Ostatnie pożegnanie – wędrówka samotnych.

beznazwy

Ostatecznie pożegnałam się z przeszłością, powoli zacierane są za mną ślady. Zawsze myślałam, że wszystko ułatwiłoby moje zniknięcie. I miałam rację. Zaczyna się etap gdy przestaję żyć w tamtym świecie. Tak jakby nigdy mnie nie było. Zmiany przytłaczają.
Gdy słyszysz o tym, że wykreślili Cię już choć fałszywie łudzą tęsknotą. To zabawne. Szkoda, że nie potrafię się śmiać. Nie ma powrotu a mimo to każdy mówi, że wrócisz. Czy to oznacza, że nie wierzą, iż podołasz?
Czy ty wierzysz, że podołasz?
Tak łatwo byłoby się poddać. Tak łatwo… Ale nie. Nie JA. Muszę dać radę. Teraz mam dla kogo walczyć. Gdyby nie to teraz by mnie tu nie było. Poddawała bym się i tonęła w nieżyciu a zamiast tego próbuję wszystko jasno ułożyć. Tylko potrzebuję trochę czasu i ramion, które mnie przytrzymają.
Razem stworzymy lepsze jutro. Nawet gdy będzie źle. Wierze, że nie będę sama. Choć się tego boję. Ale strach  jest rzeczą ludzką.

Trafiłam na mężczyznę, przy którym nie muszę być silna. Całe życie byłam silna. Zawsze byłam silna. Nie mogłam być słaba bo bym zdechła. Choć byłam słaba i umierałam wewnętrznie i tak grałam silną. W końcu nie muszę. Zawsze płacząc kryłam się, by nikt nie widział tych łez. A teraz wiem, że nie muszę. Mogę płakać w jego ramionach a on bez słowa będzie ocierał moje łzy. To jest wsparcie. To jest motywacja by żyć. Potrzebuję go. Jestem tak bardzo słaba…
Razem zbudujemy dom. Bo dom to nie tylko cegły, okna, drzwi. To coś więcej. To atmosfera, to uczucia, więzi, szczerość, miłość, pomoc, bliskość. Nigdy nie miałam domu, lecz teraz mam szansę go tworzyć.
Nie liczą się dla mnie materialne rzeczy, żyłam w biedzie i umiem żyć skromnie. Nie powiem, że pieniądze nie są potrzebne. Są. Ale ich nazbyt jest niepotrzebny. Tylko tyle by żyć godnie. By mieć co zjeść i w co się ubrać. Za dużo pieniędzy psuje głowę. NA wszystko co mam ciężko zapracowałam. Dzięki temu potrafię to docenić. Każdą złotówkę w portfelu i każdą rzecz. To wszystko są rzeczy nabyte. Ciężką pracą zdobędę wszystko. Ale chyba nie o to chodzi w miłości. Nie liczą się pieniądze, liczy się to między nami. Miłości nie można kupić. Można kupić sex, pozory, uśmiechy. Ale nie miłość. Miłość jest bezcenna.
Nigdy nie miałam domu. Potrzebuję mieć ostoję, potrzebuję domu.

Przygarnij samotną kobietę. czyli kac moralny.

735085_420354838044369_499777014_n

Mam kaca. Gorzej mam kaca moralnego. Nie kaca kaca, lecz kaca moralniaka. I to boli. Bo mam doła. Doła? Co ja pieprzę, wielki kanion mam. I głupia jestem.
I jak osioł ze Shreka siedzę po środku pokoju wołając w przestrzeń.. „niech mnie ktoś przytuli…”. Ale wiem, że w myślach ‚Ktoś” ma dokładnego adresata. Ale muszę zaczekać. Jeszcze troszkę.
Albo lepiej, przestać pić.

Hahahaha dobra, przestane sama sę rozśmieszać. Może uszczuplę do „przestać pić tyle”. Ale w sumie. Była okazja, nie piłam sama. Sama nie piję, chyba, że akurat piję.

