Te świeta nie są wesołe.



Tylko, ze przy mnie nie ma kto stać. I tak choelrnie to boli. I tak cholernie cierpię. A nikt nie umie mnie ratować, a może nei chcą, ukryci za pozorami. Chyba znów się staczam.
I tak bardzo chcę odpłynąć w katharsis. I tak bardzo chcę sobie zrobić krzywdę. To zabija od środka. Rozszarpuje mnie. I moje nagie ciało leży porzucone na ulicy a wewnątrz nadal przelewa się krew. Co jakiś czas wylewa się z ust, uszu, z oczu kapią krwawe łzy.  Nie daje rady, nie daje rady, nei daje kurwa rady.
I nie jest dobrze. Nie jest dobrze. Nie dobrze.
Moje ciało też się poddaje, chore. Nie mam sily walczyć.

Potrzebuje ramion, błagam… nie pozwól upaść.

Krawię cicho żyjąc….

I co, co teraz zrobisz? Gdy zostałaś sama? Co teraz zrobisz? Nie zadawalało cię twoje życie, więc je zjebałaś. I co teraz masz? Zupełnie nic.
I boli choć miałaś już nie mieć uczuć. Dobrze Ci? Jesteś złym człowiekiem, zasłużyłaś. Zostawili Cię albo Ty ich zostawiłaś. 13 powodów by nie istnieć, 13 powodów by cierpieć. Oni stają się kolejnymi imionami na tej liście.
I układasz plan na przyszłość, choć nie jesteś pewna jutra. Nie jesteś pewna czy wytrwasz.
Chichot losu.

Prawda nie istnieje a wszystko jest dozwolone

I nic nie jest dobrze, i czuję, że to koniec. I znów łapię się na tym, że życie do mnie nie dochodzi. Znów łapie się w letargu i myśli zaczynają łapać kształt agonii. I czego mi brak? Przecież mam więcej niż kiedykolwiek chciałam… a tak na prawdę czuję jakbym miała coraz mniej.
Nie jestem już lwem w klatce, nie boję się, nie jestem zaszczuta. To cholernie dużo. Ale niektóre problemy się nie zmieniają.
I nie wiem co dalej. Już po prostu nie chce mi się grać, błąkam się bez celu po to tylko aby żyć. I w sumie wszystkiego mam dość i wciąż czuję się głodna. Jak to jest , że najbardziej nieszczęśliwy jest człowiek, który dostał wszystko co chciał do szczęścia.
I co ja mam wybrać? Tak naprawdę życie nie daje nam wyboru bo pewne rzeczy są niemożliwe z powodu odległości. I czasem to najbardziej boli, możesz wszystko lecz nie wszystko jest takie łatwe…

Matrioszka bez zaufania.

Jak to jest, że dla ludzi wiecznie się poświęcamy? Jesteśmy zawsze gdy nas potrzebują… a gdy my ich potrzebujemy nie mamy nikogo…
Jestem małą marionetką. Martwo obracającą głową lalką. Ni to brzydko, ni to ładną. Jedną z wielu a mimo to jedyną w swoim rodzaju.
Mam dość. Mam cholera dość tej samotności? I cóż to są za ludzie? Demony jakieś. Nie ma ludzi dobrych są tylko źli i ci, którzy ukrywają to zło. Pierdole was wszystkich. I cóż to za szantaże? I co miło Ci gdy mnie krzywdzisz? I co miło Ci gdy planujesz zranic wszystkich wokół mnie? I co kochasz mnie taką jaką jestem ale chcesz mnie zmieniać? hah…
To chyba nie mnie kochasz.
Nic nie rozumiecie. Głupi ludzie. Nigdy nic nie zrozumiecie, bo żadne z was nie ma w sobie empatii. I wiecie co, jesteście okrutni.
Na moim miejscu każdy by się zabił. Już lata temu. No popatrz a ja żyję. I co mam z tego życia?
Zimna suka. Tak mnie kiedyś nazywali. I wiesz.. w sumie za tym tęsknie. Bo tak łątwo było być zimną suką. A teraz? A teraz muszę ratować własną rodzinę. Znów muszę ich ratować. Znów swoim kosztem. Muszę tuszować stare rzeczy…
Straciłam zaufanie, które miałam jeszcze do wczoraj. Dziś nie wiem czego mam się spodziewać, nie wiem czy mogę wierzyć. Moje bezpieczeństwo prysnęło niczym bajka. Już żadne pozory i ramiona nie pomogą. Już nie jestem bezpieczna. Pora uciekać. Zostawić to wszystko w cholerę, niech płonie. Muszę uciec. By ich ratować. Zostawić wszystkich i wszystko raz na zawsze. Razem z tym co zyskałam tak nie dawno. Nie zostawiać nic i nikogo. Nie zabierać ze sobą.
Jedna książka. Nowa karta sim w telefonie. Nowe nazwisko. Nowe miasto. I kilka tysięcy odłożonych na czarną godzinę. Muszę zaczekać. Pół roku na ułożenie wszystkiego. Na zdobycie planów. Pół roku na zmianę nazwiska.
To moje ostatnie święta. Więcej ich już nie będzie…

Martwa ucieczka

blade-girl-shadow
Czym się stałam? Czym się staje?
Kolejny dzień czuje się martwa. Czyżbym uumarła nie zauważywszy tego?
Żyję na jednym posiłku dziennie. Bo mi nie zależy, bo tak jest wygodniej.
I im bliżej świąt ty bardziej marzę o ucieczce. Tym bardziej wszystko się jebie.
Przeziębienie nawet mnie bierze. Czuje się chora. Na każdy możliwy sposób. I przy życiu trzymają mnie już chyba tylko papierosy… choć ponoć od nich szybciej się umiera. Może to i lepiej..
Choć tak byłoby najłatwiej, ja nigdy nie szłam prostymi drogami.
I nie mam już ochoty na nic… Jestem zjawą tak jak malowała mnie Milena… Jestem zjawą.

Nie chcę grudnia.

Proszę, zabierz mnie i pozwól się skryć
nie pozwól bić, krzyczeć i wyć
Gdy zostanę sama chociaż pośród nich
Bestii, które mnie zabiły kiedyś
Zacznę płakać, zacznę gryźć
I znów popłyną korytarze krwi
Błagam, nie pozwól im.

Oni nie zobaczą tego
Jak pastwił się będzie on
oskarżą, że psuje ich dom
Lecz to on psuje mnie
Nie chcę znów,
Nie po to walczyłam
Proszę, zabierz mnie
Błagam, nie pozwól im.

I to troszkę boli.
Takie małe rozrywające ała
Gdy wiesz dobrze, że nie ma miejsca
Dla Ciebie nigdy nie było.
I to boli. Te szopki, te gry.
Pamiętam tylko pozory, krzyki i łzy.
I krzywdy, wszystkie pamiętam.
Błagam nie pozwól im

I ten szantaż, idź do piekła
Skąd ledwo uciekłaś
Jesteś im winna
Zabij się z własnej woli
Bo nie powinnaś żyć.

I idę, ślepo…
I tylko Cichy słychać szept
…Błagam, pomóż mi….