Dom,

czy to nie zapach jeszcze gorących ciastek ? – Tylko, że nie mam piekarnika
czy to nie zapach koszonej trawy wiosną? -Tylko, że nie mam trawnika
czy to nie wieczory przy herbacie ze znajomymi? – Tylko, że nie mam tu znajomych
czy to nie wino wypite z przyjaciółmi? – Tylko, że nie mam przyjaciół
czy to nie uśmiech matki pytającej jak minął dzień? – Tylko, że nie mam matki
czy to nie kot witający w drzwiach? – Tylko, że nie mam kota
Jestem samotna. Lecz na samą myśl o poznawaniu ludzi i świata odrzuca mnie.
Chyba się już przyzwyczajam.

I dobija świadomość ulotności.
Nic własnego. Wszystko ich.
Zdajesz sobie sprawę,  że Twoje życie też należy do nich.
Mogą je wyrzucić, mogą je zniszczyć
Cieszysz się, że narazie nie robią nic

Masz rację.

„Idziesz w ciemność”. Trzy słowa. Idealnie to powiedział. Tylko mylił się. Ja już w niej jestem. Otula mnie szczelnie. I potrzebuję bliskości.
Nikogo nie dopuszczam do siebie. Tak jest lepiej. Nie chcę nikogo a mimo to płaczę co noc.
Tylko raz oddałam się tak bez opamiętania.
Teraz już wiem, że nikomu nie można ufać a mimo to łamię tą zasadę. Ufam, na całym świecie tylko jednej osobie. Bo ona nigdy nie powiedziała złego słowa, zawsze była w tle.
I nadal kusi by wrócić do starych czasów. I nadal rozpierdala to od środka. Pustka. Wypalona dziura na zawsze. Ale nie chce jej zaklejać.
Jeszcze tylko obrączka jest. Na niej data od kiedy zaczęłam żyć.
Tak  chyba jest lepiej.
Tylko już noc nawet mnei nie chce, dręczą nieludzkie sny…

Sko(ń)czyłam.

70654128

Stoję na żelaznym moście
Umokrzył mnie deszcz
Do uszu dobijają się słowa
Ignoruję je kategorycznie
Otacza mnie matka woda
Pode mną też się ona piętrzy
Tak kusząco porywa nurt
Zatonąć w nim nieubłaganie
Usta nabrzmiałe nieszczęśnie
ostatnimi powietrza hausty
I bluźnić już nie będę Boże
Kłamiąc dzieci biedne, Twoje
Ja skąpana w miejskim pyle
Obmyć muszę swe sumienie
Ileż znajdę co obmywać
Boż niedawno je palono
Lecz ogień ten nie spoczął
i budził bestię gdzieś uśpioną
A ta się rozparła w piersi
szarpiąc od wnętrza kajdany
Rozrywa, skacze z okien
gryzie, wrzeszczy, drzwi zamyka,
ucieka, tonie, strzela z broni
Jest! W końcu umarła
Jakoś przycichła, skuliła się w kącie
i nie ma jej, zdechła wczoraj
Jeszcze leżą jej zgliszcza trupie
Pachnące tak żywą śmiercią
Nie będzie dębowej trumny
Ni osoby co ocali, spóźnione.
Zrobiłam krok pośród wrzasków
I utonął naraz cały ten syf.

Donesz

Feniks wśród cierni.

Wstań, umaluje się, ubierz sukienkę, uczesz włosy, słodkie perfumy.. dalej, rusz się, podkład, szminka, kredka, eye liner, cienie, róż, brąz, grzebień, lakier, kolczyki, naszyjnik… Choć raz zrób to jak trzeba. Rusz się i ten cholerny raz zrób to czego od ciebie oczekuję. Oni chcą ładnej buzi, ładnego ciała.
Patrz w sufit, nie rycz, nie masz tuszu wodoodpornego, nie spiernicz godziny przed lustrem… Bądź taka, jak oni chcą. Bądź ich marionetką, bez uczuć, uczucia to tylko problemy.
Warstwa makijażu wydaje się odległą maską, którą trzeba założyć.. bo oni tego chcą. Sztuczny uśmiech i tak nikt nie zwróci na to uwagi. Wszyscy grają, wszyscy.
Pamiętasz co mówili? Pamiętasz, każde cholerne słowo, którym cię karmiono? Pamiętaj, kim dla nich jesteś. Pokaż, że się mylili… pokaż, że cię na coś stać.

