Noce myślenia i dnie… dnie niczego

Idę drogą, lecz nie wiem czy to ta wskazana
doświadczam letargu, znow jak pierwszy raz

Dławię się słodkimi słowami w za mocnej kawie
serce przyspiesza, słowa wilkami atakują
choć były udomowionym psem

i tylko nagość pomaga w codzienności
w niej zaklęte czemu jeszcze trwam
każdego dnia zmienna, odkrywam
Czy dziś Pani czy zaledwie panna na K

Dźwigając cały ciężar upojenia, każdą kroplę
ponoszę cenę dalece wyższą od przewidzianych rat
Umowa podpisana wiecznym piórem śliny, soku i krwi
Stoję ja i lustro – a w nim mój odwieczny kat.

zmieniam sie, staje sie kims innym
kim?
i kim byłam  wcześniej skoro mówię o zmianie?
a może czym – bo chwilami postrzegam siebie jedynie jak zwierze
przytłoczenie. nawał myśli. wpadam w panikę. szał.

jeszcze wczoraj wielkie plany, szczyty gor boso zdobyte
a  dziś jest tylko otchłań i próbuję schować się za własnym ciałem
i otulić własnymi ramionami

brakuje mi czegoś, choć to rzecz nieokreślona
może po prostu chęc podniety, emocji, wydarzeń
a może jedynie bliskości deszczu spływającego po ciele

Wiem, że to umarlo. Już sie nie staram walczyc. :A może nigdy tego nie bylo?
Nie. Było. Przecież pamietam czas gdy wszystko było łatwe, gdy najczystsze łzy głaskały poliki a świat zamykał się w spojrzeniu
może brak celu? a może brak chęci?

a moze… choroba dwubiegunowa?

krople niewypowiedzianych słów spływają po skroniach
powódź w umyśle wylewająca się uszami, oczami….
niegodna by przejśc przez bramę ust

czym jesteś jeśli nie chwilą zapomnienia przeszlości, która Cię zrodziła
niedopowiedzeniem, które pozornie może postawić kropkę lub ciągnąć to dalej
nie mówisz wszystkiego

za dnia wypluwając wymiociny zdań, które nigdy nie należały do Ciebie
Latami ktoś programował te zdania, karmił spragnionego słuchacza
nocami zaś zaszywasz swe wargi bojąc się ile oddechów może się z nich wydostać
Ile niespełnionych pragnień….