Dom,

czy to nie zapach jeszcze gorących ciastek ? – Tylko, że nie mam piekarnika
czy to nie zapach koszonej trawy wiosną? -Tylko, że nie mam trawnika
czy to nie wieczory przy herbacie ze znajomymi? – Tylko, że nie mam tu znajomych
czy to nie wino wypite z przyjaciółmi? – Tylko, że nie mam przyjaciół
czy to nie uśmiech matki pytającej jak minął dzień? – Tylko, że nie mam matki
czy to nie kot witający w drzwiach? – Tylko, że nie mam kota
Jestem samotna. Lecz na samą myśl o poznawaniu ludzi i świata odrzuca mnie.
Chyba się już przyzwyczajam.

I dobija świadomość ulotności.
Nic własnego. Wszystko ich.
Zdajesz sobie sprawę,  że Twoje życie też należy do nich.
Mogą je wyrzucić, mogą je zniszczyć
Cieszysz się, że narazie nie robią nic

Piękno chwili ulotnej.

Gdy tam byłam, chciałam powrócić tu. Gdy teraz pragnę się tam znaleźć jest to dla mnie nieosiągalne… Bo człowiek nigdy nie docenia tego co posiada, dopiero gdy wszystko traci otwiera oczy i prawdziwie patrzy.
W tym miejscu odcięłam się od świata, od rzeczywistości i wszelkich problemów. W tedy życie było takie łatwe.
Dziś wspominając przypadkowo tamto miejsce żałuję… żałuję, że go prawdziwie dostrzec. Ciekawi mnie jak wygląda w święta, w wigilię. Nie wiem i najprawdopodobniej już nigdy się nie dowiem. Pozostaje tylko wspomnienie drewnianych łóżek z haftowanymi poduszkami i posmak czerstwego chleba.
To nauka dla mnie i dla wszystkich ludzi, doceniajmy to co mamy bo drugi raz może się to już nie zdarzyć. Na przykład dzisiejszy dzień.. powinniśmy cieszyć się że żyjemy, że mamy bliskich, że pada śnieg, deszcz czy świeci słońce… Chwile tak ulotne. Powinniśmy się cieszyć każdym uśmiechem, każdym miłym gestem, każdą osobą spotkaną w naszym życiu. Lecz czy tak postępujemy?
Czy ty człowieku prawdziwie dostrzegasz dzisiaj?

Drugiego takiego dnia nie będzie, nigdy już nie będzie identycznej chwili, lecz czy to doceniam? Nie… Nie doceniam tego że w tej sekundzie istnieję, że są ludzie, którzy z tego powodu się cieszą, że dla nich jestem ważna.
Dni tak szybko mijają, cały świat gdzieś goni, ucieka… Gdybym teraz podarowała ci jeden dzień, jeden jedyny, bez telewizji, telefonu, komputera, radia, pracy, wszystko miałbyś pod ręką. Ten dzień byłby dla ciebie wiecznością. Bo jesteśmy zbyt szybcy, działamy, potem myślimy.
Czytając to zatrzymaj się na chwilę, pomyśl. Znajdź 3 rzeczy w tym dniu, które były piękne. 3 rzeczy, 3 miejsca, 3 osoby – bez różnicy…. po prostu odnajdź piękno. A gdy je znajdziesz ciesz się jak dziecko z tego, że jeszcze jest nadzieja… na lepsze jutro.

Pani Donesz

Być jak pamelo.

pamelo

Hm aby dokładnie zrozumieć o czy piszę trzeba pojąć samego siebie. Większość z was pewnie jadła Pamelo.. taka ogromna duża pomarańcza. Obieranie tego to na prawdę mistrzowska sztuka. Przyznam, że mi obieranie tegoż owocu zajmuje dwa razy więcej czasu niż samo konsumowanie.
W każdym bądź razie pamelo jak każdy wie obiera się dokładnie z tej najcieńszej nawet skórki   gdyż jest ona gorzka i niesmaczna. Pod nią natomiast kryje się słodkość.
Tak samo jest z ludźmi, z niektórymi ludźmi. Próbują być twardzi, z pozoru silni i nieustępliwi tacy, którym zazdrości się, oni nigdy się nie poddają. Są niezniszczalni. Nic bardziej mylnego. Tak na prawdę gdy są sami chodzą zgarbienie, przytłoczeni tym całym życiem, uśmiechają się rzadko gdyż naj zwyklej w świecie nie mają ku temu powodów. Są jak Pamelo. Pokrywa ich taka niewidzialna gorycz a gdy ktoś delikatnie zdejmie tą powłokę może ujrzeć wrażliwych ludzi z prawdziwym, bijącym sercem z uczuciami.
To straszne, że w dzisiejszych czasach ludzie muszą ukrywać swoje prawdziwe JA. Są zmuszeni grać zimne bestie aby nie zginąć na stosie słabych.
Tak często zapominamy, że wrażliwość i serce to nie słabości lecz zalety. Choć w XXI wieku może już jest inaczej? Nie wiem…. Może ja się mylę? Chyba moje poglądy są już starej daty… Cóż pozostawiam wam jednak ten wpis.

