Usta zwilżone słoną wodą

Jedyne meijsce które mi zostało to ten blog. Mój azyl.
Nie mam nic więcej.
Nie mam nawet do kogo się odezwać, z kim porozmawiać. Mogę tylko pisać tutaj. to smutne. i tak cholernie niesprawiedliwe. myślałam że już wystarczająco się nacierpiałam, że w końcu wszystko się ułoży. Jaka głupia byłam. Nic się nie układa

czuję jak tonę
moje ciało pochłania woda
pierwszy raz mam otwarte oczy
wyraźnie widzę otchłań
wyciągam rękę w jej stronę
I tak nikt nie czeka na brzegu
i tak nikt nie woła

i może tak własnie miało być
unosi się kolejna fala
jest jak koc który otula
jak matka której nie miałam

Dom,

czy to nie zapach jeszcze gorących ciastek ? – Tylko, że nie mam piekarnika
czy to nie zapach koszonej trawy wiosną? -Tylko, że nie mam trawnika
czy to nie wieczory przy herbacie ze znajomymi? – Tylko, że nie mam tu znajomych
czy to nie wino wypite z przyjaciółmi? – Tylko, że nie mam przyjaciół
czy to nie uśmiech matki pytającej jak minął dzień? – Tylko, że nie mam matki
czy to nie kot witający w drzwiach? – Tylko, że nie mam kota
Jestem samotna. Lecz na samą myśl o poznawaniu ludzi i świata odrzuca mnie.
Chyba się już przyzwyczajam.

I dobija świadomość ulotności.
Nic własnego. Wszystko ich.
Zdajesz sobie sprawę,  że Twoje życie też należy do nich.
Mogą je wyrzucić, mogą je zniszczyć
Cieszysz się, że narazie nie robią nic

Prawda nie istnieje a wszystko jest dozwolone

I nic nie jest dobrze, i czuję, że to koniec. I znów łapię się na tym, że życie do mnie nie dochodzi. Znów łapie się w letargu i myśli zaczynają łapać kształt agonii. I czego mi brak? Przecież mam więcej niż kiedykolwiek chciałam… a tak na prawdę czuję jakbym miała coraz mniej.
Nie jestem już lwem w klatce, nie boję się, nie jestem zaszczuta. To cholernie dużo. Ale niektóre problemy się nie zmieniają.
I nie wiem co dalej. Już po prostu nie chce mi się grać, błąkam się bez celu po to tylko aby żyć. I w sumie wszystkiego mam dość i wciąż czuję się głodna. Jak to jest , że najbardziej nieszczęśliwy jest człowiek, który dostał wszystko co chciał do szczęścia.
I co ja mam wybrać? Tak naprawdę życie nie daje nam wyboru bo pewne rzeczy są niemożliwe z powodu odległości. I czasem to najbardziej boli, możesz wszystko lecz nie wszystko jest takie łatwe…

Jesienna nimfomania.

w_blasku01
Wiesz co dziś robię ze swoim życiem ? Zajebiste nic. I dobrze mi z tym.
Siedzę słuchając kolejnego utworu, w którym kryje się tyle tajemnic, lecz żadna nie dotyczy mnie.
Kim się staję? Zgorzkniałą suką, która szuka nieszczęścia. Ale jest pocieszenie- zawsze nią byłam.
I mam ochotę na sex. I nie boję się tego. Nie boję się do tego przyznać. I może jestem zdzirą mówiąc to światu… lecz tak. Mam  ochotę na sex.
I siedzę; ja, kot, piwo i laptop. Laptop zastępuję mi życie. Bo wiesz.. ja nie lubię ludzi. Ludzie sa pokurwieni. Nie chce mi się szukać instrukcji obsługi do nich…
I w moich ustach czai się uśmiech. Pełny świadomości, pełny istnienia. Tak jakbym patrzyła na to wszystko z boku. I nie przeszkadza mi to. Dobrze mi.
Uwiłam Ciepłe gniazdko ze swoich snów.
I nie powiem. Czasem mam ochotę znaleźć cichą polankę miedzy tym dziczem stanąć po środku niej zupełnie naga i zapalić tego cholernego papierosa. Ale przecież ja już nie palę.
Kurwa. To dobijające. Wydałam dziś pieprzone 20 zł na pieprzone rajstopy. Żeby wyglądac kurewsko elegancko. Żeby podobać się wszystkim. A mogłam mieć za to 20 smutnych uśmiechów, 20 chwil zatracenia, nowy płomień nadziei i na piwo jeszcze by starczyło. Ale nie. Musiałam kurwa chcieć być taka jaką mnie chcą. Nie lubię tego, kurewsko tego nie lubię.

I mam ochotę być perwersyjna i zmuszona do perwersji. Zmuszona do jakiegokolwiek życia. Zmuszona by zmazać ten uśmieszek z ust.  A na razie to ja zmuszam. I powalam. Więc proś i klęcz ..

