Błagania

93409_modlaca-rozaniec-kobieta-sie-za

Wychodzę, idę prosto przed siebie. Mam ochotę biec, lecz nie mam sił. Łzy zalewają mi oczy, widzę wszystko przez mgłę. Skręcam. Nie chce by mnie znaleziono. Idę. Noga za nogą. Sprawia to coraz większą trudność. Co chwilę potykam się aż w końcu jestem niezdolna iść. Siadam na położonym zbożu. Nogi podwijam pod siebie. Wyglądam jak siedem nieszczęść. Te całe bajki o płaczących paniach, filmy gdzie płacz wygląda pięknie i smutno to gówno prawda. Oczy sino czerwone, usta popękane, katar i łzy zmieszane pod nosem.
Mam ochotę już nigdy tam nie wrócić. Wykręcić twój numer i błagać byś mnie zabrał. Błagać. W powietrze wyrzucam słowa, niezrozumiałe między szlochami:
-Błagam, zabierz mnie. Zrobię co zechcesz. Błagam. Ja nie mogę tam wrócić. Błagam.

A mimo to postanawiam nie obarczać cię tym, pamiętam kim jestem. Nikim. I boję się i płaczę coraz bardziej. I wiem, że będę musiała wrócić. I nie chcę. I chcę się zabić i jestem a to za słąba. I to jeszcze bardziej dobija. Ja błagam, nie chcę tu być.
Ja mam dość bycia nikim. Potrzebuję się stąd uwolnić. Błagam. I jestem żałosna, coraz bardziej i błagania idą w eter więc milczę. Autodestrukcja.

Budzę się. W łóżku. W domu, którego nienawidzę. Łzy płyną mi z oczu. I dociera do mnie, że to nie był sen. Nie był sen.

Pani Donesz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>