Dom,

czy to nie zapach jeszcze gorących ciastek ? – Tylko, że nie mam piekarnika
czy to nie zapach koszonej trawy wiosną? -Tylko, że nie mam trawnika
czy to nie wieczory przy herbacie ze znajomymi? – Tylko, że nie mam tu znajomych
czy to nie wino wypite z przyjaciółmi? – Tylko, że nie mam przyjaciół
czy to nie uśmiech matki pytającej jak minął dzień? – Tylko, że nie mam matki
czy to nie kot witający w drzwiach? – Tylko, że nie mam kota
Jestem samotna. Lecz na samą myśl o poznawaniu ludzi i świata odrzuca mnie.
Chyba się już przyzwyczajam.

I dobija świadomość ulotności.
Nic własnego. Wszystko ich.
Zdajesz sobie sprawę,  że Twoje życie też należy do nich.
Mogą je wyrzucić, mogą je zniszczyć
Cieszysz się, że narazie nie robią nic

Matrioszka bez zaufania.

Jak to jest, że dla ludzi wiecznie się poświęcamy? Jesteśmy zawsze gdy nas potrzebują… a gdy my ich potrzebujemy nie mamy nikogo…
Jestem małą marionetką. Martwo obracającą głową lalką. Ni to brzydko, ni to ładną. Jedną z wielu a mimo to jedyną w swoim rodzaju.
Mam dość. Mam cholera dość tej samotności? I cóż to są za ludzie? Demony jakieś. Nie ma ludzi dobrych są tylko źli i ci, którzy ukrywają to zło. Pierdole was wszystkich. I cóż to za szantaże? I co miło Ci gdy mnie krzywdzisz? I co miło Ci gdy planujesz zranic wszystkich wokół mnie? I co kochasz mnie taką jaką jestem ale chcesz mnie zmieniać? hah…
To chyba nie mnie kochasz.
Nic nie rozumiecie. Głupi ludzie. Nigdy nic nie zrozumiecie, bo żadne z was nie ma w sobie empatii. I wiecie co, jesteście okrutni.
Na moim miejscu każdy by się zabił. Już lata temu. No popatrz a ja żyję. I co mam z tego życia?
Zimna suka. Tak mnie kiedyś nazywali. I wiesz.. w sumie za tym tęsknie. Bo tak łątwo było być zimną suką. A teraz? A teraz muszę ratować własną rodzinę. Znów muszę ich ratować. Znów swoim kosztem. Muszę tuszować stare rzeczy…
Straciłam zaufanie, które miałam jeszcze do wczoraj. Dziś nie wiem czego mam się spodziewać, nie wiem czy mogę wierzyć. Moje bezpieczeństwo prysnęło niczym bajka. Już żadne pozory i ramiona nie pomogą. Już nie jestem bezpieczna. Pora uciekać. Zostawić to wszystko w cholerę, niech płonie. Muszę uciec. By ich ratować. Zostawić wszystkich i wszystko raz na zawsze. Razem z tym co zyskałam tak nie dawno. Nie zostawiać nic i nikogo. Nie zabierać ze sobą.
Jedna książka. Nowa karta sim w telefonie. Nowe nazwisko. Nowe miasto. I kilka tysięcy odłożonych na czarną godzinę. Muszę zaczekać. Pół roku na ułożenie wszystkiego. Na zdobycie planów. Pół roku na zmianę nazwiska.
To moje ostatnie święta. Więcej ich już nie będzie…

