Skazana.

Dobra muzyka jest jak dobry seks – długo pamiętasz i chcesz więcej. To jest taka myśl na dziś.
Tylko to mi zostało muzyka.
W piątek zapadł wyrok. To zabawne gdy nie demon nie zabije Cię od razu a będzie się z Tobą bawil w kotka i myszkę.
Czy walczyłbyś o coś wiedząc, że możesz wygrać tylko namiastkę, którą i tak stracisz?
To zabawne. Lecz jakoś nie umiem się śmiać.
Myślałam, że jest źle. Że moje życie ciężko spieprzyć jeszcze bardziej. Myślałąm, że wywalczę lepsze jutro. I padł wyrok. Chora. Nieuleczalnie.
Lekiem jest wiara. Tylko, że ja jestem ateistką… Może to właśnie za to kara.
I czuję jakbym obserwowała to wszystko z boku. Tłamszę to w sobie. Jedna z kolejnych rzeczy tabu. Oni nie wiedzą, musze ich chronić.
Jestem załamana i nie mam sił. Ale nie protestuję, nie wiję się w agonii, nie udaję szczęśliwej. Jestem obojętna. Nie rusza mnie to już. I tak, mam ochotę przytulić się do kogokolwiek mocno i uwadać, że to nie prawda, że to nie istnieje. Ale to nie ma celu. Ani nie ma nikogo do przytulenia.
To samotna walka. Ja i ona. I jakoś nie mogę sobie wyobrazić tego. Tej walki. Może uda się odejść wcześniej…
Nie mam sił walczyć. Na prawdę nie chce. Już mi nie zależy…
Niedawno obrałam sobie cele. Po tak dłuim czasie nareszcie wiedziałam czego chce. I wszystko zniszczone. Krwiodawcą być nie mogę. Dzieci mogą urodzić się chore. Do śmierci będę chora. Do pieprzonej śmierci… Ale śmierć może nadejść szybko.

I to jest złe. Przedtem płakałam nocami i nie mogłam spać. Teraz suche oczy, niema żałoba i boję się zasypiać. Tak kurewsko się boje…

Okaleczona.

Chyba odłamek szkła wleciał mi do oczu gdy dziś szłam patrząc w niebo… Tak jak w tej bajce, którą karmili nas kiedyś. Bo jakoś tak serce mi zamarzło.A może całkowicie wypadło?
I wzrok skierował się na śmeirć. Bo po cóż żyć tylko dla przetrwania, żyć tylko dla życia. Bez sensu, celu, kogokolwiek. To jest niemożliwe. Bo każdego dnia czujesz, że upadasz i już nie chcesz wstać. W końcu idziesz zaledwie do kuchni po wodę.. bo od łęz już jej brak… i naprawdę upadasz. I nie chcesz wstać. LEżysz tak, nie wiesz jak długo, nie wiesz po co. Ale nei wiesz też dlaczego miałąbyś wstać.A gdyby tak już nigdy nie wstać? Położyć się na wieki…

Anioł wśród cierni..

Poznałam wyjątkową osobę. Anioła.
Czuję, że mogę wiele się od niej nauczyć. Jest taka pozytywna, silna…
Podziwiam ją. Walczy z życiem i korzysta z niego tak jak może.
Przy tym jest tak pełna wiary. Tym najbardziej mnie zaskoczyła…
Jak w obliczu takich ciężarów można być tak pokornym i  umieć tak zawierzyć?
Niesamowita kobieta.
Hmm wiele jeszcze muszę się nauczyć.
Na szczęście teraz mam aniołka.