Pani Donesz.

Otwieram wieko trumny, by znów cię ujrzec.

Dziś rocznica śmierci kogoś mi bardzo bliskiego. Kogoś kto się mną opiekował gdy wszyscy mieli mnie w du***. Niestety ta osoba już nie żyje. Trzeci rok bez niej, wydaje się, że minęły już wieki.
I myślałam, że z czasem wspomnienia się zatrą, zapomnę rysy tej twarzy.. Myliłam się, w końcu jestem tylko człowiekiem. Pamiętam tą twarz, pamiętam te ramiona i tą postać, która już dawno odeszła. Pamiętam swój płacz, swoje przekleństwa, pierwsze święta spędzone wśród ludzi choć tak na prawdę w samotności.

- To dobrze , że nie żyjesz. Nie musisz już patrzyc jak się meczymy, nie musisz męczyc sie z nami. „Tam jest lepiej” – to twoje słowa. Ty tam jesteś. Wiara była w twoim sercu więc ja wierzę, że ci pomogła. I choć bez ciebie jest ciężko i często się poddaję to wiem, że kiedyś się spotkamy. W przyszłym życiu. Kocham cię… Ty o tym wiesz. Nie chcę anioła stróża, bądź tam i odpoczywaj. Ja dam radę sama, najwyżej spotkamy się szybciej. Nie boję się, nie mam już nic do stracenia… Mogę wszystko. Równie dobrze mogę nie dokończyć tego wpisu i po prostu ot tak przestać oddychać. W każdej chwili mogę umrzeć. Nie boję się i nie będę wyczekiwać z załamanymi rękami. Wykorzystam ten czas. Teraz jednak w rękę ujmuję kielich wina, twoje zdrowie pośmiertne.

Spustoszenie emocjonale.

Wchodzę do pokoju. Białe ściany, biały sufit, czarna podłoga. Nie ma tu okien, drzwi zamknięte na klucz. Na środku tylko krzesło; twarde, nieugięte jak życie. I ja. Siadam garbiąc plecy. Czy widać coś na mojej twarzy? Choćby jedną łzę, skradzioną ukradkiem?
Nie.
Po prostu siedzę. Nie ma we mnie już nic. Nawet jednej cholernej łzy. W pokoju panuje zaduch, to atmosfera dawnych uczuć i dni. Przytłacza. Wyprostować plecy to za duży koszt.
Jak szmaciana lalka. Powiesz coś – odbije się echem. Rozbierzesz to bierz. Nie ważne już uczucia, chęci, starania. Mnie już nie ma. Umarłam.

Wasza Pani Donesz

Póki sił starczy…

Chwilami gorzej… chwilami lepiej.
Zwykłe życie.
Melancholia.
Chciałabym uciec. Uciec gdzieś daleko.
Boję się. Strach jest rzeczą ludzką. Boimy się samej niewiedzy i nieznajomości danej rzeczy, sytuacji.
Wychodzę na balkon. Z kieszeni wystaje ostatni papieros. „Od jutra nie palę” – co dzień ten sam tekst.  Palenie zły nałóg. Ale ten moment gdy nie myślisz o niczym… Czuje zimny powiew wiatru. Skóra reaguje. Wyautowana, wyłączona z życia. Ostatnie zaciągnięcie „zamknę  oczy, policzę do 10 , pstryczek nim otworze oczy, życie nabierze sensu” jak to pisał jeden z popularnych polskich raperów mianowicie Buka. Otwieram oczy i życie na prawdę jest jakieś lepsze. Ale potem razem z posmakiem goryczy w ustach powracają myśli, powracają realia.  Myślenie boli- to święta racja, gdy życie daje kopa. trzeba walczyć, nawet jeśli łzy się cisną do oczu. Trzeba walczyć, nawet gdy już nie ma o co. Walczę, choć zostałam sama. Tak, nie mam nikogo, nikogo kto stałby obok. Próbuję sobie wmówić, że tak jest lepiej, ponieważ skoro nie mam nikogo to nikogo nie stracę. Człowiek jednak jest istotą tak złożoną, że potrzebuje bliskości. Nie chcę użalać się nad sobą. Nie powiem już, że chcę się zabić. Nie chcę. Obiecałam sobie, że wykorzystam to życie w pełni. Będę skakać z mostów i łapać tlen, póki sił mi starczy i serce będzie bić.
I czasem nachodzi ta myśl. Stanąć na krawędzi, rozłożyć ramiona. Krok w przód i popaść w ramiona otchłani. Później otworzyć oczy, zlana potem zakończyć pocałunek Morfeusza. Wstać i żyć dalej jakby nigdy nic się nie stało.

