Dom,

czy to nie zapach jeszcze gorących ciastek ? – Tylko, że nie mam piekarnika
czy to nie zapach koszonej trawy wiosną? -Tylko, że nie mam trawnika
czy to nie wieczory przy herbacie ze znajomymi? – Tylko, że nie mam tu znajomych
czy to nie wino wypite z przyjaciółmi? – Tylko, że nie mam przyjaciół
czy to nie uśmiech matki pytającej jak minął dzień? – Tylko, że nie mam matki
czy to nie kot witający w drzwiach? – Tylko, że nie mam kota
Jestem samotna. Lecz na samą myśl o poznawaniu ludzi i świata odrzuca mnie.
Chyba się już przyzwyczajam.

I dobija świadomość ulotności.
Nic własnego. Wszystko ich.
Zdajesz sobie sprawę,  że Twoje życie też należy do nich.
Mogą je wyrzucić, mogą je zniszczyć
Cieszysz się, że narazie nie robią nic

Od dziś ja będę Panią.

bondage-shoes
Dziś jestem gotowa do działania. Mam swoją misję. Marudzisz, że jest źle? To rusz dupę, by było dobrze. Dziś mam motywację. Chcę działać. Przestać narzekać.

Nie jestem już niewolnicą, jestem Panią. Życie to kurwa, która nas wszystkich pięknie rucha wystawiając potem rachunek na miliony łez i myśli samobójcze. Lecz dzisiejsza noc nie jest jej. Jest moja.. dzisiejsza noc, jutrzejsza i każda następna. To mój czas. Jestem jej panią. Biorę bat i naznaczę jej plecy pręgami aż zostanie trwały ślad. To ja jestem Panią. Do stóp klęknie mi życie by tylko sprawić mi rozkosz.
Już się nie poddam. To ja będę rżnąć. ;p

Pani Donesz.

Przestańmy na kilka krótkich chwil żyć

Są takie chwile gdy nie masz na nic sił. Wyszedł byś z domu i szedł prosto przed siebie, powoli i świadomie oddalał się z tego miejsca, nigdy już nie wrócił…
Są chwile, w których chętnie utonęła byś w ekstazie złączonych ciał nawet z obcą osobą, tylko po to by poczuć bliskość…
Lecz to tak nie działa. To wypala. Gdy w którymś momencie nie wiesz już, gdzie jest twoje „ja”. Gdzie ono do cholery jest? Gdzie jestem ja?
Niby robisz kok w przód, idziesz a tak na prawdę czujesz się jakby cały świat gnał 3x szybciej byś tak na prawde się cofnął. Nie to tempo… mocniej.. szybciej.

Nie chcesz płakać, nie chcesz krzyczeć, nie chcesz klnąć… w sumie to nic już nie chcesz…  Zajebiste nic. Tak bardzo to wszystko dzieję się jednocześnie w tobie i poza tobą, że masz po prostu dość. Chcesz zrobić cokolwiek, cokolwiek by się uwolnić, lecz nie masz sił. Zamiast wziąć się w garść, ty wydzielasz porcję siły by jeszcze troschę pożyć. Masz już dość. I wszystko bym oddała by najzwyczajniej w świecie się do kogoś przytulić i najzwyczajniej po prostu trwać. Na chwilę niech ulotnią się problemy, na chwilę przestańmy żyć, po prostu trwajmy. Serce obok serca, oddech za oddechem, tuż obok . Proszę, przestańmy na kilka krótkich chwil żyć.

 

Ja mam dość. Oparzyłam się w rękę. Boli. I ten ból jest chyba najnormalniejsza rzeczą jaka mnie od dawna spotkała. Ten ból jest wszystkim co mam na własność. Jest jedyną rzeczą, którą posiadam, w której mogę tonąć by zapomnieć o wszystkim innym. Czuję ból. Przez to jestem bardziej realna, bardziej rzeczywista. Czuję ból, piekący ból. To jest piękne. Staję się bardziej ludzka.

Pani Donesz

Brak.