 

Budzę się. Otwieram zaspane oczy. Wstaję. Zakładam wytarte jeansy i białą męską bluzę. Śniadanie. Owijam ręce chustą. Prawa, lewa, prawa, lewa, prawa, lewa. Kilka godzin uderzeń w ścianę. Aż kostki będą boleć, aż krzyk uwięźnie w gardle. I staczasz się po ścianie, jak kukiełka, której obcięli sznurki. Z głośników wydobywa się The Rose – andre Reu. Czemu ta piosenka ożywia wspomnienia? Dreszcz rozchodzi się po ciele.. jeden i drugi. W głowie huczą myśli, w pamięci skowyt dziecka, w pamięci ból i strach, w pamięci modlitwy do boga o śmierć, w pamięci stwierdzenie, że bóg nie istnieje. To wszystko w cholernej pamięci. Ostatnie nuty piosenki a z oczu ucieka po cichu kilka skradzionych marzeń. Nie chce. NIE chce. NIE CHCE tak kurwa żyć.
Czekam na kolejną piosenkę, co wybierze dla mnie los. Caitlin de ville – my dark valentine. Nie będę płakać do cholery. Wstaję i znów prawa, lewa, prawa, lewa, prawa, lewa. .. Moje biedne ręce.
Budzi się we mnie zimny demon. W szklanych oczach siła, której chwile temu brakowało. Wypierdalać z mojego życia. Nie chcę już osób, które skrzętnie niszczyły mnie co dzień. Teraz jestem inna, zapomnieliście? Nie ma już tej dobrej mnie. Teraz jestem dla was Rahasyą, już mnie nie znacie.

Rahasya Donesz.

Piękno chwili ulotnej.

Gdy tam byłam, chciałam powrócić tu. Gdy teraz pragnę się tam znaleźć jest to dla mnie nieosiągalne… Bo człowiek nigdy nie docenia tego co posiada, dopiero gdy wszystko traci otwiera oczy i prawdziwie patrzy.
W tym miejscu odcięłam się od świata, od rzeczywistości i wszelkich problemów. W tedy życie było takie łatwe.
Dziś wspominając przypadkowo tamto miejsce żałuję… żałuję, że go prawdziwie dostrzec. Ciekawi mnie jak wygląda w święta, w wigilię. Nie wiem i najprawdopodobniej już nigdy się nie dowiem. Pozostaje tylko wspomnienie drewnianych łóżek z haftowanymi poduszkami i posmak czerstwego chleba.
To nauka dla mnie i dla wszystkich ludzi, doceniajmy to co mamy bo drugi raz może się to już nie zdarzyć. Na przykład dzisiejszy dzień.. powinniśmy cieszyć się że żyjemy, że mamy bliskich, że pada śnieg, deszcz czy świeci słońce… Chwile tak ulotne. Powinniśmy się cieszyć każdym uśmiechem, każdym miłym gestem, każdą osobą spotkaną w naszym życiu. Lecz czy tak postępujemy?
Czy ty człowieku prawdziwie dostrzegasz dzisiaj?

Drugiego takiego dnia nie będzie, nigdy już nie będzie identycznej chwili, lecz czy to doceniam? Nie… Nie doceniam tego że w tej sekundzie istnieję, że są ludzie, którzy z tego powodu się cieszą, że dla nich jestem ważna.
Dni tak szybko mijają, cały świat gdzieś goni, ucieka… Gdybym teraz podarowała ci jeden dzień, jeden jedyny, bez telewizji, telefonu, komputera, radia, pracy, wszystko miałbyś pod ręką. Ten dzień byłby dla ciebie wiecznością. Bo jesteśmy zbyt szybcy, działamy, potem myślimy.
Czytając to zatrzymaj się na chwilę, pomyśl. Znajdź 3 rzeczy w tym dniu, które były piękne. 3 rzeczy, 3 miejsca, 3 osoby – bez różnicy…. po prostu odnajdź piękno. A gdy je znajdziesz ciesz się jak dziecko z tego, że jeszcze jest nadzieja… na lepsze jutro.

Pani Donesz

Mała dziewczynka.

