Dom,

czy to nie zapach jeszcze gorących ciastek ? – Tylko, że nie mam piekarnika
czy to nie zapach koszonej trawy wiosną? -Tylko, że nie mam trawnika
czy to nie wieczory przy herbacie ze znajomymi? – Tylko, że nie mam tu znajomych
czy to nie wino wypite z przyjaciółmi? – Tylko, że nie mam przyjaciół
czy to nie uśmiech matki pytającej jak minął dzień? – Tylko, że nie mam matki
czy to nie kot witający w drzwiach? – Tylko, że nie mam kota
Jestem samotna. Lecz na samą myśl o poznawaniu ludzi i świata odrzuca mnie.
Chyba się już przyzwyczajam.

I dobija świadomość ulotności.
Nic własnego. Wszystko ich.
Zdajesz sobie sprawę,  że Twoje życie też należy do nich.
Mogą je wyrzucić, mogą je zniszczyć
Cieszysz się, że narazie nie robią nic

Podszepty diabła.

anielica_i_diabel

Czy wierzę w diabła? W istotę piekielną, która próbuje skraść moją duszę i strącić na wieczne potępienie? Nie wiem.. chyba nie. Wierzę za to, że po części sama jestem takim diabłem. To jest prawda. KAżdy z nas jest diabłem dla samego siebie. To w naszej duszy czai się ten mrok, mówiący jak słodko smakuje zło. Choć zło to pojęcie względne. To w nas drzemie ten głos podszeptujący co zrobić by było nam pozornie lepiej. Byśmy odczuli swą wyższość, to że jesteśmy panami. Czasem znów szepta byśmy po prostu poszli łatwą drogą, krocząc ku zgubie. Zatracili się we własnym ego, myśląc o śmierci i rozżalając nad samym sobą.  A jednakowoż lubimy tego diabła, lubimy te szepty. Wręcz odczuwamy czasem tęsknotę za nimi gdy zbyt dobrze się układa. Szukamy wymyślnych problemów, by tylko mieć pretekst by się stoczyć, by nie mieć wyrzutów sumienia za własne pogrążenie.

Jesteś sam sobie diabłem. Jesteś złem, które tak bardzo chcesz wyplenić ze swojej duszy. Czyż to nie uroczo? Chcesz pokonać samego siebie… Pogódź się z tym.

Przestańmy na kilka krótkich chwil żyć

Są takie chwile gdy nie masz na nic sił. Wyszedł byś z domu i szedł prosto przed siebie, powoli i świadomie oddalał się z tego miejsca, nigdy już nie wrócił…
Są chwile, w których chętnie utonęła byś w ekstazie złączonych ciał nawet z obcą osobą, tylko po to by poczuć bliskość…
Lecz to tak nie działa. To wypala. Gdy w którymś momencie nie wiesz już, gdzie jest twoje „ja”. Gdzie ono do cholery jest? Gdzie jestem ja?
Niby robisz kok w przód, idziesz a tak na prawdę czujesz się jakby cały świat gnał 3x szybciej byś tak na prawde się cofnął. Nie to tempo… mocniej.. szybciej.

Nie chcesz płakać, nie chcesz krzyczeć, nie chcesz klnąć… w sumie to nic już nie chcesz…  Zajebiste nic. Tak bardzo to wszystko dzieję się jednocześnie w tobie i poza tobą, że masz po prostu dość. Chcesz zrobić cokolwiek, cokolwiek by się uwolnić, lecz nie masz sił. Zamiast wziąć się w garść, ty wydzielasz porcję siły by jeszcze troschę pożyć. Masz już dość. I wszystko bym oddała by najzwyczajniej w świecie się do kogoś przytulić i najzwyczajniej po prostu trwać. Na chwilę niech ulotnią się problemy, na chwilę przestańmy żyć, po prostu trwajmy. Serce obok serca, oddech za oddechem, tuż obok . Proszę, przestańmy na kilka krótkich chwil żyć.

 

Ja mam dość. Oparzyłam się w rękę. Boli. I ten ból jest chyba najnormalniejsza rzeczą jaka mnie od dawna spotkała. Ten ból jest wszystkim co mam na własność. Jest jedyną rzeczą, którą posiadam, w której mogę tonąć by zapomnieć o wszystkim innym. Czuję ból. Przez to jestem bardziej realna, bardziej rzeczywista. Czuję ból, piekący ból. To jest piękne. Staję się bardziej ludzka.

