Dom,

czy to nie zapach jeszcze gorących ciastek ? – Tylko, że nie mam piekarnika
czy to nie zapach koszonej trawy wiosną? -Tylko, że nie mam trawnika
czy to nie wieczory przy herbacie ze znajomymi? – Tylko, że nie mam tu znajomych
czy to nie wino wypite z przyjaciółmi? – Tylko, że nie mam przyjaciół
czy to nie uśmiech matki pytającej jak minął dzień? – Tylko, że nie mam matki
czy to nie kot witający w drzwiach? – Tylko, że nie mam kota
Jestem samotna. Lecz na samą myśl o poznawaniu ludzi i świata odrzuca mnie.
Chyba się już przyzwyczajam.

I dobija świadomość ulotności.
Nic własnego. Wszystko ich.
Zdajesz sobie sprawę,  że Twoje życie też należy do nich.
Mogą je wyrzucić, mogą je zniszczyć
Cieszysz się, że narazie nie robią nic

Ain’t nobody love me better…

Czuję, że się rozpadam. Czuję, że mam dość. Mam ochotę robić złe rzeczy, złe rzeczy, które tak bardzo by wyleczył ból psychiczny, bólem fizycznym.
Obiecywałeś. Miałeś być. Obiecałeś dom, rodzinę.. I gdzie TY do cholery jesteś?
Nie ma Cię… Znów jestem sama.
I nie mogę patrzeć na to serce, na ten dom, na Twoje zdjęcie.
Chyba nigdy już mnie nie zobaczysz…
Jeszcze tylko rzeczy do Ciebie wyślę. Może zostawię choć jedną. Na pamiątkę, że byłeś.
I jak mam powiedzieć to tym, którzy kochali Cię ze mną?
I kolejny wieczór gdy płaczę.
To takie puste i bezwartościowe jak cała ja.
I wiesz mi, że gdyby nie on to bym leżała już martwa. On mnie pilnuje. On mnie broni niczym anioł. Mój James.

I pomyśleć, że już nawet piszę słowa w eter. Kolejny list, którego adresat nigdy nie przeczyta…
Robię się coraz zabawniejsza… i tak kurewsko żałosna.

Krawię cicho żyjąc….

I co, co teraz zrobisz? Gdy zostałaś sama? Co teraz zrobisz? Nie zadawalało cię twoje życie, więc je zjebałaś. I co teraz masz? Zupełnie nic.
I boli choć miałaś już nie mieć uczuć. Dobrze Ci? Jesteś złym człowiekiem, zasłużyłaś. Zostawili Cię albo Ty ich zostawiłaś. 13 powodów by nie istnieć, 13 powodów by cierpieć. Oni stają się kolejnymi imionami na tej liście.
I układasz plan na przyszłość, choć nie jesteś pewna jutra. Nie jesteś pewna czy wytrwasz.
Chichot losu.

Przygarnij samotną kobietę. czyli kac moralny.

735085_420354838044369_499777014_n

Mam kaca. Gorzej mam kaca moralnego. Nie kaca kaca, lecz kaca moralniaka. I to boli. Bo mam doła. Doła? Co ja pieprzę, wielki kanion mam. I głupia jestem.
I jak osioł ze Shreka siedzę po środku pokoju wołając w przestrzeń.. „niech mnie ktoś przytuli…”. Ale wiem, że w myślach ‚Ktoś” ma dokładnego adresata. Ale muszę zaczekać. Jeszcze troszkę.
Albo lepiej, przestać pić.

Hahahaha dobra, przestane sama sę rozśmieszać. Może uszczuplę do „przestać pić tyle”. Ale w sumie. Była okazja, nie piłam sama. Sama nie piję, chyba, że akurat piję.

