, lecz nie mam sił. Łzy zalewają mi oczy, widzę wszystko przez mgłę. Skręcam. Nie chce by mnie znaleziono. Idę. Noga za nogą. Sprawia to coraz większą trudność. Co chwilę potykam się aż w końcu jestem niezdolna iść. Siadam na położonym zbożu. Nogi podwijam pod siebie. Wyglądam jak siedem nieszczęść. Te całe bajki o płaczących paniach, filmy gdzie płacz wygląda pięknie i smutno to gówno prawda. Oczy sino czerwone, usta popękane, katar i łzy zmieszane pod nosem.
Mam ochotę już nigdy tam nie wrócić. Wykręcić twój numer i błagać byś mnie zabrał. Błagać. W powietrze wyrzucam słowa, niezrozumiałe między szlochami:
-Błagam, zabierz mnie. Zrobię co zechcesz. Błagam. Ja nie mogę tam wrócić. Błagam.

A mimo to postanawiam nie obarczać cię tym, pamiętam kim jestem. Nikim. I boję się i płaczę coraz bardziej. I wiem, że będę musiała wrócić. I nie chcę. I chcę się zabić i jestem a to za słąba. I to jeszcze bardziej dobija. Ja błagam, nie chcę tu być.
Ja mam dość bycia nikim. Potrzebuję się stąd uwolnić. Błagam. I jestem żałosna, coraz bardziej i błagania idą w eter więc milczę. Autodestrukcja.

Budzę się. W łóżku. W domu, którego nienawidzę. Łzy płyną mi z oczu. I dociera do mnie, że to nie był sen. Nie był sen.

Pani Donesz

Wsiadam do pociągu.

tory-kolejowe,-zwrotnica,-czarno-biale-zdjecie-229764

Ciekawe jest to jak bardzo uzależniam się od ludzi. Chyba za bardzo. Przyzwyczajam się do ich obecności, do tego, że są, że czuję ich obecność. A gdy znikną choć na moment nie wiem co robić. Tak jakbym nie umiała radzić sobie sama. To męczące. Sama muszę siebie karcić jak małe dziecko za błędy. Za to że tęsknie, że złowróżę. Za to że mam ochote wszystko zmienić.
Wybrałam osobiście samotność, izolację od społeczeństwa, które mnie ponoć niszczyło. A zamiast tego cholernie próbuję wciągnąć do mojego małego światka nowe osoby. Próbuję obarczyć mną przeznaczoną dla tysięcy osób, od których się izoluję. Dostają esencję mnie, czy to ich przytłacza? Może jest mnie zbyt wiele? I próbuję uciec i znów wyłączam telefon, znów zamykam się w pokoju, znów nie ruszam laptopa, znów leżę całe dnie bezsilna i bez życia. I to nie jest dobre.
Zamknełam się w moim małym świecie. W świecie fantazji. Jakby powiedziała gorsza część mnie „przerost formy nad treścią”. Opakowanie ładne, umysł nienajgorszy ale zepsuta dusza.
Wojowniczka bojąca się własnego domu. To żałosne. Jestem żałosna.

Już nawet nie boli gdy czujesz jak tracisz kilka osób naraz. I łzy lecą, jakby z nimi uwalniały się miejsca w duszy zarezerwowane dla nich. Zostaje pustka, ona jest wieczna i nie zmienna. Takie jest życie. C’est la vie. Czy właśnie taka jest dorosłość?

I nastaje czas gdy zaczynasz płakać już tylko nad książką, która nie ma dobrego zakończenie. A tak chciałeś się nacieszyć, chciałeś dokarmić się nadzieją… Uwierzyć na sekundę w dobra bajkę. Widzisz, nawet autor był realistą.

Pani Donesz