Pani Donesz

Walentynki – dzień zawistnych łez i spragnionych serc

toto

Dziś nikt nie powinien być sam. W ten jeden cholerny dzień każdy powinien kogoś mieć, tuż obok. Powinnam teraz leżeć naga obok jakiegoś mężczyzny zamiast wylewać żale na blogu.
Powinnam teraz kurwa przytulać się do czyichś ramion, oplatać czyjąś talie nogami i mówić jak ta osoba jest dla mnie ważna. Wiecie co jest najgorsze w tym cholernym dniu? Że kiedy 20% społeczeństwa właśnie całuje swoją drugą połówkę to pozostałe 80% ma dziś zajebistą depresję. Jedni próbują to ukrywać, udawać, inni leżą już gdzież zalani z trupa a jebane 2% w tej chwili popełnia samobójstwo.
To chyba najbardziej mokra noc w roku, w żadną inną noc tyle osób nie zwija się spazmatycznie w łóżku, nie płacze patrząc niewidzącym wzrokiem.

Wszyscy chcą kochać, nie tylko wybrańcy. Chcemy miłości bez kłamstw, zdrad i złośliwości. Czułość, namiętność, szczerość, opieka – tego szukamy. Nie rozumiem tego… Czyż nie prościej jest się rozstać niż żyć z sumieniem, które powinno nas zabić? Kochać to znaczy szanować, dbać o czyjeś bardziej niż
nasze.

To miłość powinna decydować o seksie a nie seks o miłości. Seks powinien być połączeniem dwojga dusz, dowodem oddania, takim niewerbalnym „jestem tylko twój, wszystko oddaje tobie, nie ma we mnie nic czego byś nie znała i nie miała”. Czy top tak trudno pojąć?  Kobiety sprzedają swoje ciała za drinka, mężczyźni za ładny uśmiech. Kurwa, to nie o to w tym chodzi.
Nie mówię, że numerki na jedną noc są złe. Czasem każdemu są potrzebne, by podsycić wewnętrzną nadzieję, że nadal potrafimy kochać. Ile kobiet oddaje się na jedną noc mężczyzną tylko po to by usłyszeć kilka kłamstw o przyszłości, rodzinie i dzieciach. Chcemy nakarmić w ten sposób głód miłości.
Owszem czasem kobieta chce żeby ją po prostu zerżnąć no ale… to nie powinno tak wyglądać.

Ok, cały ten wpis jest bez sensu. To przez te walentynki. Brakuje mi  miłości.

P. Donesz.

Feniks wśród cierni.

Wstań, umaluje się, ubierz sukienkę, uczesz włosy, słodkie perfumy.. dalej, rusz się, podkład, szminka, kredka, eye liner, cienie, róż, brąz, grzebień, lakier, kolczyki, naszyjnik… Choć raz zrób to jak trzeba. Rusz się i ten cholerny raz zrób to czego od ciebie oczekuję. Oni chcą ładnej buzi, ładnego ciała.
Patrz w sufit, nie rycz, nie masz tuszu wodoodpornego, nie spiernicz godziny przed lustrem… Bądź taka, jak oni chcą. Bądź ich marionetką, bez uczuć, uczucia to tylko problemy.
Warstwa makijażu wydaje się odległą maską, którą trzeba założyć.. bo oni tego chcą. Sztuczny uśmiech i tak nikt nie zwróci na to uwagi. Wszyscy grają, wszyscy.
Pamiętasz co mówili? Pamiętasz, każde cholerne słowo, którym cię karmiono? Pamiętaj, kim dla nich jesteś. Pokaż, że się mylili… pokaż, że cię na coś stać.