Otwarte usta…

Photo0026

Są chwile, w których czuję się taka.. pusta, samotna. Mimo tego, że mam kilka osób. Choć to nie kwestia posiadania. Mimo, że są osoby, które ze mną rozmawiają. Nawet kilka. Ale choć widnieją w kontaktach to nie da się uniknąć samotnych chwil i to najczęściej w momentach gdy chcielibyśmy kogoś. By po prostu był. By się interesował, dopytywał. Ale jednocześnie albo nie mamy nikogo takiego albo nie chcemy się narzucać.
W końcu mamy dumę, honor i nie chcemy czegoś z litości, nie chcemy pokazywać jak nam zależy. Tak ciężko przyznać się nawet przed samym sobą, że kogoś potrzebujemy. Nie do seksu, nie do związku, nie do przyjaźni ale do zwykłej cholernej rozmowy.  Nie musi być na stałe, ma być teraz, w tej cholernej chwili.
I w sumie nic takiego się nie dzieje, i w sumie pewnie nie było by o czym rozmawiać. A mimo to potrzebujemy tego. Potrzebujemy zainteresowania.
Choć czasem mamy dość tego zainteresowania, wpieprzania się w nasze życie, potrzebujemy non stop kogoś kto trwa, wedle naszych zachcianek, kogoś komu możemy od tak powiedzieć „Ej, kolego, jaka dziś marna pogoda” lub „Dzisiaj jest dobry dzień.. dobry dzień na samobójstwo”. Potrzebujemy ludzi, których będzie interesował nasz ulubiony kolor, to ile słodzimy herbatę i to o czym marzymy. Nawet to na co mamy ochotę w danej chwili. Każdy chce mieć kogoś z kim będzie mógł się podzielić każdą myślą.
I czasem myślisz o czymś, chcesz to przekazać. I wybierasz wśród kontaktów a gdy w końcu wybierzesz choć jeden i już masz kliknąć „wyślij” przychodzi myśl „a nie, ty już nie jesteś częścią mojego życia.”
Aj. Ale cóż bywa i tak, że czasem trzeba zamknąć otwarte usta przed wypowiedzeniem choć słowa…

Donesz

Ostatnie pożegnanie – wędrówka samotnych.

beznazwy

Ostatecznie pożegnałam się z przeszłością, powoli zacierane są za mną ślady. Zawsze myślałam, że wszystko ułatwiłoby moje zniknięcie. I miałam rację. Zaczyna się etap gdy przestaję żyć w tamtym świecie. Tak jakby nigdy mnie nie było. Zmiany przytłaczają.
Gdy słyszysz o tym, że wykreślili Cię już choć fałszywie łudzą tęsknotą. To zabawne. Szkoda, że nie potrafię się śmiać. Nie ma powrotu a mimo to każdy mówi, że wrócisz. Czy to oznacza, że nie wierzą, iż podołasz?
Czy ty wierzysz, że podołasz?
Tak łatwo byłoby się poddać. Tak łatwo… Ale nie. Nie JA. Muszę dać radę. Teraz mam dla kogo walczyć. Gdyby nie to teraz by mnie tu nie było. Poddawała bym się i tonęła w nieżyciu a zamiast tego próbuję wszystko jasno ułożyć. Tylko potrzebuję trochę czasu i ramion, które mnie przytrzymają.
Razem stworzymy lepsze jutro. Nawet gdy będzie źle. Wierze, że nie będę sama. Choć się tego boję. Ale strach  jest rzeczą ludzką.

Trafiłam na mężczyznę, przy którym nie muszę być silna. Całe życie byłam silna. Zawsze byłam silna. Nie mogłam być słaba bo bym zdechła. Choć byłam słaba i umierałam wewnętrznie i tak grałam silną. W końcu nie muszę. Zawsze płacząc kryłam się, by nikt nie widział tych łez. A teraz wiem, że nie muszę. Mogę płakać w jego ramionach a on bez słowa będzie ocierał moje łzy. To jest wsparcie. To jest motywacja by żyć. Potrzebuję go. Jestem tak bardzo słaba…
Razem zbudujemy dom. Bo dom to nie tylko cegły, okna, drzwi. To coś więcej. To atmosfera, to uczucia, więzi, szczerość, miłość, pomoc, bliskość. Nigdy nie miałam domu, lecz teraz mam szansę go tworzyć.
Nie liczą się dla mnie materialne rzeczy, żyłam w biedzie i umiem żyć skromnie. Nie powiem, że pieniądze nie są potrzebne. Są. Ale ich nazbyt jest niepotrzebny. Tylko tyle by żyć godnie. By mieć co zjeść i w co się ubrać. Za dużo pieniędzy psuje głowę. NA wszystko co mam ciężko zapracowałam. Dzięki temu potrafię to docenić. Każdą złotówkę w portfelu i każdą rzecz. To wszystko są rzeczy nabyte. Ciężką pracą zdobędę wszystko. Ale chyba nie o to chodzi w miłości. Nie liczą się pieniądze, liczy się to między nami. Miłości nie można kupić. Można kupić sex, pozory, uśmiechy. Ale nie miłość. Miłość jest bezcenna.
Nigdy nie miałam domu. Potrzebuję mieć ostoję, potrzebuję domu.