serce? Nie, już dawno oddałam…

Zimno mi, Przechodzą dreszcze choć w pokoju 24 stopnie…
Przez głowę przelatują myśli mimo wiru próżni, który pochłania.
Pustka. I jakbym każdego dnia na nowo umierała.
I z czasem, rzeczy, które powinny  boleć nie bolą.
A boli każde miejsce, każde słowo skojarzone z nim.
jadąc tramwajem mijam miejsce pierwszego spotkania. wywołuje uśmiech i łzy
Idąc miastem widze nas idących tu… każde miejsce, każdy skwer, każdy kąt…
Biorac kąpiel zamykam oczy i czuję, że on jest tuż obok…
Zasypiając czuję ten dotyk jego rąk, słyszę oddech…
Wstając sprawdzam telefon… może napisał
Ubierając zastanawiam się czy bym mu się podobała…

Kurwa. Ale jego już nie ma. On już nie wróci…
Nie oszukuj się głupia…
Zostałaś sama…

Lecę

Tydzień, może miesiac, może trzy  i zostanę sama. Całkiem sama. Czasem niepozorne słowa bolą najbardziej.
Tak bardzo się rozpadam.
Nie ma mnie.
Nie mogę.
Oddychać.
Jestem.
I to boli.
Jestem.
Pieprzonym aniołem.

I zrobiłabym wszystko. LEcz wszystko to i tak za mało. Bo nie mogę nic.

Masz rację.

„Idziesz w ciemność”. Trzy słowa. Idealnie to powiedział. Tylko mylił się. Ja już w niej jestem. Otula mnie szczelnie. I potrzebuję bliskości.
Nikogo nie dopuszczam do siebie. Tak jest lepiej. Nie chcę nikogo a mimo to płaczę co noc.
Tylko raz oddałam się tak bez opamiętania.
Teraz już wiem, że nikomu nie można ufać a mimo to łamię tą zasadę. Ufam, na całym świecie tylko jednej osobie. Bo ona nigdy nie powiedziała złego słowa, zawsze była w tle.
I nadal kusi by wrócić do starych czasów. I nadal rozpierdala to od środka. Pustka. Wypalona dziura na zawsze. Ale nie chce jej zaklejać.
Jeszcze tylko obrączka jest. Na niej data od kiedy zaczęłam żyć.
Tak  chyba jest lepiej.
Tylko już noc nawet mnei nie chce, dręczą nieludzkie sny…

Niechciana.

wypadek znak
Gdy przechodzisz przez jezdnię, widzisz nadjeżdżający samochód i zastanawiasz się czy nie łatwiej było by zrobić właśnie w tym momencie krok w przód. Jeden mały krok. I było by po wszystkim.
I wahasz się bo masz wrażenie, że jeśli to zrobisz może coś Cię ominąć, że może coś właśnie tam, gdzieś na Ciebie czeka a Ty możesz się tego pozbawić. Może to szept zdesperowanego anioła?
I masz taką ochotę zakończyć to, lecz nie chcesz mieć siebie na sumieniu. Jesteś tchórzem. I przechodząc masz nadzieje, że jednak nie wyhamuje, że to będzie jego wina…
Słychać wydobywające się z Twoich ust „błagam, zakończ to. ”

Bo prawda jest taka, że jesteś nigdzie. Nic nie możesz. I uśmiechasz się, śmiejesz, mówisz, chodzisz, oddychasz, lecz to tylko mechaniczne, wyuczone ruchy tak naprawdę już dawno nic w Tobie nie ma. Zabrano wszystko. I to jest tak jakby podszedł napastnik i wbił nóż w serce. Lecz zamiast go przekręcić zostawił tak. Nie możesz go wyjąć bo umrzesz, nie możesz zostawić bo się wykrwawisz. Masz ochotę krzyczeć „Wróć! i przekręć ten nóż. Dokończ co zacząłeś. ” Jesteś zimny, bez uczuć. Bo tego jest za wiele. To wszystko cię wewnętrznie rozpierdala. Choć udajesz, że jest dobrze. Jest dobrze :)

Tylko kierowcy na drogach zwalniają na Twój widok… Oni chyba wiedzą, wiedzą jak bardzo tego pragniesz….