Czekam. I już nawet nie liczę, każdy dzień niesie kolejny letarg, kolejny cios. I niżej i niżej i niżej. Wyglądam coraz lepiej. Wyprostowane ramiona, lekko zadarty nosek, uśmiech i jakby częściej nogi odkryte. I ruchy takie śmielsze. A wewnątrz jak na targowisku.. Tu coś, tam coś, tu smuteczek, tam radostka, tu łezka, tam uśmieszek, tu puszczone oczko, tam pogardliwy wzrok.

beznazwy

Dotąd nie znałam tej strony mnie. Tej która próbuje nadrobić lata bez miłości. Tej czułej, otwartej , radosnej mnie. Tak wrażliwej. Paleta uczuć 50 barw. Już nie 3 podstawowe kolory. Jestem malarzem, do którego przyszły muzy. Jestem ziemią, która ogląda wschód, uśmiechem pojawiającym się na widok ostatniego papierosa, zapachem nowootwartej paczki fajek.
I niepokoją mnie te uczucia. Odnalazłam w sobie siłę jednocześnie odkrywając jak bardzo jestem krucha. Taka krucha, delikatna. Nie skrzywdź. Proszę. Jestem kwiatem, który usychał a ty go odratowałeś. Teraz pozwól dalej rosnąć, nie zrywaj i nie zostawiaj. Nadal dbaj.
Nie jestem pusta. Ale potrafię wynagradzać. Zadbaj o mnie, przygarnij pod swoje ramiona, opiekuj się mną. Jak kredyt w banku, zwrócę z odsetkami. Będę twoją chlubą, będę jak lalka wystawowa. Pracować po równo, wspomagać Cię,  dopieszczać pod każdym względem, dbać o Ciebie.. pokaż mi co mam robić, wskaż jak a zrobię wszystko. Nie powiem, że umiem wszystko, ale nauczę się dla Ciebie. Proszę, zaopiekuj się mną. Proszę… nie skrzywdź.
Nie jestem święta, ale dla Ciebie nauczę się pokory. Będę Twoją niewolnicą jeśli tego sobie życzysz.

tumblr_nails1FbR71s6js1do1_500

Będę kim zechcesz, tylko daj mi szansę. Jak tak bardzo nie chcę być sama.
Zostawię wszystko. Tylko bądź, Weź mnie w ramiona i nigdy nie zostawiaj. Pilnuj i nigdy nie pozwól odejść. Nie zostawiaj mnie samej.
Ufam Ci, czekam. Tylko mnie znajdź.

Donesz

hans125-300x300

Mam ochotę śmiać się i biegać nago i w ubraniu wbiegać do rzeki i schnąć na brzegu. I kochać się w świetle gwiazd zapalając jedną świeczkę, i leżeć do późna w łóżku po prostu oddychając.
I na reszcie czuję pewność, której mi brakowało. I chodzę z dumnie wyprostowanymi plecami jakby zdjęto mi ciężar tego świata. Życie jest, kurwa, piękne.
I w końcu ubieram się jak kobieta, i w końcu czuję się kobietą. I chcę nią być.
Wychodząc z domu uśmiecham się do obcych ludzi i smutnym mówię „dzień dobry”.  Mężczyźni zaskoczeni obracają się a ja odpowiadam uniesioną brwią w myślach widząc kogoś innego. Gdy jesteś radosny cały świat jest radosny i nie pozwól nikomu tego spieprzyć. Chodź szczęśliwy a gdy spotykasz samobójcę strzel za niego, w końcu świat nie zatęskni za kolejnym idiotą, zbywaj kretynów i miej wyjebane na tych co mają wyjebane na Ciebie. Jestem dumną kobietą. Jestem Pani Donesz. Kobieta zaczynająca w końcu żyć. Czuję jakbym na nowo odkrywała ten świat.
Nadal boję się w niektórych chwilach, nadal są załamania, kryzysy, depresje, wzloty i upadki. Ale już się nie boję wracać do domu, już nie garbię pleców, już się nie chowam. Jestem Panią własnego życia.

dzień numer 6

Mnie nie można zostawiać samej.. Błagam.. Ja się tak cholernie boję. Tak bardzo..
Z każdym dniem czuję, że nie dam rady z tym życiem, to mnie przerasta. Chcę schować się w swoim bezpiecznym miejscu i tak powolutku sobie umierać. JA nie podołam. Nie potrafię zacząć od nowa. Ja się boję. I płaczę. I to powiększa mój strach. I modlę się. I wciąż nie wierzę w boga. I boję się. Ja wątpię już we wszystko. W uczucia, w siebie, w swoje życie. Mam dość. Ja nie dorosłam. Mam ochotę płakać. I płaczę, zdecydowanie za często. kryzys? Depresja? Ale ja rzez całe życie mam tą jebaną depresję.
I jeszcze tylko gdy patrzę w jego oczy wszystko to mija. Gdy patrzę na zdjęcia, kryjące jego uśmiech. Gdy przypominam sobie dotyk jego dloni na moim policzku. Wtedy jest lepiej. W tedy wiem wszystko.
Ale go nie ma, Jest daleko. I sercem go czuję, i duszą go czuję, lecz rozumu nie oszukasz. Każdego dnia budzę się patrząc na kolejną kartkę z napisem „kocham” , każdego wieczoruu skreślam kolejny dzień. I tylko to przytrzymuje mnie jeszcze. Ja się tak bardzo boję.
Mam wrażenie , że to okaże się wielkim zajebistym snem. Ja tego nie przetrwam już. Jeśli to sen to chcę zasnąć nim na wieki. Nie mam sił by cierpieć.
Boję się.

