Dom,

czy to nie zapach jeszcze gorących ciastek ? – Tylko, że nie mam piekarnika
czy to nie zapach koszonej trawy wiosną? -Tylko, że nie mam trawnika
czy to nie wieczory przy herbacie ze znajomymi? – Tylko, że nie mam tu znajomych
czy to nie wino wypite z przyjaciółmi? – Tylko, że nie mam przyjaciół
czy to nie uśmiech matki pytającej jak minął dzień? – Tylko, że nie mam matki
czy to nie kot witający w drzwiach? – Tylko, że nie mam kota
Jestem samotna. Lecz na samą myśl o poznawaniu ludzi i świata odrzuca mnie.
Chyba się już przyzwyczajam.

I dobija świadomość ulotności.
Nic własnego. Wszystko ich.
Zdajesz sobie sprawę,  że Twoje życie też należy do nich.
Mogą je wyrzucić, mogą je zniszczyć
Cieszysz się, że narazie nie robią nic

Masz rację.

„Idziesz w ciemność”. Trzy słowa. Idealnie to powiedział. Tylko mylił się. Ja już w niej jestem. Otula mnie szczelnie. I potrzebuję bliskości.
Nikogo nie dopuszczam do siebie. Tak jest lepiej. Nie chcę nikogo a mimo to płaczę co noc.
Tylko raz oddałam się tak bez opamiętania.
Teraz już wiem, że nikomu nie można ufać a mimo to łamię tą zasadę. Ufam, na całym świecie tylko jednej osobie. Bo ona nigdy nie powiedziała złego słowa, zawsze była w tle.
I nadal kusi by wrócić do starych czasów. I nadal rozpierdala to od środka. Pustka. Wypalona dziura na zawsze. Ale nie chce jej zaklejać.
Jeszcze tylko obrączka jest. Na niej data od kiedy zaczęłam żyć.
Tak  chyba jest lepiej.
Tylko już noc nawet mnei nie chce, dręczą nieludzkie sny…

ostatnia podróż.

Uwierzyłam. Czy to źle, że też chciałam być szczęśliwa? Tyle czasu zmarnowanego na to, żebym uwierzyła, żebym oddała siebie całą. Oddałam serce, oddałam każdą myśl, każde westchnienie, każdą radość i każde dobre wspomnienie… i co mi pozostało? 2 zdjęcia w albumie.. i świadomość, że ty te zdjęcia schowałeś na samo dno szafki, żeby nikt nie widział… I pomyśleć, że nadal widzę Twój pokój gdy zamknę oczy. Gdy zamknę oczy nadal trzymam Cię za rękę wpatrzona w fale. I wiem, że to jest dom. Gdy zamknę oczy nadal czuję się bezpiecznie zamknięta w Twoich ramionach… A potem je otwieram i czar pryska.
Taka pustka. Obrączki… grawerowane. Na nich imiona i data. Data od której wszystko miało się zmienić. Nowe życie. Czyta kartka. Tak mówiłeś. Dobrze, że ich nie zamówiliśmy. I boję się. I nie mogę spać. Mówiłeś, że będziesz, że otrzesz każdą łzę. Że nigdy nie skrzywdzisz… Tyle pięknych rzeczy mówiłeś.
Nie chciałam wierzyć, ale w tedy kładłeś dłoń na sercu, mówiłeś „zaufaj mi” patrząc w oczy.. jakże śmiesznie teraz to brzmi.
Łzy. Umierające serce. Ból. Łzy. Umierające serce. Ból.
Obiecałeś do cholery. a obietnic się dotrzymuje. Więc gdzie jesteś gdy robię sobie krzywdę… Nie potrafię tak, to rozrywa…
Z każda minuta jestem coraz słabsza. Co się stanie gdy zabraknie mi sił?

I pojadę jeszcze ostatni raz nad morze… Choć pewnie się zgubię. Błąkając się po lasach jak opętana… Może porwie mnie jakaś większa fala? Oby… błagam.

Jesienna nimfomania.

w_blasku01
Wiesz co dziś robię ze swoim życiem ? Zajebiste nic. I dobrze mi z tym.
Siedzę słuchając kolejnego utworu, w którym kryje się tyle tajemnic, lecz żadna nie dotyczy mnie.
Kim się staję? Zgorzkniałą suką, która szuka nieszczęścia. Ale jest pocieszenie- zawsze nią byłam.
I mam ochotę na sex. I nie boję się tego. Nie boję się do tego przyznać. I może jestem zdzirą mówiąc to światu… lecz tak. Mam  ochotę na sex.
I siedzę; ja, kot, piwo i laptop. Laptop zastępuję mi życie. Bo wiesz.. ja nie lubię ludzi. Ludzie sa pokurwieni. Nie chce mi się szukać instrukcji obsługi do nich…
I w moich ustach czai się uśmiech. Pełny świadomości, pełny istnienia. Tak jakbym patrzyła na to wszystko z boku. I nie przeszkadza mi to. Dobrze mi.
Uwiłam Ciepłe gniazdko ze swoich snów.
I nie powiem. Czasem mam ochotę znaleźć cichą polankę miedzy tym dziczem stanąć po środku niej zupełnie naga i zapalić tego cholernego papierosa. Ale przecież ja już nie palę.
Kurwa. To dobijające. Wydałam dziś pieprzone 20 zł na pieprzone rajstopy. Żeby wyglądac kurewsko elegancko. Żeby podobać się wszystkim. A mogłam mieć za to 20 smutnych uśmiechów, 20 chwil zatracenia, nowy płomień nadziei i na piwo jeszcze by starczyło. Ale nie. Musiałam kurwa chcieć być taka jaką mnie chcą. Nie lubię tego, kurewsko tego nie lubię.