Donesz

Drogowskaz

2160

Chcę znaleźć coś w czym się odnajdę. Chyba zacznę jakieś ćwiczenia. Może zacznę wstawać wcześniej i ćwiczyć? Bieganie- nieee… ćwiczenia gimnastyczne- nieee… Może medytację? Hm.. przyjaciel polecił mi jedne ćwiczenia medytacyjne. Są ciekawe. Co prawda trudno u mnie z kontrolą oddechu, ale myślę , że nawet wygodna pozycja i chwila bezmyślności, oderwania pomoże. Cokolwiek. By stało się moją stałą w życiu. Czymś co co dzień mnie trzyma.
Jestem sobą. Nie chcę być kimś innym. Jestem sobą. Lecz kim jest prawdziwa ja?
Może powinnam zacząć wyglądać jak wszyscy i tak się zachowywać… ale chyba nie umiem. A może. Może zacznę się malować i czesać jak wszystkie. Może zacznę się ubierać jak kobieta. Pomaluję paznokcie.
Może uda mi się obudzić, którgoś dnia innym człowiekiem.
Może nawet pójdę do kościoła.. kiedyś.

Ktoś polecił mi bym przeczytała Alicję w krainie czarów. Widział sens tej książki. Hm.. w końcu nadszedł ten czas. Czytam. I widzę to co chciał mi pokazać. To nie jest bajka dla dzieci. Gdy przeczytam postaram się opowiedzieć, choć nei zrobię tego tak dobrze jak on by to zrobił. Biały króliczek…

Musze zmienić coś. Więc zmienię siebie. Swoje nastawienie. Chcę tego. Dorosłam do tego.

Donesz



Czlowieczeństwo zaklęte z oczach.

luis-royo

W czym drzemie istota człowieczeństwa? Czego potrzeba do zbawienia?

To tylko dwa pytania z tylu dręczących. Niektórzy powiedzą, że nudzę się w życiu i stąd myśli niezrozumiałe.. Tak, masz rację. Nudzi mnie już to istnienie. Nic nie rusza tak jak powinno. Ludzie są wciąż tacy sami; próżni, samolubni, materialistyczni, przekupni, fałszywi i obłudni. Żałosne ich starania o coś co mogą stracić w sekundzie. Kiedy dostrzegać będą, że tracą wszystko choć zdaje im się, że jest lepiej?
Ludzie zabijający ludzi. Nie trzeba im broni, nie trzeba pocisków, ran i zaciśniętych pięści.
Mój kot ma w sobie więcej człowieczeństwa niż niejeden z ludzi, których znam. To nawet zabawne, szkoda, że jednakowoż wywołuje tylko uśmiech ironiczny. Patrząc w oczy tego zwierzęcia dostrzegam pogardę jaką widać w moim spojrzeniu na ludzi, na samą siebie. Widzę w spojrzeniu kota inteligencję… zrozumienie.

Mój kot. Heh. Nie mój. Raczej dzielący ze mną mieszkanie. Jedyne co „Moje” to kilka nic nie wartych szmat, książek i kartek ze słowami, których sama nie rozumiem, choć większość uciekła z moich ust.. Ktoś kiedyś powiedział, że jedyne co mamy na własność to marzenia. A jeśli ja nie mam marzeń? Jeśli się poddałam i niczego nie pragnę? Przez to staję się jeszcze bardziej niematerialna, ulotna niczym sekunda, która była przyszłością a teraz jest dawną przeszłością o której zaraz zapomnę, która nie wywoła we mnie emocji, nei zapamiętam jej. Jest jedną ze zbiorowości, niczym szczególnym.
Jeśli Bóg by istniał to czy właśnie tym byśmy dla niego byli? Sekundą życia niedostrzegalną w morzu życia? Czy tak samo istotne jak ta sekunda byłoby życie poszczególnych jednostek? Lecz trzeba pamiętać, że w jednej sekundzie my możemy odmienić całe swoje życie.
Jesteśmy nieobliczalnymi dziećmi , które zostały same w domu.

Pani Donesz

 

 

Podszepty diabła.

anielica_i_diabel

Czy wierzę w diabła? W istotę piekielną, która próbuje skraść moją duszę i strącić na wieczne potępienie? Nie wiem.. chyba nie. Wierzę za to, że po części sama jestem takim diabłem. To jest prawda. KAżdy z nas jest diabłem dla samego siebie. To w naszej duszy czai się ten mrok, mówiący jak słodko smakuje zło. Choć zło to pojęcie względne. To w nas drzemie ten głos podszeptujący co zrobić by było nam pozornie lepiej. Byśmy odczuli swą wyższość, to że jesteśmy panami. Czasem znów szepta byśmy po prostu poszli łatwą drogą, krocząc ku zgubie. Zatracili się we własnym ego, myśląc o śmierci i rozżalając nad samym sobą.  A jednakowoż lubimy tego diabła, lubimy te szepty. Wręcz odczuwamy czasem tęsknotę za nimi gdy zbyt dobrze się układa. Szukamy wymyślnych problemów, by tylko mieć pretekst by się stoczyć, by nie mieć wyrzutów sumienia za własne pogrążenie.