 

Prostituee avec une conscience.

73753_foto_42073

Wiesz jak to jest wsiadać do auta obcego mężczyzny? Wiesz jak to jest, gdy obserwujesz ze śmiercią w oczach trasę i nie możesz powiedzieć ani słowa?

Gdy sprzedajesz ciało za 50 złotych by móc żyć? Gdy obcy ci mężczyzna , w którego spojrzeniu jest zło rządzi twoim życiem? Może wszystko.

On decyduje. Mógłby cię tu zabić, mógłby zostawić kilometry od ludzi i nikt nawet nie wiedziałby co się stało.
Sprzedajesz swoje cholerne ciało a nie możesz zyskać nawet szczypty bliskości. Nie możesz przytulić, nie możesz pocałować. Ty nie istniejesz, istnieje tylko twoje ciało. Jesteś tylko lalką do zabaw.

Sztuczne podniecenia, sztuczne jęki, sztuczna rozkosz, sztuczne życie. Musisz dobrze grać, by dobrze go zadowolić. Milczące podróże. On oczekuje, że coś powiesz, ty nie chcesz rozmawiać.

Wiesz jak to jest? Gdy karze ci robić złe rzeczy a ty boisz się tak cholernie mocno. I myślisz czy twoje życie jest warte. Zyskujesz kilka dni życia tracac radość z niego. Tracisz psychikę. Z każdym dniem co raz bardziej się pogrążasz.

Twoje życie jest warte tyle co banknot, który starannie chowasz.

Jesteś nikim. Sama do siebie czujesz wstręt, wzgardę. Parzący prysznic by wypalić dotyk ze skóry. Szkoda, że nie da się wypalić wspomnień. Tego głosu, który słyszysz każdej ciemnej nocy. „Zrobisz co ci będę kazał”

I patrzeć w lustro nie możesz i brzydzi cię twoje okropne ciało. I chcesz zdechnąć jak pies.

Nikt już nie zechce kurwy. Nikt nie chce zużytej, zepsutej zabawki. Jesteś śmieciem. Tak walczyłaś by przeżyć. Podoba ci się to życie?

Następnym razem gdy ujrzysz prostytutkę, niech Ci się to przypomni. Zastanów się jaki powód musi mieć by wykonywać taki zawód. Czy ty była byś zdolna do tego? To nie jest zabawa. Niektórzy tylko tak mogą zdobyć kilka dni życia.
A niektórzy wolą zginąć. Strach, ból, cierpienie to sprawia, że wolę zginąć.

Sex jest sferą sacrum. Juz nigdy nie profanum.

Czy dziwka może mówić o miłości?

Dziś jako wpis chce napisać fragment książki JEDENAŚCIE MINUT P. Coelho.

To jest w moim wydaniu strona 125. ;p Jest to fragment pamiętnika Marii :

Co sprawia, że właśnie ta kobieta i właśnie ten mężczyzna chcą się do siebie zbliżyć? Co sprawia, że budzi się  w nich pożądanie? To tajemnica. Kiedy ich pożądanie jest jeszcze niczym nie skalane, przeżywają każdą sekundę z namaszczeniem, w pełni świadomi, wyczekując najbardziej dogodnej chwili, by przyjąć błogosławiony dar losu.
Ci, którzy zaznali takiego pożądania „w stanie czystym”, nie przyśpieszają pochopnie biegu wypadków. Wiedzą, że to, co nieuniknione, nadejdzie, że to, co stać się musi, zawsze znajdzie sposób, by zaistnieć. A kiedy ten moment nadchodzi, nie wahają się, nie tracą okazji, nie pozwalają umknąć ani jednej cudownej chwili, potrafią uszanować doniosłość każdej sekundy.

—————————————————————————————————-
Tak bardzo docierają do mnie te słowa. Tak bardzo je rozumie. A Ty? Pojmujesz? Czy jesteś w pełni świadom tego co przeczytałeś?

Prostytutka jest jedną z pewnych osób, która śmiało może mówić o miłości. Bo to ona dostrzega najbardziej różnicę miedzy sacrum i profanum, między sexem a namaszczeniem ciała miłością.