 

Budzę się. Otwieram zaspane oczy. Wstaję. Zakładam wytarte jeansy i białą męską bluzę. Śniadanie. Owijam ręce chustą. Prawa, lewa, prawa, lewa, prawa, lewa. Kilka godzin uderzeń w ścianę. Aż kostki będą boleć, aż krzyk uwięźnie w gardle. I staczasz się po ścianie, jak kukiełka, której obcięli sznurki. Z głośników wydobywa się The Rose – andre Reu. Czemu ta piosenka ożywia wspomnienia? Dreszcz rozchodzi się po ciele.. jeden i drugi. W głowie huczą myśli, w pamięci skowyt dziecka, w pamięci ból i strach, w pamięci modlitwy do boga o śmierć, w pamięci stwierdzenie, że bóg nie istnieje. To wszystko w cholernej pamięci. Ostatnie nuty piosenki a z oczu ucieka po cichu kilka skradzionych marzeń. Nie chce. NIE chce. NIE CHCE tak kurwa żyć.
Czekam na kolejną piosenkę, co wybierze dla mnie los. Caitlin de ville – my dark valentine. Nie będę płakać do cholery. Wstaję i znów prawa, lewa, prawa, lewa, prawa, lewa. .. Moje biedne ręce.
Budzi się we mnie zimny demon. W szklanych oczach siła, której chwile temu brakowało. Wypierdalać z mojego życia. Nie chcę już osób, które skrzętnie niszczyły mnie co dzień. Teraz jestem inna, zapomnieliście? Nie ma już tej dobrej mnie. Teraz jestem dla was Rahasyą, już mnie nie znacie.

Rahasya Donesz.

Mała dziewczynka.

Czasem czuję się jak mała zagubiona dziewczynka. Zgubiłam się na ulicy, wokół ani jednego żywego  ducha. Czuję jakby jeszcze nie nauczyła się wcale, czym jest życie i jak tym należy się posługiwać.
Gdy leżę w łóżku, już w spokoju ciemnej nocy tak bardzo potrzebuję bliskości. Nie chodzi tu o seks, lecz o dwa bijące serca w tym samym rytmie o to ciepło płynące z ciała i z serca drugiego człowieka, o ten dotyk dłoni ocierających łzy, które wciąż kapią po poliku. Złączenie dwóch ciał gdzie nagość nie pozwala na kłamstwa i sekrety. Taka bliskość jest najcenniejsza. Takiej najbardziej poszukujemy. Bliskości fizycznej, która wręcz namacalnie pozwala doświadczyć nam bliskości umysłów, dusz…
Cholera, znowu pieprzę farmazony… ale cóż, coś w życiu robić trzeba gdy sen nie nadchodzi.

P. Donesz.

Być jak pamelo.

pamelo

Hm aby dokładnie zrozumieć o czy piszę trzeba pojąć samego siebie. Większość z was pewnie jadła Pamelo.. taka ogromna duża pomarańcza. Obieranie tego to na prawdę mistrzowska sztuka. Przyznam, że mi obieranie tegoż owocu zajmuje dwa razy więcej czasu niż samo konsumowanie.
W każdym bądź razie pamelo jak każdy wie obiera się dokładnie z tej najcieńszej nawet skórki   gdyż jest ona gorzka i niesmaczna. Pod nią natomiast kryje się słodkość.
Tak samo jest z ludźmi, z niektórymi ludźmi. Próbują być twardzi, z pozoru silni i nieustępliwi tacy, którym zazdrości się, oni nigdy się nie poddają. Są niezniszczalni. Nic bardziej mylnego. Tak na prawdę gdy są sami chodzą zgarbienie, przytłoczeni tym całym życiem, uśmiechają się rzadko gdyż naj zwyklej w świecie nie mają ku temu powodów. Są jak Pamelo. Pokrywa ich taka niewidzialna gorycz a gdy ktoś delikatnie zdejmie tą powłokę może ujrzeć wrażliwych ludzi z prawdziwym, bijącym sercem z uczuciami.
To straszne, że w dzisiejszych czasach ludzie muszą ukrywać swoje prawdziwe JA. Są zmuszeni grać zimne bestie aby nie zginąć na stosie słabych.
Tak często zapominamy, że wrażliwość i serce to nie słabości lecz zalety. Choć w XXI wieku może już jest inaczej? Nie wiem…. Może ja się mylę? Chyba moje poglądy są już starej daty… Cóż pozostawiam wam jednak ten wpis.

Pani Donesz.

jestem tylko człowiekiem z duszą i ciałem.

Jestem tylko człowiekiem. Jak każdy chcę mieć dla kogo żyć i kogo uszczęśliwiać.