Czekam. I już nawet nie liczę, każdy dzień niesie kolejny letarg, kolejny cios. I niżej i niżej i niżej. Wyglądam coraz lepiej. Wyprostowane ramiona, lekko zadarty nosek, uśmiech i jakby częściej nogi odkryte. I ruchy takie śmielsze. A wewnątrz jak na targowisku.. Tu coś, tam coś, tu smuteczek, tam radostka, tu łezka, tam uśmieszek, tu puszczone oczko, tam pogardliwy wzrok.

beznazwy

Dotąd nie znałam tej strony mnie. Tej która próbuje nadrobić lata bez miłości. Tej czułej, otwartej , radosnej mnie. Tak wrażliwej. Paleta uczuć 50 barw. Już nie 3 podstawowe kolory. Jestem malarzem, do którego przyszły muzy. Jestem ziemią, która ogląda wschód, uśmiechem pojawiającym się na widok ostatniego papierosa, zapachem nowootwartej paczki fajek.
I niepokoją mnie te uczucia. Odnalazłam w sobie siłę jednocześnie odkrywając jak bardzo jestem krucha. Taka krucha, delikatna. Nie skrzywdź. Proszę. Jestem kwiatem, który usychał a ty go odratowałeś. Teraz pozwól dalej rosnąć, nie zrywaj i nie zostawiaj. Nadal dbaj.
Nie jestem pusta. Ale potrafię wynagradzać. Zadbaj o mnie, przygarnij pod swoje ramiona, opiekuj się mną. Jak kredyt w banku, zwrócę z odsetkami. Będę twoją chlubą, będę jak lalka wystawowa. Pracować po równo, wspomagać Cię,  dopieszczać pod każdym względem, dbać o Ciebie.. pokaż mi co mam robić, wskaż jak a zrobię wszystko. Nie powiem, że umiem wszystko, ale nauczę się dla Ciebie. Proszę, zaopiekuj się mną. Proszę… nie skrzywdź.
Nie jestem święta, ale dla Ciebie nauczę się pokory. Będę Twoją niewolnicą jeśli tego sobie życzysz.

tumblr_nails1FbR71s6js1do1_500

Będę kim zechcesz, tylko daj mi szansę. Jak tak bardzo nie chcę być sama.
Zostawię wszystko. Tylko bądź, Weź mnie w ramiona i nigdy nie zostawiaj. Pilnuj i nigdy nie pozwól odejść. Nie zostawiaj mnie samej.
Ufam Ci, czekam. Tylko mnie znajdź.

Donesz

dzień numer 6

Mnie nie można zostawiać samej.. Błagam.. Ja się tak cholernie boję. Tak bardzo..
Z każdym dniem czuję, że nie dam rady z tym życiem, to mnie przerasta. Chcę schować się w swoim bezpiecznym miejscu i tak powolutku sobie umierać. JA nie podołam. Nie potrafię zacząć od nowa. Ja się boję. I płaczę. I to powiększa mój strach. I modlę się. I wciąż nie wierzę w boga. I boję się. Ja wątpię już we wszystko. W uczucia, w siebie, w swoje życie. Mam dość. Ja nie dorosłam. Mam ochotę płakać. I płaczę, zdecydowanie za często. kryzys? Depresja? Ale ja rzez całe życie mam tą jebaną depresję.
I jeszcze tylko gdy patrzę w jego oczy wszystko to mija. Gdy patrzę na zdjęcia, kryjące jego uśmiech. Gdy przypominam sobie dotyk jego dloni na moim policzku. Wtedy jest lepiej. W tedy wiem wszystko.
Ale go nie ma, Jest daleko. I sercem go czuję, i duszą go czuję, lecz rozumu nie oszukasz. Każdego dnia budzę się patrząc na kolejną kartkę z napisem „kocham” , każdego wieczoruu skreślam kolejny dzień. I tylko to przytrzymuje mnie jeszcze. Ja się tak bardzo boję.
Mam wrażenie , że to okaże się wielkim zajebistym snem. Ja tego nie przetrwam już. Jeśli to sen to chcę zasnąć nim na wieki. Nie mam sił by cierpieć.
Boję się.