chichot losu urywanych marzeń

k,ODIxNzMyNzcsNTEwNjEwNTY=,f,sss_da_medium
Dziś 29. Taki chichot losu. 4 miesiące. 4 pieprzone miesiące posiadania nadziei. I tym razem będzie dobrze, zobaczysz, i tym razem to ten, i tym razem będziesz szczęśliwa – zwykłe pierdolenie.

Nie wiem co robię. Nie wiem co zrobię. Chcę jego szczęścia. Lecz jeśli dłużej zostanę to go skrzywdzę. Już go krzywdzę. Z każdą chwilą coraz mocniej. To związek sadystyczno- masochistyczny. Pytanie tylko kto jest masochistą?
Nie  wiem, to jest za wiele na mnie. I przekreślić teraz wszystko? Dom, plany, marzenia? Czy naprawdę jestem już takim potworem…. ? To mi należy się cierpienie, należy się ból.

Sko(ń)czyłam.

70654128

Stoję na żelaznym moście
Umokrzył mnie deszcz
Do uszu dobijają się słowa
Ignoruję je kategorycznie
Otacza mnie matka woda
Pode mną też się ona piętrzy
Tak kusząco porywa nurt
Zatonąć w nim nieubłaganie
Usta nabrzmiałe nieszczęśnie
ostatnimi powietrza hausty
I bluźnić już nie będę Boże
Kłamiąc dzieci biedne, Twoje
Ja skąpana w miejskim pyle
Obmyć muszę swe sumienie
Ileż znajdę co obmywać
Boż niedawno je palono
Lecz ogień ten nie spoczął
i budził bestię gdzieś uśpioną
A ta się rozparła w piersi
szarpiąc od wnętrza kajdany
Rozrywa, skacze z okien
gryzie, wrzeszczy, drzwi zamyka,
ucieka, tonie, strzela z broni
Jest! W końcu umarła
Jakoś przycichła, skuliła się w kącie
i nie ma jej, zdechła wczoraj
Jeszcze leżą jej zgliszcza trupie
Pachnące tak żywą śmiercią
Nie będzie dębowej trumny
Ni osoby co ocali, spóźnione.
Zrobiłam krok pośród wrzasków
I utonął naraz cały ten syf.

Donesz

Jesienna nimfomania.

w_blasku01
Wiesz co dziś robię ze swoim życiem ? Zajebiste nic. I dobrze mi z tym.
Siedzę słuchając kolejnego utworu, w którym kryje się tyle tajemnic, lecz żadna nie dotyczy mnie.
Kim się staję? Zgorzkniałą suką, która szuka nieszczęścia. Ale jest pocieszenie- zawsze nią byłam.
I mam ochotę na sex. I nie boję się tego. Nie boję się do tego przyznać. I może jestem zdzirą mówiąc to światu… lecz tak. Mam  ochotę na sex.
I siedzę; ja, kot, piwo i laptop. Laptop zastępuję mi życie. Bo wiesz.. ja nie lubię ludzi. Ludzie sa pokurwieni. Nie chce mi się szukać instrukcji obsługi do nich…
I w moich ustach czai się uśmiech. Pełny świadomości, pełny istnienia. Tak jakbym patrzyła na to wszystko z boku. I nie przeszkadza mi to. Dobrze mi.
Uwiłam Ciepłe gniazdko ze swoich snów.
I nie powiem. Czasem mam ochotę znaleźć cichą polankę miedzy tym dziczem stanąć po środku niej zupełnie naga i zapalić tego cholernego papierosa. Ale przecież ja już nie palę.
Kurwa. To dobijające. Wydałam dziś pieprzone 20 zł na pieprzone rajstopy. Żeby wyglądac kurewsko elegancko. Żeby podobać się wszystkim. A mogłam mieć za to 20 smutnych uśmiechów, 20 chwil zatracenia, nowy płomień nadziei i na piwo jeszcze by starczyło. Ale nie. Musiałam kurwa chcieć być taka jaką mnie chcą. Nie lubię tego, kurewsko tego nie lubię.

I mam ochotę być perwersyjna i zmuszona do perwersji. Zmuszona do jakiegokolwiek życia. Zmuszona by zmazać ten uśmieszek z ust.  A na razie to ja zmuszam. I powalam. Więc proś i klęcz ..

Donesz

Pocałunki.

Lubisz moje usta. Nie oszukujmy się, lubisz je. Małe, malinowe usteczka tak często pokryte czerwienią o intensywności przyprawiającej o dreszcz. Gdy widzisz wilgoć na nich. Widzisz jak się rozchylają delikatnie… I pragniesz ich. Proszę, przyznaj się do tego.
Chętnie skosztowałbyś ich smaku. Tych pełnych usteczek, o których ta często śnisz. Zamykasz oczy i wciąż je widzisz. Czujesz pod palcami ich miękkość. To jak pod Twoim dotykiem uginają się wargi, obejmując Twój palec. Czujesz ekstazę gdy mój język obdarzy Cię choćby najniewinniejszym zainteresowaniem.
Lubisz te usta. Lubisz moje usta. Chcesz scałowywać z nich ten rozkoszny smak aż będą lekko napuchnięte od Twoich pieszczot.
Chcesz by te usta pieściły Twoje ciało. Chcesz je czuć. Tak bardzo tego chcesz…
Wiem to.

