Wygrałeś. Klęczę.

Mówię im „cokolwiek by się nie dzialo dam radę. Dam radę. Zobaczcie – jest lepiej. Lepiej”. I nie wiem kogo bardziej oszukuje – siebie czy ich. Nie jest lepiej. Nie jest lepiej.

Jest tak samo.
Może tylko nagle zabrakło wszystkich obok. Znowu. Tylko, tym razem zawiedli wszyscy, nawet Ci, dla których bym umarła.

Teraz umieram bez nich. Sama ze swoimi chorymi myślami. Już nie czekam po nocach na telefon, teraz spokojnie śpie. I ten spokojny sen jest najstraszniejszy. Przerywa go jedynie kaszel, będący dowodem porażki.

Nie chcę już walczyć.

Chciałeś Boże bym uklękła. Dlatego zesłałeś tyle na moje barki, że pod ciężarem upadam. Klęcze. Teraz lepiej się czujesz?
Uparcie wstawałam. Uparcie trzymałam się swojego Anioła, który ratował mnie od kilku lat. On już odszedł. Jest bardzo daleko i nie zdoła mnie ratować.

w umyśle nadal stoję pośród pól na tej cholernej drodze. Tym razem upadłam w łzy nieba. Klęczę. W zimnej kałuży. Marznę. I mam nadzieję, że zamarznę, że umrę od tego. Może wtedy o to Ci chodziło? Może karasz mnie za to, że wtedy się nie ugięłam przed Twym majestatem, Ty którego wielbią miliony kłamliwych ust co niedziela?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>