Dom,

czy to nie zapach jeszcze gorących ciastek ? – Tylko, że nie mam piekarnika
czy to nie zapach koszonej trawy wiosną? -Tylko, że nie mam trawnika
czy to nie wieczory przy herbacie ze znajomymi? – Tylko, że nie mam tu znajomych
czy to nie wino wypite z przyjaciółmi? – Tylko, że nie mam przyjaciół
czy to nie uśmiech matki pytającej jak minął dzień? – Tylko, że nie mam matki
czy to nie kot witający w drzwiach? – Tylko, że nie mam kota
Jestem samotna. Lecz na samą myśl o poznawaniu ludzi i świata odrzuca mnie.
Chyba się już przyzwyczajam.

I dobija świadomość ulotności.
Nic własnego. Wszystko ich.
Zdajesz sobie sprawę,  że Twoje życie też należy do nich.
Mogą je wyrzucić, mogą je zniszczyć
Cieszysz się, że narazie nie robią nic

Rachunek.

Nie wiem jak się poskładać po stracie. Czuję się połowicznie. Nic nie rozumiem. Mam ochotę przytulić, płakać, błagać. Z drugiej strony jakoś nie mogę znieść myśli, że miałabym wtedy być odtrącona. Nie zniosłabym tego. Tak sie tego boję, że wolę sama odtrącić. Zranić tak, by nie chciał już wracać. W tedy spokojnie będę mogła użalać się nad sobą, spadać w swoją słodką otchłań.
Straciłam wiarę , nadzieję i miłość? Wierzyłam Tobie a Ty mnie zostawiłeś… Miałam nadzieję, że stworzymy dom…. To legło w gruzach, gdy byłam sama… Kochałam Cię… Nadal Cię kocham….
Gdy Cię ranię boli mnie dwa razy mocniej. Z uśmiechem przez łzy widzę oczyma wyobraźni jak klął byś na mnie za te rany.
Wszyscy mówią, że gdybyś chciał zjawiłbyś sie już dawno… Wiem, że gdy chciałeś potrafiłeś to zrobić.. Więc wiem, że teraz już nie chcesz…
To takie łatwe…
Ja + Ty= dom
Ty- ja = kilka nieprzespanych nocy, kilka skrywanych łez…

Matrioszka bez zaufania.

Jak to jest, że dla ludzi wiecznie się poświęcamy? Jesteśmy zawsze gdy nas potrzebują… a gdy my ich potrzebujemy nie mamy nikogo…
Jestem małą marionetką. Martwo obracającą głową lalką. Ni to brzydko, ni to ładną. Jedną z wielu a mimo to jedyną w swoim rodzaju.
Mam dość. Mam cholera dość tej samotności? I cóż to są za ludzie? Demony jakieś. Nie ma ludzi dobrych są tylko źli i ci, którzy ukrywają to zło. Pierdole was wszystkich. I cóż to za szantaże? I co miło Ci gdy mnie krzywdzisz? I co miło Ci gdy planujesz zranic wszystkich wokół mnie? I co kochasz mnie taką jaką jestem ale chcesz mnie zmieniać? hah…
To chyba nie mnie kochasz.
Nic nie rozumiecie. Głupi ludzie. Nigdy nic nie zrozumiecie, bo żadne z was nie ma w sobie empatii. I wiecie co, jesteście okrutni.
Na moim miejscu każdy by się zabił. Już lata temu. No popatrz a ja żyję. I co mam z tego życia?
Zimna suka. Tak mnie kiedyś nazywali. I wiesz.. w sumie za tym tęsknie. Bo tak łątwo było być zimną suką. A teraz? A teraz muszę ratować własną rodzinę. Znów muszę ich ratować. Znów swoim kosztem. Muszę tuszować stare rzeczy…
Straciłam zaufanie, które miałam jeszcze do wczoraj. Dziś nie wiem czego mam się spodziewać, nie wiem czy mogę wierzyć. Moje bezpieczeństwo prysnęło niczym bajka. Już żadne pozory i ramiona nie pomogą. Już nie jestem bezpieczna. Pora uciekać. Zostawić to wszystko w cholerę, niech płonie. Muszę uciec. By ich ratować. Zostawić wszystkich i wszystko raz na zawsze. Razem z tym co zyskałam tak nie dawno. Nie zostawiać nic i nikogo. Nie zabierać ze sobą.
Jedna książka. Nowa karta sim w telefonie. Nowe nazwisko. Nowe miasto. I kilka tysięcy odłożonych na czarną godzinę. Muszę zaczekać. Pół roku na ułożenie wszystkiego. Na zdobycie planów. Pół roku na zmianę nazwiska.
To moje ostatnie święta. Więcej ich już nie będzie…