Jesteś sam sobie diabłem. Jesteś złem, które tak bardzo chcesz wyplenić ze swojej duszy. Czyż to nie uroczo? Chcesz pokonać samego siebie… Pogódź się z tym.

Ostatnie pożegnanie – wędrówka samotnych.

beznazwy

Ostatecznie pożegnałam się z przeszłością, powoli zacierane są za mną ślady. Zawsze myślałam, że wszystko ułatwiłoby moje zniknięcie. I miałam rację. Zaczyna się etap gdy przestaję żyć w tamtym świecie. Tak jakby nigdy mnie nie było. Zmiany przytłaczają.
Gdy słyszysz o tym, że wykreślili Cię już choć fałszywie łudzą tęsknotą. To zabawne. Szkoda, że nie potrafię się śmiać. Nie ma powrotu a mimo to każdy mówi, że wrócisz. Czy to oznacza, że nie wierzą, iż podołasz?
Czy ty wierzysz, że podołasz?
Tak łatwo byłoby się poddać. Tak łatwo… Ale nie. Nie JA. Muszę dać radę. Teraz mam dla kogo walczyć. Gdyby nie to teraz by mnie tu nie było. Poddawała bym się i tonęła w nieżyciu a zamiast tego próbuję wszystko jasno ułożyć. Tylko potrzebuję trochę czasu i ramion, które mnie przytrzymają.
Razem stworzymy lepsze jutro. Nawet gdy będzie źle. Wierze, że nie będę sama. Choć się tego boję. Ale strach  jest rzeczą ludzką.

Trafiłam na mężczyznę, przy którym nie muszę być silna. Całe życie byłam silna. Zawsze byłam silna. Nie mogłam być słaba bo bym zdechła. Choć byłam słaba i umierałam wewnętrznie i tak grałam silną. W końcu nie muszę. Zawsze płacząc kryłam się, by nikt nie widział tych łez. A teraz wiem, że nie muszę. Mogę płakać w jego ramionach a on bez słowa będzie ocierał moje łzy. To jest wsparcie. To jest motywacja by żyć. Potrzebuję go. Jestem tak bardzo słaba…
Razem zbudujemy dom. Bo dom to nie tylko cegły, okna, drzwi. To coś więcej. To atmosfera, to uczucia, więzi, szczerość, miłość, pomoc, bliskość. Nigdy nie miałam domu, lecz teraz mam szansę go tworzyć.
Nie liczą się dla mnie materialne rzeczy, żyłam w biedzie i umiem żyć skromnie. Nie powiem, że pieniądze nie są potrzebne. Są. Ale ich nazbyt jest niepotrzebny. Tylko tyle by żyć godnie. By mieć co zjeść i w co się ubrać. Za dużo pieniędzy psuje głowę. NA wszystko co mam ciężko zapracowałam. Dzięki temu potrafię to docenić. Każdą złotówkę w portfelu i każdą rzecz. To wszystko są rzeczy nabyte. Ciężką pracą zdobędę wszystko. Ale chyba nie o to chodzi w miłości. Nie liczą się pieniądze, liczy się to między nami. Miłości nie można kupić. Można kupić sex, pozory, uśmiechy. Ale nie miłość. Miłość jest bezcenna.
Nigdy nie miałam domu. Potrzebuję mieć ostoję, potrzebuję domu.

hans125-300x300

Mam ochotę śmiać się i biegać nago i w ubraniu wbiegać do rzeki i schnąć na brzegu. I kochać się w świetle gwiazd zapalając jedną świeczkę, i leżeć do późna w łóżku po prostu oddychając.
I na reszcie czuję pewność, której mi brakowało. I chodzę z dumnie wyprostowanymi plecami jakby zdjęto mi ciężar tego świata. Życie jest, kurwa, piękne.
I w końcu ubieram się jak kobieta, i w końcu czuję się kobietą. I chcę nią być.
Wychodząc z domu uśmiecham się do obcych ludzi i smutnym mówię „dzień dobry”.  Mężczyźni zaskoczeni obracają się a ja odpowiadam uniesioną brwią w myślach widząc kogoś innego. Gdy jesteś radosny cały świat jest radosny i nie pozwól nikomu tego spieprzyć. Chodź szczęśliwy a gdy spotykasz samobójcę strzel za niego, w końcu świat nie zatęskni za kolejnym idiotą, zbywaj kretynów i miej wyjebane na tych co mają wyjebane na Ciebie. Jestem dumną kobietą. Jestem Pani Donesz. Kobieta zaczynająca w końcu żyć. Czuję jakbym na nowo odkrywała ten świat.
Nadal boję się w niektórych chwilach, nadal są załamania, kryzysy, depresje, wzloty i upadki. Ale już się nie boję wracać do domu, już nie garbię pleców, już się nie chowam. Jestem Panią własnego życia.