Przeszłość to przeszłość. Lubisz cierpienie

w-ukryciu1

Lubisz to, co? Lubisz to. Lubisz czytać o prostytutkach, które wcale się nie nawracają, o ćpunach, którzy myślą jak się nie zabić, o zdradach i głupich usprawiedliwieniach, o patologiach, które psują mózg. Lubisz to. Lubisz oceniać ich wszystkich z góry, mówić jaki świat jest zły i zepsuty. Podziwiać zepsucie tego świata, czuć się lepszym, ponad tym. Czuć, że dasz radę, bo oni mają bardziej spieprzone życie. Lub znów patrzeć na ich wpisy z litością, myśląc, ba, będąc pewnym, że ty masz gorzej, że jesteś silniejszy, że ty dałbyś radę na ich miejscu.

Nie jestem święta. Pochodzę z patologii, uczona skromności w kupowaniu wszystkiego, uczona ograniczeń, z amnestią silną wsteczną,  po 4 próbach samobójczych, po dziecinnych cierpieniach, z bliznami, z zepsutym sumieniem i wypalonymi ustami od kłamstw, znam zdrady, znam samotność i ból taki, że rozrywa. Kryje tajemnice, których nie sposób opowiedzieć nawet obcemu. Jestem byłą kurwą. Wciąż nazywana zimną suką, śmieciem, nikim. Wciąż zaczynam od nowa i ciężko mi o emocje. Za często uczucia spędzały sen z powiek. I często się boję, i płaczę nocami. I sama mam się za nic. Przeklinam często dniami. I by schemat dopełnić nic co ludzkie nie jest mi obce, kurwienie się  by przeżyć, ćpanie by zapomnieć, picie by znieczulić, palenie by szybciej umrzeć. A mimo to nie żałuję niczego i już się nie rozczulam. Ciesze się, że to miało miejsce bo do czegoś mnie doprowadziło. I  choć nadal wstydzę się swej historii to wiem, że tak musiało być. Przeszłość to przeszłość, ja dostałam nowe życie.

Ludzie to tylko ludzie.

Wspomnienia z nocnej egzystencji

Pamiętam czasy gdny nocą rodziło się życie. Gdy nocą nie było się w stanie zasnąć. Gdy o 7 kładło się do łóżek by wszyscy myśleli, że właśnię się budzisz. Gdy całą noc spędzało się na balkonie, nie odczuwało się zimna mimo śniegu, nie odczuwało się potrzeby snu. Byle fajek nie zabrakło. Całe noce spędzone na monologach z własnym sumieniem. I gdy chciało się płakać i nie byłeś w stanie. I gdy chciałeś coś czuć a wątpiłeś nawet we własne istnienie. Kuszącą wizją było skoczyc by dowiedzieć się niczym dziecko, czy jesteś śmiertelny, czy to wszystko jeszcze dotyczy ciebie. Lepiej było by wstać , iść do pokoju, położyć się , ale i to sprawiało problem. Przeżywało się dzień jakby chorym. W duszy krzycząc o bliskość i izolując się od wszystkich. Serce wydzierało się z piersi. Brak jakichkolwiek chęci, nawet udawanie traciło sens. Po co zachowywać pozory? I nieintencjonalnie chwilami wybuchałeś wręcz śmiechem i wszyscy wokół patrzyli, co miałeś im powiedzieć? prawdę? „przepraszam, ale z państwa są nieźli idioci?” I gdy to obcy zauważali, że cos jest nie tak. Ale czy było? Nie.. to tylko egzystencjonalny letarg unaocznił się niegodziwie zakłucając równowagę społeczności, któa była zdana na ciebie. I w pamięci odtwarzałeś chwile nocne z tamtego życia. Nie wiedziałęś które są bardziej nierealne : te czy tamte.
W ustach nadal czuć było smak papierosa pełniącego rolę śniadania. Wszystkie kary były rzucone, już nie było sensu się starać. Mogłeś myśleć co chciałeś i to mówić, ale tylko w ciemności. By żadna z dusz żywych nie słyszała. Wielu by umarło a Ty wciąż żyjesz. Jesteś silny, zajebiście silny. Niech mówią co chcą, niech klną i przeklinają, neich zawodzą i wolają.  Jesteś silny , bo ty żyjesz. I za to powinni dawać medale.

Nic nie jest prawda a wszystko jest dozwolone.

0_0_0_237422182_middle
Czuję taką błogość i wewnętrzny spokój. Pragnę być Tylko Jego. To jest jak odnalezienie dawno zagubionej drogi do domu. To szalone, pełne pasji i niemożliwości. Chcę trwać przy nim wiecznie. Uosabia wszystko to co potrzebuję. Jest moim opiekunem, kochankiem i podopiecznym. I wiem, że nie będzie idealnie i wiem, że będą ciężkie momenty, ale czuję, że z nim je przetrwam. Kocham go.