Ostatnie pożegnanie – wędrówka samotnych.

beznazwy

Ostatecznie pożegnałam się z przeszłością, powoli zacierane są za mną ślady. Zawsze myślałam, że wszystko ułatwiłoby moje zniknięcie. I miałam rację. Zaczyna się etap gdy przestaję żyć w tamtym świecie. Tak jakby nigdy mnie nie było. Zmiany przytłaczają.
Gdy słyszysz o tym, że wykreślili Cię już choć fałszywie łudzą tęsknotą. To zabawne. Szkoda, że nie potrafię się śmiać. Nie ma powrotu a mimo to każdy mówi, że wrócisz. Czy to oznacza, że nie wierzą, iż podołasz?
Czy ty wierzysz, że podołasz?
Tak łatwo byłoby się poddać. Tak łatwo… Ale nie. Nie JA. Muszę dać radę. Teraz mam dla kogo walczyć. Gdyby nie to teraz by mnie tu nie było. Poddawała bym się i tonęła w nieżyciu a zamiast tego próbuję wszystko jasno ułożyć. Tylko potrzebuję trochę czasu i ramion, które mnie przytrzymają.
Razem stworzymy lepsze jutro. Nawet gdy będzie źle. Wierze, że nie będę sama. Choć się tego boję. Ale strach  jest rzeczą ludzką.

Trafiłam na mężczyznę, przy którym nie muszę być silna. Całe życie byłam silna. Zawsze byłam silna. Nie mogłam być słaba bo bym zdechła. Choć byłam słaba i umierałam wewnętrznie i tak grałam silną. W końcu nie muszę. Zawsze płacząc kryłam się, by nikt nie widział tych łez. A teraz wiem, że nie muszę. Mogę płakać w jego ramionach a on bez słowa będzie ocierał moje łzy. To jest wsparcie. To jest motywacja by żyć. Potrzebuję go. Jestem tak bardzo słaba…
Razem zbudujemy dom. Bo dom to nie tylko cegły, okna, drzwi. To coś więcej. To atmosfera, to uczucia, więzi, szczerość, miłość, pomoc, bliskość. Nigdy nie miałam domu, lecz teraz mam szansę go tworzyć.
Nie liczą się dla mnie materialne rzeczy, żyłam w biedzie i umiem żyć skromnie. Nie powiem, że pieniądze nie są potrzebne. Są. Ale ich nazbyt jest niepotrzebny. Tylko tyle by żyć godnie. By mieć co zjeść i w co się ubrać. Za dużo pieniędzy psuje głowę. NA wszystko co mam ciężko zapracowałam. Dzięki temu potrafię to docenić. Każdą złotówkę w portfelu i każdą rzecz. To wszystko są rzeczy nabyte. Ciężką pracą zdobędę wszystko. Ale chyba nie o to chodzi w miłości. Nie liczą się pieniądze, liczy się to między nami. Miłości nie można kupić. Można kupić sex, pozory, uśmiechy. Ale nie miłość. Miłość jest bezcenna.
Nigdy nie miałam domu. Potrzebuję mieć ostoję, potrzebuję domu.

hans125-300x300

Mam ochotę śmiać się i biegać nago i w ubraniu wbiegać do rzeki i schnąć na brzegu. I kochać się w świetle gwiazd zapalając jedną świeczkę, i leżeć do późna w łóżku po prostu oddychając.
I na reszcie czuję pewność, której mi brakowało. I chodzę z dumnie wyprostowanymi plecami jakby zdjęto mi ciężar tego świata. Życie jest, kurwa, piękne.
I w końcu ubieram się jak kobieta, i w końcu czuję się kobietą. I chcę nią być.
Wychodząc z domu uśmiecham się do obcych ludzi i smutnym mówię „dzień dobry”.  Mężczyźni zaskoczeni obracają się a ja odpowiadam uniesioną brwią w myślach widząc kogoś innego. Gdy jesteś radosny cały świat jest radosny i nie pozwól nikomu tego spieprzyć. Chodź szczęśliwy a gdy spotykasz samobójcę strzel za niego, w końcu świat nie zatęskni za kolejnym idiotą, zbywaj kretynów i miej wyjebane na tych co mają wyjebane na Ciebie. Jestem dumną kobietą. Jestem Pani Donesz. Kobieta zaczynająca w końcu żyć. Czuję jakbym na nowo odkrywała ten świat.
Nadal boję się w niektórych chwilach, nadal są załamania, kryzysy, depresje, wzloty i upadki. Ale już się nie boję wracać do domu, już nie garbię pleców, już się nie chowam. Jestem Panią własnego życia.