Czasem czuję się jak mała zagubiona dziewczynka. Zgubiłam się na ulicy, wokół ani jednego żywego  ducha. Czuję jakby jeszcze nie nauczyła się wcale, czym jest życie i jak tym należy się posługiwać.
Gdy leżę w łóżku, już w spokoju ciemnej nocy tak bardzo potrzebuję bliskości. Nie chodzi tu o seks, lecz o dwa bijące serca w tym samym rytmie o to ciepło płynące z ciała i z serca drugiego człowieka, o ten dotyk dłoni ocierających łzy, które wciąż kapią po poliku. Złączenie dwóch ciał gdzie nagość nie pozwala na kłamstwa i sekrety. Taka bliskość jest najcenniejsza. Takiej najbardziej poszukujemy. Bliskości fizycznej, która wręcz namacalnie pozwala doświadczyć nam bliskości umysłów, dusz…
Cholera, znowu pieprzę farmazony… ale cóż, coś w życiu robić trzeba gdy sen nie nadchodzi.

P. Donesz.

Być jak pamelo.

pamelo

Hm aby dokładnie zrozumieć o czy piszę trzeba pojąć samego siebie. Większość z was pewnie jadła Pamelo.. taka ogromna duża pomarańcza. Obieranie tego to na prawdę mistrzowska sztuka. Przyznam, że mi obieranie tegoż owocu zajmuje dwa razy więcej czasu niż samo konsumowanie.
W każdym bądź razie pamelo jak każdy wie obiera się dokładnie z tej najcieńszej nawet skórki   gdyż jest ona gorzka i niesmaczna. Pod nią natomiast kryje się słodkość.
Tak samo jest z ludźmi, z niektórymi ludźmi. Próbują być twardzi, z pozoru silni i nieustępliwi tacy, którym zazdrości się, oni nigdy się nie poddają. Są niezniszczalni. Nic bardziej mylnego. Tak na prawdę gdy są sami chodzą zgarbienie, przytłoczeni tym całym życiem, uśmiechają się rzadko gdyż naj zwyklej w świecie nie mają ku temu powodów. Są jak Pamelo. Pokrywa ich taka niewidzialna gorycz a gdy ktoś delikatnie zdejmie tą powłokę może ujrzeć wrażliwych ludzi z prawdziwym, bijącym sercem z uczuciami.
To straszne, że w dzisiejszych czasach ludzie muszą ukrywać swoje prawdziwe JA. Są zmuszeni grać zimne bestie aby nie zginąć na stosie słabych.
Tak często zapominamy, że wrażliwość i serce to nie słabości lecz zalety. Choć w XXI wieku może już jest inaczej? Nie wiem…. Może ja się mylę? Chyba moje poglądy są już starej daty… Cóż pozostawiam wam jednak ten wpis.

Pani Donesz.

jestem tylko człowiekiem z duszą i ciałem.

Jestem tylko człowiekiem. Jak każdy chcę mieć dla kogo żyć i kogo uszczęśliwiać.

Leżę samotnie w łóżku, brakuje obok tego 36,6. Łzy powoli staczają się po polikach, pojawia się myśl „co ja zrobiłam ze swoim życiem?  Kim ja jestem?” To właściwe pytanie, kim ja jestem? kim ja się stałam? Setki myśli uciekają w jednej chwili gdy wpatrzona w lustrzane odbicie widzę tylko pustkę.
Leże w łóżku i zaciskam oczy marząc, że to coś zmieni. Że odejdzie ta jebana samotność. Niech spłonie ten kto wymyślił uczucia. Uczucia są przekleństwem nocy.
Nie oczekuję wielkiej miłości, nie oczekuję nawet małej. Pragnę tylko jako takiego szacunku i po prostu nie chce zasypiać dziś sama… chcę zasnąć wtulona w czyjeś ramiona. Chcę obudzić się i patrzeć w spokojną i szczęśliwą twarz osoby śpiącej obok. Chcę wykraść się z łóżka wcześniej by móc zaskoczyć kogoś poranną kawusią do łóżka.
Wszystkie brudy dnia powszedniego, te kłamstwa wypalone tak starannie pod strumieniem parzącej wody powracają. Znów czuję się brudna. To jest gra życia.

Pani Donesz

Święta – taki czas, którego nie lubię.