 

maska-dziewczyna-dlon

Ten ogień, który trawi ciało. Po ciele rozchodzą się promieniście pragnienia cicho szeptając najskrytsze sny. Usta przygryzione. Oddech wstrzymywany aż zabraknie sił. Leżąc na wznak z rękoma wzdłuż tułowia. Zamykam oczy. Wszystko inaczej dociera, bodźce są silniejsze. Każdy szept jest krzykiem. Najdelikatniejszy dotyk staje się wręcz brutalny. Myśli przeradzają się w obrazy. Pragnienie bliskości. Delikatnie dotykasz rzeczy wokół czując ich fakturę… żadna nie jest porównywana do nieskazitelnej miękkości ciała.
Brakuję sił, by się bronić Pragnienia trawią ciało.
Otwieram oczy. Nadal sama.

Cień wołający o wolność.

Przebywam w swojej ciemni. Jest godzina 17:13 lecz dla mnie już dawno zaszło słońce. Zasłonięte okna, ciemność mnie otacza, przytłacza. Oczy patrzą inaczej. Cień próbuje uwolnić się ze ścian, przyjść do mnie. Nieodzowny towarzysz pieszczot życia. Jego niekształtne kończyny nadają mu straszny wygląd, lecz jego się nie boję.
Życie co dzień nas pieści, jest wiecznie nienasyconym kochankiem, łaknie naszego spełnienia w ekstazie bólu. Oboje mamy skłonności sado-maso. Potulnie spuszczam wzrok by zaraz znów uczynić coś zakazanego, wręcz czekając na karę, ale co ugram to moje.
W moim małym świecie ktoś głaszcze mnie po włosach a ja wiem, że mogę przestać się bać. Oczy przestają być puste, przestają patrzeć jakby to wszystko było obce.
Z małego czarnego pudełka w kącie uwalniają się głosy, one mówią jak powinnam wyglądać, jak powinnam mówić i jak powinnam żyć. Czyżby ich dusze były tam zaklęte?

Wiem, że świat jest na wyciągnięcie ręki, wystarczy rozsunąć zasłony na oczach… W głębi jednak wiem, tam jest równie strasznie jak i tu.
Nawet w mroku jest światło, wydobywające się nie wiadomo skąd. Moja naga skóra iskrzy pod tym naciskiem, odbija promienie nakreślające  każdą najcieńszą linie, każdą ze skaz.
Cały świat składa się z czerni, w której rozróżniam tylko kontury. Tylko moje ciało nie ma konturów tak jak i cień wyrywający się nadal ze swych krat.
Chodź, połóż się obok, spójrz jak lśni moja skóra, to przez nadzieję, ona wciąż tu jest. Podaj mi dłoń, ona skrywa się tu, pod piersiami, czujesz?

Rachunek sumienia.

Photo0002

Sumienie? Nie, dziękuję. Są chwile gdy czuję się cudownie, łapie oddech w płuca i czuję się tak wyjątkowo, jestem wolna. Lecz są to chwile ulotne. Bo wolność to pojęcie względne.
Śmieszne jest to, że robiąc rachunek życia dostrzegam tak zajebiście dużo swoich błędów, a mimo to ich nie żałuje. Cieszę się, że właśnie tu jestem. Cieszę się że mimo tego, że czasem cholernie boli przeżyłam to wszystko. Miałam nadzieje, że to mnie uczyni lepszym człowiekiem. Tak na prawdę to wszystko uczyniło mnie zajebistą kurwą. Czy to mnie boli? chyba już nie…
Patrzę w lustro. Widzę kobietę sukcesu, widzę osobę, która w tej chwili mogłaby jechać na bankiet firmowy lub wsiadać do samolotu aby odbyć spotkanie biznesowe. Szkoda tylko, że ja nie jestem tą kobietą. Szkoda, że to nie jestem ja. Kim jestem? Kim jest istota podpisująca się Pani Donesz? Nie wiem. Już dawno ją zgubiłam. Czy jeśli nie wiem kim jestem oznacza to, że jestem nikim? Bardzo prawdopodobne. Bo tak właśnie się coraz częściej czuję.
JA i moje 69 popieprzonych demonów, tak. Wyżarte sumienie. Czuję się jak powłoka, jak ciało bez duszy. Tylko czy ciało bez duszy może żyć długo i szczęśliwie?
Chyba powoli tracę uczucia, chyba się wypalam. Razem z ostatnim papierosem kończę się ja.