Pojawiam sie i znikam. Uciekam aby wrócić

Sorki, że zwiałam na tak długo… Nie mogłam dać rady , ale teraz już jest jasno i  przejrzyście.

cropped-ihO0bnh8pun72y2iVjfY.png

Wyprowadziłam się  ( W KOŃCU!)
Zaczynam nowe życie. Poznałam wielu nowych ludzi a stare życie odchodzi.
Jestem innym człowiekiem i w koncu mam okazje to udowodnić.
Mam przy sobie najlepszego faceta na świecie, choć na niego nie zasługuje. Dużo sie dizało i dużo rzeczy zepsułam ale jest dobrze, narazie. Mam zamiar cieszyć sie póki mogę. Liczy się tylko teraz i tu.
Co prawda w chorej głowie zawsze będą chore pomysły ale teraz już przenoszę je na sferę życia w której przyda sie odrobinka szaleństwa… heh ale to strefa prywatna i intymna, o której napiszę kiedy indziej.

KAżdy nowy dzień przynosi nowe wspomnienia i nowe chwile, do których będę potem wracać. Jest dobrez. Może nie jest ekstra, super, idealnie ale jest dobrze. Nie można wymagać za wiele a ja i tak dostałam nazbyt. Mam  przyjaciół na których moge liczyć. Najpierw trzeba coś spieprzyć , żeby docenić.
Ranie dużo ludzi, nawet nie chcąc ale muszę sie ogarnąć. Pracuję nad sobą i wierzę, że będzie dobrze. Oby…

- Wasza P. Donesz

Iluzja XXI wieku na dzień dobry.

Pani Donesz ma dosc
(Na zdjęciu jak zwykle ja. Wstawiam tylko swoje zdjęcia, lub które ja wykonałam)

Zaczynam nowy piękny dzień. Ledwo wstaję a już wiem, że będzie chuj*owy.
Nie pytaj czemu. Po prostu wiem.
Nie haruję co dzień po 8 godzin w jakiejś chujowej robocie po to by zarobić na życie. Mimo to czuję się tak wyczerpana tym życiem.
Nie moge powiedziec, że już wszystko widziałam, że znam się na zyciu i wiem o co w nim chodzi. Tego nie może powiedzieć nikt. Ciągle odkrywamy siebie na nowo. Poszerzamy horyzonty i macamy na ślepo granice.
Wszystko byle tylko sie nie wyjebać. Bo gdy upadniesz najprawdopodobniej ktoś podejdzie do Ciebie, ty będziesz liczył, że pomoże ci wstać a on tymczasem przyjebie ci z buta abyś zdechł na dnie. Kochane, piękne czasy.
Mottem przewodnim XXI wieku powinno byc „Wyruchaj zycie zanim ono wyrucha Ciebie”. Rodzimy się, myśląc, marząc… Dorastamy odkrywając powoli to kurestwo swiata. Człowiek jest dorosły gdy wie, że całe jego dzieciństwo było iluzją, żartem, którego on nie rozumie. Najpierw sie uczysz, kończysz studia o ile cię na nie stac a potem i tak chuja z tego masz.  Łapiesz jakąkolwiek pracę, aby tylko miec co włożyc do ust. (a Często i na tym polega twoja praca, aby włożyc w usta i udawac, że jest fajnie. ) . Harujesz aby kiedyś owładnięty już niemocą dostac emeryturę z której nawet na leki nie wystarczy.
Państwo chce nas, gdy możemy mu coś dac. Ale gdy to my potrzebujemy czegoś to zaprowadza nas na cmentarz mówiąc „zdychaj”.
I my sie dziwimy, dlaczego tak rozpowszechnia się alkoholizm, narkomania ? W tym chorym świecie, trzeba sobie jakoś poradzić. Byle przetrwać. Tak drogo płacimy za narkotyki tylko po to aby dostać chwilę zapomnienia. Jedną pie*doloną chwilę sztucznego szczęścia.  To są te chwile w których ćpasz, pijesz żeby zapomnieć. „Pijesz, nie żeby sie napić lecz żeby się zaje*ac”.
Tak się dziwisz na napady szału, na bójki wszczynane z byle powodu. Ale wystarczy tylko kropla żeby przelac czarę. Wszystkie wyzwiska, szepty za plecami znosisz z uśmiechem mówiąc „olac ich” a w końcu to się na tobie odbija. Ka bum, masz ochotę to wsystko rozpier*olic. Jeszcze bardziej potęguje to fakt, że tak na prawdę chuja możesz.
Tylko przetrwać….
Przetrwam.

Pani Donesz