Niestety pracochłonne, spisane przemyślenia zostały na tablecie  a tenże tablet jest w drugim domu.  Szkoda…

Ostatnio dużo rozmyślam na temat świąt. Nie lubię świąt. Przy czym sama idea jest wspaniała, tylko wykonanie lipne. A może to przez to, że nie znam świąt?
To przez to że wszystkie święta jakie pamiętam wyglądały tak samo. Zapieprz pełny nerwów i reprymend za złe wykonania i efekty.  Zawsze jakaś kłótnia. Potem wszyscy zbierają się przy stole, modlitwa, śmieszne życzenia.. Śmieszne bo pozorne. Udawanie uśmiechów. Granie szczęśliwej szopki. Haha nie wiem czy było to bardziej zabawne czy bardziej żenujące, I te przytulenia i te sztuczne łzy, można by uwierzyc, że w rękawach przemycona jest cebula by łzy lepiej leciały.  Rozdanie prezentów.  Do tego akurat się nie przyczepię, bo zawsze udawaliśmy, że sa idealne, że spełniają marzenia. To był ten moment gdy łzy kapały lepiej, że nie stac nas na spełnianie marzeń. Ale były prezenty. Były próby pozorów szczęścia.
Potem każdy do swojego pokoju, zabawa skończona. Kiedyś babcia (Boże, w którego wierzyła, opiekuj sie nią w raju) Opowiadała, mi że przynosiłam stare radio na kasety i kolędy góralskie. Śpiewałam, Chciałam, żeby wszyscy śpiewali. Lecz nikt nie chciał. W tedy odnosiłam radio, szłam do pokoju i skulona w kącie płakałam. Tak mówiła babcia. Choinkę ubierałam zawsze sama aż pojawił się mój brat w tedy nagle matka chciała z nim ją ubierać.
Gdy już tak siedziałam którąś godzinę sama przyjeżdżała rodzina. Kolejne życzenia, kolejne, coraz sztuczniejsze uśmiechy. Herbata, ciasto („Kupię , bo po co będziesz piekła?”), i te pytania tak na prawdę o nic.  Co tam u ciebie, a widziałaś ją ostatnio, a wiesz kim jest jej facet, a wiesz, ze on sie ożenił, a widzisz jak rządzą państwem, a jaka kiepska pogoda… blah, blah, blah .. głowa rozbolała.
W tym roku będzie tak samo. Aż nie chce się wracać na święta. I cóż że nie wierzę w boga i tak mam siedzieć przy stole, składać życzenia, modlić się… Jak ja , kurwa, kocham święta.

Otwieram wieko trumny, by znów cię ujrzec.

Dziś rocznica śmierci kogoś mi bardzo bliskiego. Kogoś kto się mną opiekował gdy wszyscy mieli mnie w du***. Niestety ta osoba już nie żyje. Trzeci rok bez niej, wydaje się, że minęły już wieki.
I myślałam, że z czasem wspomnienia się zatrą, zapomnę rysy tej twarzy.. Myliłam się, w końcu jestem tylko człowiekiem. Pamiętam tą twarz, pamiętam te ramiona i tą postać, która już dawno odeszła. Pamiętam swój płacz, swoje przekleństwa, pierwsze święta spędzone wśród ludzi choć tak na prawdę w samotności.

- To dobrze , że nie żyjesz. Nie musisz już patrzyc jak się meczymy, nie musisz męczyc sie z nami. „Tam jest lepiej” – to twoje słowa. Ty tam jesteś. Wiara była w twoim sercu więc ja wierzę, że ci pomogła. I choć bez ciebie jest ciężko i często się poddaję to wiem, że kiedyś się spotkamy. W przyszłym życiu. Kocham cię… Ty o tym wiesz. Nie chcę anioła stróża, bądź tam i odpoczywaj. Ja dam radę sama, najwyżej spotkamy się szybciej. Nie boję się, nie mam już nic do stracenia… Mogę wszystko. Równie dobrze mogę nie dokończyć tego wpisu i po prostu ot tak przestać oddychać. W każdej chwili mogę umrzeć. Nie boję się i nie będę wyczekiwać z załamanymi rękami. Wykorzystam ten czas. Teraz jednak w rękę ujmuję kielich wina, twoje zdrowie pośmiertne.