Usta zwilżone słoną wodą

Jedyne meijsce które mi zostało to ten blog. Mój azyl.
Nie mam nic więcej.
Nie mam nawet do kogo się odezwać, z kim porozmawiać. Mogę tylko pisać tutaj. to smutne. i tak cholernie niesprawiedliwe. myślałam że już wystarczająco się nacierpiałam, że w końcu wszystko się ułoży. Jaka głupia byłam. Nic się nie układa

czuję jak tonę
moje ciało pochłania woda
pierwszy raz mam otwarte oczy
wyraźnie widzę otchłań
wyciągam rękę w jej stronę
I tak nikt nie czeka na brzegu
i tak nikt nie woła

i może tak własnie miało być
unosi się kolejna fala
jest jak koc który otula
jak matka której nie miałam

Mój problem to Ja.

Demon nr 2; Ja.
Pani D. skacze

Chcę byc bezuczuciową maszyną. Chce… nie myślec. Boję się własnych uczuc. Nie chcę pokazac jaka jestem słaba. Nie moge. Jesli się poddam, odkryję w tedy mnie zabiją. Wykorzystają każdy czuły punkt i z roskoszą popatrzą jak zdycham. Nie umeiram, lecz zdycham. Żeby umrzeć trzeba być kimś, ja jestem niczym dzikie zwierze. Zamknięte w klatce. „Mój efekt lwa”. Drapać, wyć, wrzeszczeć, uciec. Za wszelką cenę uciec od tego wszystkiego. Stanąć na klifie, tu obok – przepaść. Ramiona w bok. Tak. Naga poczuć wiatr. Ostatnia łza skoczyła. Teraz ja. To nie boli. Już nie chcę skoczyć, tylko skaczę.
ZA późno na myśli, na żale. Już tylko kamienisty brzeg i krwawe fale.
Ludzie wspinają sie po stosach martwych cial. On jest za słaby, skoczy, ja zajmę jego miejsce, ja będe, ja!!!  taki jest świat. Nie mogę. Nie mogę pokazać jak po poliku spływają kolejne łzy. Schowana w kącie. Nie patrz. Odejdź. Boję się. Zranisz. Jak każdy. Zaufam. a ty spierdolisz.

Zabija mnie słabość. Lecz ta słabość to ja.

Pani Donesz