Leżę samotnie w łóżku, brakuje obok tego 36,6. Łzy powoli staczają się po polikach, pojawia się myśl „co ja zrobiłam ze swoim życiem?  Kim ja jestem?” To właściwe pytanie, kim ja jestem? kim ja się stałam? Setki myśli uciekają w jednej chwili gdy wpatrzona w lustrzane odbicie widzę tylko pustkę.
Leże w łóżku i zaciskam oczy marząc, że to coś zmieni. Że odejdzie ta jebana samotność. Niech spłonie ten kto wymyślił uczucia. Uczucia są przekleństwem nocy.
Nie oczekuję wielkiej miłości, nie oczekuję nawet małej. Pragnę tylko jako takiego szacunku i po prostu nie chce zasypiać dziś sama… chcę zasnąć wtulona w czyjeś ramiona. Chcę obudzić się i patrzeć w spokojną i szczęśliwą twarz osoby śpiącej obok. Chcę wykraść się z łóżka wcześniej by móc zaskoczyć kogoś poranną kawusią do łóżka.
Wszystkie brudy dnia powszedniego, te kłamstwa wypalone tak starannie pod strumieniem parzącej wody powracają. Znów czuję się brudna. To jest gra życia.

Pani Donesz

Misz-masz mojej religijności

W mojej duszy nie drzemie Bóg ani miłość, w mojej duszy drzemią tysiące niepoukładanych myśli i głosów stanowiących fundamentalną część mojego bytu i mówiących o tym w co wierze. Więc .. w co wierzę?
Niestety w ludzi już nie. Mimo wolnej woli i tylu możliwości ludzie wciąż postępują źle, niegodni swojego człowieczeństwa. Nie mówię, skąd, że jestem lepsza od nich. Jestem tylko małym pionkiem w tej grze i czasem muszę użyć jak i pozostali czarnych kart schowanych we włosach.
Wierzę, że to wszystko jest grą, wyżej ustawioną zabawą, w której tak jakby wynik był już powszechnie znany tylko my nie zostaliśmy oświeceni tą informacją, która pozbawiłaby nas kilku nieprzespanych nocy. Aczkolwiek to wszystko co się dzieje, te wszystkie złe decyzje również nas uczą. Sprawiają, że nasz charakter się kształtuje a dusza ewoluuje na wyższe stadium bytu. Dla mnie nie ma przypadków ani zbiegów okoliczności, wszystko zostało spisane i postanowione a nasza wolna wola jest grą pozorów mającą na celu wezbranie w nas przekonania o wartościowości naszych myśli i tego, że to my ustalamy zasady, kształtuje w nas samych element „Boga”, gdy to my jesteśmy stwórcami tworzącymi dzieło jakim jest nasze zycie, tak aby adekwatnie do niego móc po śmierci napisać własne CV z określeniem celowości i sensu pokazując, że nie strach nam wypowiedzieć słowa „To ja, tak właśnie żyłem, taki się stałem i nie żałuję ani słowa”. Lecz tak na prawdę, w moim skromnym mniemaniu, które oczywiście nie musi być adekwatne do waszych myśli i przekonań i nie ma na celu obrażenie lub urażenie was.. a więc tak na prawdę to wszystko jest iluzją. Iluzja XXI wieku.
Kontynuując ten fascynujący temat (który wpadł mi do głowy co śmieszne podczas kąpieli) Wierzę, że każdy staje przed śmiercią równy sobie choć nierówny nieśmiertelności i potędze bytu uśmiercającego. Nie twierdzę, że dzieje się to tak jak w bajkowych przedstawieniach, gdzie przychodzi zakapturzona postać i mówi, że nas porywa (tak, w moich bajkach były takie… ;> ) Twierdzę, że dusza ludzka unosi się w przestrzeń, sferę astralną niedostępną dla tak, że to kolokwialnie określę (przepraszam) ciemnych mas jakimi uczyniło nas nasze człowieczeństwo. ( Wskazuje na to choćby sam fakt ograniczonych możliwości bytu naszego, choćby to iż odczuć naszej duchowości nie da się ubrać w adekwatne słowa co czyni nas głupcami próbującymi opisać nieopisane a naszą obecną formę istnienia czyni niedopracowanym projektem wyższego bytu, jak widać dość jeszcze mimo trudności niedopracowanym). Wierzę w śmierć jako taką i w jej celowość. Co do piekła i nieba moja wiara jest dość sceptyczna w zasadzie