Przygarnij samotną kobietę. czyli kac moralny.

735085_420354838044369_499777014_n

Mam kaca. Gorzej mam kaca moralnego. Nie kaca kaca, lecz kaca moralniaka. I to boli. Bo mam doła. Doła? Co ja pieprzę, wielki kanion mam. I głupia jestem.
I jak osioł ze Shreka siedzę po środku pokoju wołając w przestrzeń.. „niech mnie ktoś przytuli…”. Ale wiem, że w myślach ‚Ktoś” ma dokładnego adresata. Ale muszę zaczekać. Jeszcze troszkę.
Albo lepiej, przestać pić.

Hahahaha dobra, przestane sama sę rozśmieszać. Może uszczuplę do „przestać pić tyle”. Ale w sumie. Była okazja, nie piłam sama. Sama nie piję, chyba, że akurat piję.

Czekam. I już nawet nie liczę, każdy dzień niesie kolejny letarg, kolejny cios. I niżej i niżej i niżej. Wyglądam coraz lepiej. Wyprostowane ramiona, lekko zadarty nosek, uśmiech i jakby częściej nogi odkryte. I ruchy takie śmielsze. A wewnątrz jak na targowisku.. Tu coś, tam coś, tu smuteczek, tam radostka, tu łezka, tam uśmieszek, tu puszczone oczko, tam pogardliwy wzrok.

beznazwy

Dotąd nie znałam tej strony mnie. Tej która próbuje nadrobić lata bez miłości. Tej czułej, otwartej , radosnej mnie. Tak wrażliwej. Paleta uczuć 50 barw. Już nie 3 podstawowe kolory. Jestem malarzem, do którego przyszły muzy. Jestem ziemią, która ogląda wschód, uśmiechem pojawiającym się na widok ostatniego papierosa, zapachem nowootwartej paczki fajek.
I niepokoją mnie te uczucia. Odnalazłam w sobie siłę jednocześnie odkrywając jak bardzo jestem krucha. Taka krucha, delikatna. Nie skrzywdź. Proszę. Jestem kwiatem, który usychał a ty go odratowałeś. Teraz pozwól dalej rosnąć, nie zrywaj i nie zostawiaj. Nadal dbaj.
Nie jestem pusta. Ale potrafię wynagradzać. Zadbaj o mnie, przygarnij pod swoje ramiona, opiekuj się mną. Jak kredyt w banku, zwrócę z odsetkami. Będę twoją chlubą, będę jak lalka wystawowa. Pracować po równo, wspomagać Cię,  dopieszczać pod każdym względem, dbać o Ciebie.. pokaż mi co mam robić, wskaż jak a zrobię wszystko. Nie powiem, że umiem wszystko, ale nauczę się dla Ciebie. Proszę, zaopiekuj się mną. Proszę… nie skrzywdź.
Nie jestem święta, ale dla Ciebie nauczę się pokory. Będę Twoją niewolnicą jeśli tego sobie życzysz.

tumblr_nails1FbR71s6js1do1_500

Będę kim zechcesz, tylko daj mi szansę. Jak tak bardzo nie chcę być sama.
Zostawię wszystko. Tylko bądź, Weź mnie w ramiona i nigdy nie zostawiaj. Pilnuj i nigdy nie pozwól odejść. Nie zostawiaj mnie samej.
Ufam Ci, czekam. Tylko mnie znajdź.