Pusty śmiech obłąkanego.

Chyba powoli się wypalam, jak świeca na stole w zimne wieczory. Ktoś ją podpalił i zostawił, płonęła samotnie w ciszy i spokoju. W końcu zawiał okrutny powiew, nikt nie wie skąd a może zewsząd naraz… zgasła biedna świeczka. Zostałam w pokoju sama.

Brak mi apetytu na życie. Brak apetytu, który napędza mięśnie do działania, który każe myślec i wstac. Idę w kierunku bliżej nieokreślonym. Staję na środku jezdni. Ściągam kurtkę i rzucam w stronę rowu. Spokojnie kładę się w poprzek drogi, podkładając ręce pod głowę. Trochę niewygodnie. Czuję się jak Śnieżka zamknięta w trumnie. Trochę niewygodnie. I śmieję się gdy nic nie nadjeżdża. Nawet twój Bóg mnie nie kocha. Nawet on mnie nie chce. Może się boi, że popsuje mu niebo…

Zaszyte usta

smutna_roza.jpg

Milczenie.
Nadchodzi taki czas
gdy trzeba zamknąć usta
Nadchodzi taki czas
Gdy wróg do drzwi puka
Nadchodzi taki czas
w którym wolisz nie pamiętać
Nadchodzi taki czas
Gdy nie chcesz ich słuchać
Nadchodzi taki czas …
Czas na milczenie.

/ P. Donesz.

 

Chyba powoli się wykańczam. Ale dzielnie wstaje jak co dzień, uśmiecham się  i żyję. Staram się doceniać ludzi, którzy są blisko, tych którzy mnie wspierają i na których mogę liczyć. Nie wiem co bym zrobiła bez nich..
Jutro napiszę wam jak poszły wyniki. Zobaczymy co świat szykuje przed nami. Dam radę.
Zaczynam sie naprawiać, już nie chcę tak, nie chcę tak trwać w pustce. Zalepiam puste serce wypełniam je pozytywnymi myślami. Tym razem nie dam sie zwieść, nie dam się zabić.

P. Donesz

Pojawiam sie i znikam. Uciekam aby wrócić

Sorki, że zwiałam na tak długo… Nie mogłam dać rady , ale teraz już jest jasno i  przejrzyście.

cropped-ihO0bnh8pun72y2iVjfY.png

Wyprowadziłam się  ( W KOŃCU!)
Zaczynam nowe życie. Poznałam wielu nowych ludzi a stare życie odchodzi.
Jestem innym człowiekiem i w koncu mam okazje to udowodnić.
Mam przy sobie najlepszego faceta na świecie, choć na niego nie zasługuje. Dużo sie dizało i dużo rzeczy zepsułam ale jest dobrze, narazie. Mam zamiar cieszyć sie póki mogę. Liczy się tylko teraz i tu.
Co prawda w chorej głowie zawsze będą chore pomysły ale teraz już przenoszę je na sferę życia w której przyda sie odrobinka szaleństwa… heh ale to strefa prywatna i intymna, o której napiszę kiedy indziej.

KAżdy nowy dzień przynosi nowe wspomnienia i nowe chwile, do których będę potem wracać. Jest dobrez. Może nie jest ekstra, super, idealnie ale jest dobrze. Nie można wymagać za wiele a ja i tak dostałam nazbyt. Mam  przyjaciół na których moge liczyć. Najpierw trzeba coś spieprzyć , żeby docenić.
Ranie dużo ludzi, nawet nie chcąc ale muszę sie ogarnąć. Pracuję nad sobą i wierzę, że będzie dobrze. Oby…

- Wasza P. Donesz