Miłości nie da się opisać. Nawet słowo „kocham” wydaję się ta małe przy uczuciu, które mnie trawi. Każda cząstka mnie, nie ważne czy ciała czy duszy. Pragnie Go i potrzebuje. Bez niego czuję jak rozpadam się na drobinki, jak znów jestem w objęciach śmierci choć oddycham. Kocham Go. I ufam ślepo. I pragnę zapamiętać każdą sekundę przy nim, każdy pocałunek, każdy smutek, każdy dotyk.  Odnalazłam coś co dawno zgubiłam. Teraz czuję jakbym się narodziła, otworzyła pierwszy raz oczy. Wstaję bo chcę, bo robię to dla Niego. Już nie funkcjonuję lecz żyję. Kocham, czuję, cieszę się, uśmiecham, mam z kim dzielić smutki, mogę wszystko.

I pragnę oznajmić całemu światu, co czuję. I szeptam mu to do ucha. Bo to On jest całym moim światem.

Pani Donesz

Meravigliosa Creatura…

z7119287O

Jak to wszystko w ułamku sekundy się zmienia. Nie masz nic, masz wszystko i znów coś tracisz i znów zastanawiasz się co masz. Mam wiele.

Porzuciłam wszystko i wszystkich. Dziwne jest to, że już nie tęsknie. Wszystko potoczyło się tak szybko. Poznałam kogoś i czułam, że go nie poznaję, lecz spotykam po latach. Czułam, że wracam do domu. I spotkaliśmy się. Przyjechał dla mnie. Nikt nigdy nic dla mnie nie robił. To takie.. inne. I nigdy nie czułam takiego lęku a zarazem przymusu wewnętrznego by coś zrobić. I nigdy tak zaciekle nie walczyłam ze sobą. Rozsądek bynajmniej nie wygrał. Pytanie czy ja mam jeszcze rozsądek? Chwilami zdaje mi się, że już dawno go straciłam.
I nie jestem święta i nie jestem bez win. I jestem jedną z ladacznic na witrynie świata i uśmiecham się czule wabiąc ćmy do ognia i znikam niczym magik kończąc uczyć dzieci w połowie sztuczki. Koniec jest wieczny. Sklep nigdy się nie zamyka. I dostaję w kopercie bilet do wesołego miasteczka i biegnę tam jak dziecko i jestem dzieckiem padającym w objęcia matki. I wsiadam na karuzele, oszukując kasjera, że jestem wystarczająco dorosła. Nie. Ja jestem dorosła. Wręcz za stara. Choć mówią, że nigdy nie jest się za starym. I zaczyna się. Wirowanie wszechświata, szalone zakręty i noga dociskająca gaz i ręka wędrująco w przestworza i krzyczeć pragnę jak mi dobrze. Jak dobrze się bawię. Lecz to nie zabawa. I mówią bym zeszła z karuzeli, że chwila nie minie a ja i tak zejdę, że będę ustami zwracać każde słowo, że będę rozszarpywać lalki i obcinać im włosy. Nie. Ja zostaje, chcę się kręcić w nieskończoność i trwać. Chcę czuć to co czuję, bo czuję , że to wieczne. I składać pokrętne zdania , z których i tak nic nie zrozumiesz. I zastanawiać się będziesz czy są (o)błędne czy genialne. I mylić się będziesz cokolwiek byś wybrał.
I wiarę zwracasz i nadzieję i rozterki obiecujesz i płacz i dajesz ukojenie i obiecujesz przepustkę do nieba bram. I trwać chcę wiecznie. Weź dziecinną staruszkę i stare dziecko. Weź mnie. I jakże pewny jesteś siebie nie będąc pewnym mnie. I trwasz pewny, że nie przetrwasz straty i iż mnie stracisz. To ciekawa anegdota. W symbolice zamykając mnie jestem wiarą jestem nadzieją jestem milością i śmiercią. Jestem aniołem i demonem. I ja chcę użyć anielskości, nie budź we mnie demona. Nie wątp w prawdę.
Ludzie mnie zadziwiają. Są jak osły zamknięte w klatkach, jak pawie , któy obudziły się bez piór. Gdy kłamstwem się param wierzą na słowo , gdy mówię prawdę tak ciężko ich głowom to przyjąć. Tak bardzo ciężko.
i smuci mnie to, lecz w smutku nie ronię łez i nie tonie w nnim nic oprócz kącików ust.

Dla mnie wieczność jest wiecznością nie jedną sekundą twego zegarka.