Donesz

dzień numer 6

Mnie nie można zostawiać samej.. Błagam.. Ja się tak cholernie boję. Tak bardzo..
Z każdym dniem czuję, że nie dam rady z tym życiem, to mnie przerasta. Chcę schować się w swoim bezpiecznym miejscu i tak powolutku sobie umierać. JA nie podołam. Nie potrafię zacząć od nowa. Ja się boję. I płaczę. I to powiększa mój strach. I modlę się. I wciąż nie wierzę w boga. I boję się. Ja wątpię już we wszystko. W uczucia, w siebie, w swoje życie. Mam dość. Ja nie dorosłam. Mam ochotę płakać. I płaczę, zdecydowanie za często. kryzys? Depresja? Ale ja rzez całe życie mam tą jebaną depresję.
I jeszcze tylko gdy patrzę w jego oczy wszystko to mija. Gdy patrzę na zdjęcia, kryjące jego uśmiech. Gdy przypominam sobie dotyk jego dloni na moim policzku. Wtedy jest lepiej. W tedy wiem wszystko.
Ale go nie ma, Jest daleko. I sercem go czuję, i duszą go czuję, lecz rozumu nie oszukasz. Każdego dnia budzę się patrząc na kolejną kartkę z napisem „kocham” , każdego wieczoruu skreślam kolejny dzień. I tylko to przytrzymuje mnie jeszcze. Ja się tak bardzo boję.
Mam wrażenie , że to okaże się wielkim zajebistym snem. Ja tego nie przetrwam już. Jeśli to sen to chcę zasnąć nim na wieki. Nie mam sił by cierpieć.
Boję się.

 

jestem tylko człowiekiem z duszą i ciałem.

Jestem tylko człowiekiem. Jak każdy chcę mieć dla kogo żyć i kogo uszczęśliwiać.

Leżę samotnie w łóżku, brakuje obok tego 36,6. Łzy powoli staczają się po polikach, pojawia się myśl „co ja zrobiłam ze swoim życiem?  Kim ja jestem?” To właściwe pytanie, kim ja jestem? kim ja się stałam? Setki myśli uciekają w jednej chwili gdy wpatrzona w lustrzane odbicie widzę tylko pustkę.
Leże w łóżku i zaciskam oczy marząc, że to coś zmieni. Że odejdzie ta jebana samotność. Niech spłonie ten kto wymyślił uczucia. Uczucia są przekleństwem nocy.
Nie oczekuję wielkiej miłości, nie oczekuję nawet małej. Pragnę tylko jako takiego szacunku i po prostu nie chce zasypiać dziś sama… chcę zasnąć wtulona w czyjeś ramiona. Chcę obudzić się i patrzeć w spokojną i szczęśliwą twarz osoby śpiącej obok. Chcę wykraść się z łóżka wcześniej by móc zaskoczyć kogoś poranną kawusią do łóżka.
Wszystkie brudy dnia powszedniego, te kłamstwa wypalone tak starannie pod strumieniem parzącej wody powracają. Znów czuję się brudna. To jest gra życia.

Pani Donesz

Samotnośc chodzi piechotą.

Dziś jest nawet dobrze. Nawet próbuję nie mieć „wkrętek”. Tylko chwilami,  znienacka atakują moje demony.

Samotnosc jest nudna

Kolejny mój demon – samotność.

To uczucie, gdy chcesz do kogoś napisac list, opowiedzieć wszystko lub po prostu pogadać o niczym. Przeglądasz kontakty w telefonie i nagle zdajesz sobie sprawę, że nie masz nikogo z kim mógłbyś pogadać. Nikogo.
Gdy idziesz z pracy, zakupów, spaceru, i wokół ciebie nagle roi się od całujących się par bądź przyjaciół idących a „piwko” a ty jesteś tak cholernie sam.
I to cię przytłacza. Ta świadomość, ze tak na prawdę wszyscy mają cię w dupie. Możesz bić, krzyczeć, zabić się a i tak nic to nie zmieni. W najlepszym razie ktoś jutro powie w sklepie dwie ulice dalej, że już nie żyjesz, tylko po to by ktoś inny mógł zapytać kim ty w ogóle byłeś.
Siedzisz samotnie w oknie patrzac na to wszystko wokół. Na te światła w oddali. Toczy się „życie nocy” podczas gdy w tobie coś umiera.
Usuwasz wszystkie konta z portali, wyłączasz telefon i czekasz aż ktoś się pojawi. Ten wszechogarniający smutek gdy po niespełna godzinie wracasz z powrotem wiedząc , że mógłbyś tkwić tak i rok a nikt i tak by nie zauważył.
To boli.
Dlatego może bardziej zwracajmy uwagę na drugiego człowieka…

Pani Donesz