usprawiedliw swoje winy

Co ja znow tu robię? Czuję, że to już nie moje miejsce, nie mój świat.

Znow czuję się samotna. I nie chcę uciekać wśród obcych ludzi. Schemat zawsze jest ten sam. Wolę być tu, sama. Wylewając swój monolog z wirtualnych ust. Nikt nie usłyszy zagubionego szeptu pośród krzyków innych. Najstraszliwszy krzyk to cisza, więc chyba nie jest jeszcze ze mną tak źle, skoro jeszcze pragnę sie odzywać. Może nie do tych, do których trzeba… Moze zaledwie w pustkę ślę niewyparte myśli. Ale zawsze to jakaś rozmowa, nawet jeśli z niebytem. Czy tym razem mi to pomoże? Będzie malym lekiem wśród cieni?

Lek na ból głowy. Lek na ból zęba. Lek na ból każdego innego narządu. Lek na kaszel. Lek na katar. Lek na gardło, płuco, dupę. Lek na depresje, schizofrenię, padaczkę, cukrzycę. Lek na kaca. Lek na wszystko. Tylko wciąż brak leku na myślenie.

Jak to jest… że niby zmienilo sie wszystko i było wielkie bum, i byly fajerwerki a teraz jest po staremu. Znów cała energia słabnie, znów wszystko obumiera. Tak bardzo się boję. Nie chcę jeszcze raz. To była moja wina. Ja za szybko umieram. A jesli i tym razem pozwolę by wszystko zastygło. Czy nei pociągnę za sobą anioły z nieba?

Jest dobrze tylko w ramionach. Poza nimi jest pustka. A jesli z czasem to pustka zacznie mnie obejmować? Co jesli i ramiona będą puste? Czy to będzie koniec?

 

-. irritum portantes

W nas tak mało jest nas

Jeszcze niedawno spoglądałam za okno… na jedynym w okolicy drzewie żółkł pierwszy liść. Wiedziałam, że zbliża się pora umierania. Obserwowałam z daleka jak coraz bardziej zmienia kolory. Dziś patrząc za to okno przypadkiem dostrzegłam, że wszystkie liście są już brązowe. Ono obumarło i mi to doskwiera, chyba razem z nim obumieram. Jesień życia.

Latem był skok, było szczęście rozpływające się falami. Z czasem ono ustabilizowało się i ostygło. Przegapiłam to jak momje drzewo. Teraz chyba już za późno. Ja już też zaczęłam obumierać. Niezatrzymany proces, taka juz jest natura.

Czy to ja- czy to wszystko wokół? Czuję się samotna i opuszczona… Muszę znów rozpocząć rozmowę z nieobecnym zanim nastanie kres. Może nawet pójdę do kościoła?