Nie znasz mnie. Lecz i tak ich pragniesz. W tej chwili oddałbyś za nie wszystko…

Donesz.

Otwarte usta…

Photo0026

Są chwile, w których czuję się taka.. pusta, samotna. Mimo tego, że mam kilka osób. Choć to nie kwestia posiadania. Mimo, że są osoby, które ze mną rozmawiają. Nawet kilka. Ale choć widnieją w kontaktach to nie da się uniknąć samotnych chwil i to najczęściej w momentach gdy chcielibyśmy kogoś. By po prostu był. By się interesował, dopytywał. Ale jednocześnie albo nie mamy nikogo takiego albo nie chcemy się narzucać.
W końcu mamy dumę, honor i nie chcemy czegoś z litości, nie chcemy pokazywać jak nam zależy. Tak ciężko przyznać się nawet przed samym sobą, że kogoś potrzebujemy. Nie do seksu, nie do związku, nie do przyjaźni ale do zwykłej cholernej rozmowy.  Nie musi być na stałe, ma być teraz, w tej cholernej chwili.
I w sumie nic takiego się nie dzieje, i w sumie pewnie nie było by o czym rozmawiać. A mimo to potrzebujemy tego. Potrzebujemy zainteresowania.
Choć czasem mamy dość tego zainteresowania, wpieprzania się w nasze życie, potrzebujemy non stop kogoś kto trwa, wedle naszych zachcianek, kogoś komu możemy od tak powiedzieć „Ej, kolego, jaka dziś marna pogoda” lub „Dzisiaj jest dobry dzień.. dobry dzień na samobójstwo”. Potrzebujemy ludzi, których będzie interesował nasz ulubiony kolor, to ile słodzimy herbatę i to o czym marzymy. Nawet to na co mamy ochotę w danej chwili. Każdy chce mieć kogoś z kim będzie mógł się podzielić każdą myślą.
I czasem myślisz o czymś, chcesz to przekazać. I wybierasz wśród kontaktów a gdy w końcu wybierzesz choć jeden i już masz kliknąć „wyślij” przychodzi myśl „a nie, ty już nie jesteś częścią mojego życia.”
Aj. Ale cóż bywa i tak, że czasem trzeba zamknąć otwarte usta przed wypowiedzeniem choć słowa…

Donesz

Okrąg.

005

Życie idzie po okręgu. Wszystko zatacza koło. Poruszamy się po tym okręgu raz przechylając się w jedną, raz w drugą stronę. Próbujemy zachować równowagę. Nie zawsze wychodzi.
Po kilku latach uzmysławiamy sobie, że stoimy w tym samym miejscu, choć to nie ten sam czas i nie ci sami aktorzy. Deja vu. Przeżywam je co dnia. To wszystko już było. Te same wzorce, schematy. I choć wydaje się, że wszystko uległo zmianie, iż wszystko jest inne tym razem to wszystko to pieprzenie. Inni jesteśmy tylko my, inne podejście do tych samych scen.
Jesteśmy kiepskimi reżyserami, żyjemy jak w pętli czasowej. Potrafimy dokładnie określić co chcielibyśmy by się stało i co się stanie. Potrafimy przewidywać przyszłość. Na podstawie niewyczerpalnych schematów A co jeśli ktoś złamie schemat? Co jeśli nie zastosuje się do niego? Jeśli tym razem będzie inaczej…

Nieoswojona bestia

wzor-tatuazu-_____vintage[18]

Mam dość. Dość pieprzenia jakby nic się nie stało. Stało się. Mam dość pchania się na siłę tak gdzie jestem zbędna. Mam dość własnej bezsilności i tego jak mała jestem względem świata. Mam tego dość.

Może tak było by lepiej. Może to odpowiednia pora. Białe ściany. Na środku wielkie czarne, metalowe łóżko. Zasłane białym prześcieradłem, biała kołdrą, nawet dwie białe poduszki się znalazły. I ja. Leżąca w czarnym ubraniu na środku tego łóżka. I gdy próbuję wstać i przyciągam ręce do serca, odkrywam, że nie mogę. Łańcuchy skuwają mnie, uwięziona przy krawędziach łoża. Próbuję się wyrwać, ciągnę gwałtownie, lecz skórzane pasy dobrze opinają przeguby rąk i nogi. Zatrzymuje się z gwałtownym oddechem.
Brakuje muzyki. Na prawde brakuje muzyki. Ona mi potrzebna. Bez niej jestem bezsilna. Dajcie mi ją.
Dobrze. Chociaż tyle. Moich uszu dobiegają kolejne nuty i słowa. To mnie koi, to uspokaja. Jestem jak bestia. Nieoswojona bestia. Tylko muzyka wprowadza w trans, tylko ona pozwala byś mnie głaskał.
Tak mogę zostać, jakiś czas. Trzymaj mnie w tych okowach, proszę bardzo, i tak mnie nie dostaniesz, jestem już daleko, w świecie swoich pieśni.