Wszystkie odcienie szarości

YinYangDragon

Kiedyś, bardzo, bardzo dawno temu światem rządziły smoki. To było jeszcze zanim pojawiły się dinozaury. Smoki te były niezwykle inteligentnymi stworzeniami, lecz były też bardzo dumne i lubiły okazywać swą potęgę. Wszystko zaczęło się, gdy pewnego dnia z najgłębszych, najciemniejszych jaskiń wypełznął biały smok. ( W tedy kolor biały symbolizował zło a czarny dobro.) Zaczął ryczeć na całe gardło, że to on jest panem świata. Pluł ogniem na inne istoty i spalał wszystko co mu stanęło na drodze. Kto spojrzał w jego oczy już na zawsze oślepł, w pamięci mając tylko okrucieństwo, ból i pychę. Biały smok był piękny, żadne stworzenie nie mogło się z nim w tym względzie równać, lecz to piękno porażało. Jego potęga była przesycona złem o jakim nam, marnym ludziom się nie śniło. Wszystkie istoty żyjące w tedy zanosiły modły i błagały żywioły by te pomogły im i uwolniły spod więzów smoka. W tedy w najwyższych górach posłyszano głośne wycie a śnieg zaczął topnieć. Z najwyższego szczytu zszedł Czarny smok, równie potężny jak biały. Nie czuć jednak było zła, był on niezwykle dostojny, piękny i dumny. Miał tylko jedną wadę, był tak samo pyszny jak i pierwszy ziemski smok. Zamiast wprowadzać pokój i dobro on spalał wszelkie zalążki zła. Dużo było w ten czas zła na świecie. Wszystkie istoty podzielone były na białe i czarne, dobre i złe. Razem smoki siały zniszczenie doprowadzając prawie do zniszczenia jakiegokolwiek istnienia. W końcu spotkały się. Równy z równym. Biały obserwował przeciwnika chcąc zbadać jego siły, czarny natomiast bez zastanowienia chciał zniszczyć zło i zaczął posyłać w stronę przeciwnika ogromne czarne kule siły i ognia. Biały omijając je nie pozostawał dłużny. W harmidrze widać było tylko czarne kule ognia przy białym smoku i białe kule przy czarnym stworzeniu. Żywioły nie mogły bezczynnie patrzeć jak smoki rujnują cały wszechświat. Wiatr rozłożył wielkie skrzydła smoków i porwał je ku chmurą, gdzie ich ogień i woda z chmur połączyła je na zawsze tworząc znak jing-jang. W tedy na świecie zapanował pokój i harmonia. Potomstwo nie rodziło się już czarne lub białe, lecz wymieszano kolory tak by uzyskać całą paletę odcieni szarości. Do dziś zaklęte w symbolu smoki rzucają w siebie kulami mocy. Jeden dobry, drugi zły.. razem tworzą jedność.

Bajka wymyślona przeze mnie. Nie ma nic wspólnego z żądnymi wierzeniami.

Pani Donesz.

Przeszłość jest piękna na zdjęciach.

Snapshot_20150216_184157

Czasem jeden drobny gest sprawia, że powracają wspomnienia. Najlepsze wspomnienia, te którymi chciałam żyć. Czemu najlepsze wspomnienia najbardziej bolą, czemu wywołują największe łzy….
Te same obietnice co dawniej, w tych samych ustach brzmią już jakoś inaczej. Kiedyś były lekarstwem, który pozwalał żyć dziś są jak sztylet.
Czy mam uczucia? Tak, choć bardzo chciałabym się ich pozbyć. Sterylizacja emocjonalna, nic nie czuć, być maszyną. Albo lepiej… uciec. Uciec z daleka od wszystkich. Dostali usta od Boga, by chwalić jego dzieło a oni tylko bluźnią sprawiając, że świat umiera.
Gdyby każde bolesne wspomnienie pozostawiało ślad na ciele, nasze byłyby pełne blizn. Aż strach spojrzeć jak wyglądają nasze dusze. Kiedyś były to małe świecące iskierki chi, które oślepiały swym blaskiem, dziś to zapewne tylko  małe iskierki jak te  dogasające w popielniczce.

Utracić świadomość
bytu współczesnego.
utonąć w sferze
aromatycznego
snu zapomnienia.