to jej brak. Dla mnie te dwie sfery są nieznane, niezbadane i nie stykają się bezpośrednio z moim życiem co czyni je surrealistycznymi oraz poddaje w wątpliwość ich egzystencję. Wyznaję natomiast reinkarnację, wierzę , że po locie astralnym nasza dusza uda się do nowego ciała, w którym będzie mogła w jakiś sposób zacząć od początku grę, w podświadomości zachowując już nawyki bądź cząstkę swego poprzedniego egzystencjalizmu. Nie twierdzę, że kiedyś ta wędrówka się nie kończy gdy dusza osiągnie katharsis podobnie jak stan katharsis, który w rzadkich chwilach osiąga nasza ludzka powłoka. Jednak jest to dla mnie nie wiadome. Również czasem warto zostawić niedopowiedzenia, na które odpowiedź przyjdzie o właściwej porze gdy nasz rozum będzie w stanie zrozumieć i pojąć w pełni te niezwykłe rzeczy.
Nie ma w mojej głowie miejsca dla Boga jako takiego. Nie wierzę w Stwórcę, Trójcę Świętą oraz inne osobistości chrześcijaństwa. Wyznaję wiarę w siłę wyższą jako patrona, wielkiego opiekuna lecz jest on dla mnie formą czysto eteryczną, bezcielesną. Po prostu siłą ciążącą nad światem i swą mocą patrzącą na nas, byśmy my – ziemscy głupcy nie zniszczyli doszczętnie tego świata. Nie jest to może tak prymitywne jak wiara w żywioły, choć i w tym drzemie jakaś nieodłączna istota od której ciężko się oderwać, można ją wręcz nazwać magią. Budda, Mahomed oraz inne osobistości , choć nie goszczą w moim panteonie i są one odległe od mojego bytu tak jak Bóg Ra, Bóstwa zwierzęce lub Zeus to nie twierdzę, iż wiary te są złe, bądź nie prawdziwe.
Wiara jest czymś potrzebnym człowiekowi, bo ona daje nam nadzieje. W zasadzie, choć to już daleko wysunięte opinie, to najważniejsze, moim zdaniem, jest to aby wierzyć a nie to w kogo lub co wierzymy. Sama świadomość już jest ważna bo ma bardzo znaczący wpływ na kształtowanie się naszej hierarchii  wartości oraz charakteru.
Pozostaje jeszcze kwestia form okazywania swej wiary, z którą niestety mam już gorzej. W większości mi znanych religiach występują formy modlitw lub słów i próśb kierowanych do wyższego bytu oraz oddawane mu hołdy, święta pochwalne i tego rodzaju rzeczy. Ja niestety nie uznaję modlitw, nie znajdziesz w moich ustach choć słowa kierowanego do wyższego Bóstwa, nie ma we mnie chwały i poszanowania jako takiego bezpośrednio skierowanego. Aczkolwiek mogę się obronić, moją formą wyznania wiary jest zachowanie i szacunek kierowany dla bliźnich i wszystkich rzeczy materialnych oraz żywych występujących we wszechświecie co nie oznacza, że jestem wasze miła. Bo często odpłacam pięknym za nadobne, lub po prostu jestem zła. Ale to już inna bajka.
Może to wszystko jest tylko paplaniną osoby znudzonej życiem, zwykłymi bzdurami.. aczkolwiek starałam się pokazać ci mnie i moją duszę.

Pani Donesz

Pod ręke z Kopernikiem.

Cieplutkie wspomnienia

Cieplutkie wspomnienia

Napłynęły radosne nowiny. Po świętach czeka mnie miasto pierników, płatków Nestle i pięknych fontann. Przekładając na przyziemne słowa jadę do Torunia gdzie zagoszczę do Nowego roku.
Jestem domatorką z jako takim zapleczem podróżniczym i śmiało stwierdzam , że Toruń to moje ukochane miasto. Czaruje mnie za każdym razem gdy tam wpadam i co raz bardziej nie chce wypuścić.
Park Bydgoski, Bulwar Filadelfijski.. ach. Fontanna Cosmopolitan.. już nie mogę się doczekać.
Może w tym roku wyjawię kilka tajemnic więcej i pokażę urokliwe zdjęcia.

Gdybyście przypadkiem po świętach przebywali w Toruńskim Manekinie, gdzie podają najlepsze naleśniki na świecie rozejrzyjcie się dookoła… może właśnie siedzę naprzeciwko.

P. Donesz.

Toruń - Fot. Grupa Falco

Toruń – Fot. Grupa Falco