P. Donesz.

Walentynki – dzień zawistnych łez i spragnionych serc

toto

Dziś nikt nie powinien być sam. W ten jeden cholerny dzień każdy powinien kogoś mieć, tuż obok. Powinnam teraz leżeć naga obok jakiegoś mężczyzny zamiast wylewać żale na blogu.
Powinnam teraz kurwa przytulać się do czyichś ramion, oplatać czyjąś talie nogami i mówić jak ta osoba jest dla mnie ważna. Wiecie co jest najgorsze w tym cholernym dniu? Że kiedy 20% społeczeństwa właśnie całuje swoją drugą połówkę to pozostałe 80% ma dziś zajebistą depresję. Jedni próbują to ukrywać, udawać, inni leżą już gdzież zalani z trupa a jebane 2% w tej chwili popełnia samobójstwo.
To chyba najbardziej mokra noc w roku, w żadną inną noc tyle osób nie zwija się spazmatycznie w łóżku, nie płacze patrząc niewidzącym wzrokiem.

Wszyscy chcą kochać, nie tylko wybrańcy. Chcemy miłości bez kłamstw, zdrad i złośliwości. Czułość, namiętność, szczerość, opieka – tego szukamy. Nie rozumiem tego… Czyż nie prościej jest się rozstać niż żyć z sumieniem, które powinno nas zabić? Kochać to znaczy szanować, dbać o czyjeś bardziej niż
nasze.

To miłość powinna decydować o seksie a nie seks o miłości. Seks powinien być połączeniem dwojga dusz, dowodem oddania, takim niewerbalnym „jestem tylko twój, wszystko oddaje tobie, nie ma we mnie nic czego byś nie znała i nie miała”. Czy top tak trudno pojąć?  Kobiety sprzedają swoje ciała za drinka, mężczyźni za ładny uśmiech. Kurwa, to nie o to w tym chodzi.
Nie mówię, że numerki na jedną noc są złe. Czasem każdemu są potrzebne, by podsycić wewnętrzną nadzieję, że nadal potrafimy kochać. Ile kobiet oddaje się na jedną noc mężczyzną tylko po to by usłyszeć kilka kłamstw o przyszłości, rodzinie i dzieciach. Chcemy nakarmić w ten sposób głód miłości.
Owszem czasem kobieta chce żeby ją po prostu zerżnąć no ale… to nie powinno tak wyglądać.

Ok, cały ten wpis jest bez sensu. To przez te walentynki. Brakuje mi  miłości.

P. Donesz.

Skrzydła, które nie latają.

Chcę przestać upadać.
Zawszę kusiło mnie piękno i dobro, sztuka w klasycznym kanonie. Skrzypce, balet, muzyka klasyczna… wszystko to jednak było poza mną, poza zasięgiem rąk.
Zawsze łudziło mnie dobro, czynić tak aby nikt nie cierpiał, mówić tak aby nie padło ani jedno kłamstwo, tak aby wszyscy byli szczęśliwi, nawet kosztem siebie.
Zawsze była myśl, że wszystko jest moją winą, że to ja zgrzeszyłam, że nie zasługuję na szczęście. Zawsze było przekonanie, że liczą się inni, że ja jestem niczym, nie wartym cieniem ich.
Upadałam. Upadam niżej i niżej. Nie chcę upadać, chcę się wznosić w przestworza.
CZuję się jak anioł o uciętych skrzydłach, naucz mnie znów latać.

Zgubiłam się, zatraciłam wiarę w ludzi, w świat i w siebie. Zaczęłam wyznawać pustkę, łzy i udawane rozkosze.
Zamknęłam oczy, rozłożyłam oczy, skoczyłam z klifu. Miałam wzbić się do chmur, zamiast tego poczułam wiatr przedzierający się przez duszę, omiatający każdy skrawek nagiego ciała, rozplatający włosy. Poczułam uderzenie morskiej toni o twarz. Poczułam jak moje ciało odpływa w ciemną toń. Mokre skrzydła. Moje skrzydła. Moje skrzydła są mokre.  Nie umiem latać. Do cholery nie umiem latać, pływać też nie umiem.
W płucach coraz mniej tlenu, w rękach coraz mniej sił, przeklęty zegar na szyi nie zna litości. Tik tok, tik tok, tik tok….
Coraz głębiej porywają mnie ciemne ręce, ludzi, którzy mieli pomagać. Ostatkiem sił  składam w przestrzeni pocałunek, wiem, że wiatr zaniesie go do ciebie…

P. Donesz