I mam ochotę być perwersyjna i zmuszona do perwersji. Zmuszona do jakiegokolwiek życia. Zmuszona by zmazać ten uśmieszek z ust.  A na razie to ja zmuszam. I powalam. Więc proś i klęcz ..

Donesz

Ostatnie pożegnanie – wędrówka samotnych.

beznazwy

Ostatecznie pożegnałam się z przeszłością, powoli zacierane są za mną ślady. Zawsze myślałam, że wszystko ułatwiłoby moje zniknięcie. I miałam rację. Zaczyna się etap gdy przestaję żyć w tamtym świecie. Tak jakby nigdy mnie nie było. Zmiany przytłaczają.
Gdy słyszysz o tym, że wykreślili Cię już choć fałszywie łudzą tęsknotą. To zabawne. Szkoda, że nie potrafię się śmiać. Nie ma powrotu a mimo to każdy mówi, że wrócisz. Czy to oznacza, że nie wierzą, iż podołasz?
Czy ty wierzysz, że podołasz?
Tak łatwo byłoby się poddać. Tak łatwo… Ale nie. Nie JA. Muszę dać radę. Teraz mam dla kogo walczyć. Gdyby nie to teraz by mnie tu nie było. Poddawała bym się i tonęła w nieżyciu a zamiast tego próbuję wszystko jasno ułożyć. Tylko potrzebuję trochę czasu i ramion, które mnie przytrzymają.
Razem stworzymy lepsze jutro. Nawet gdy będzie źle. Wierze, że nie będę sama. Choć się tego boję. Ale strach  jest rzeczą ludzką.

Trafiłam na mężczyznę, przy którym nie muszę być silna. Całe życie byłam silna. Zawsze byłam silna. Nie mogłam być słaba bo bym zdechła. Choć byłam słaba i umierałam wewnętrznie i tak grałam silną. W końcu nie muszę. Zawsze płacząc kryłam się, by nikt nie widział tych łez. A teraz wiem, że nie muszę. Mogę płakać w jego ramionach a on bez słowa będzie ocierał moje łzy. To jest wsparcie. To jest motywacja by żyć. Potrzebuję go. Jestem tak bardzo słaba…
Razem zbudujemy dom. Bo dom to nie tylko cegły, okna, drzwi. To coś więcej. To atmosfera, to uczucia, więzi, szczerość, miłość, pomoc, bliskość. Nigdy nie miałam domu, lecz teraz mam szansę go tworzyć.
Nie liczą się dla mnie materialne rzeczy, żyłam w biedzie i umiem żyć skromnie. Nie powiem, że pieniądze nie są potrzebne. Są. Ale ich nazbyt jest niepotrzebny. Tylko tyle by żyć godnie. By mieć co zjeść i w co się ubrać. Za dużo pieniędzy psuje głowę. NA wszystko co mam ciężko zapracowałam. Dzięki temu potrafię to docenić. Każdą złotówkę w portfelu i każdą rzecz. To wszystko są rzeczy nabyte. Ciężką pracą zdobędę wszystko. Ale chyba nie o to chodzi w miłości. Nie liczą się pieniądze, liczy się to między nami. Miłości nie można kupić. Można kupić sex, pozory, uśmiechy. Ale nie miłość. Miłość jest bezcenna.
Nigdy nie miałam domu. Potrzebuję mieć ostoję, potrzebuję domu.

hans125-300x300

Mam ochotę śmiać się i biegać nago i w ubraniu wbiegać do rzeki i schnąć na brzegu. I kochać się w świetle gwiazd zapalając jedną świeczkę, i leżeć do późna w łóżku po prostu oddychając.
I na reszcie czuję pewność, której mi brakowało. I chodzę z dumnie wyprostowanymi plecami jakby zdjęto mi ciężar tego świata. Życie jest, kurwa, piękne.
I w końcu ubieram się jak kobieta, i w końcu czuję się kobietą. I chcę nią być.
Wychodząc z domu uśmiecham się do obcych ludzi i smutnym mówię „dzień dobry”.  Mężczyźni zaskoczeni obracają się a ja odpowiadam uniesioną brwią w myślach widząc kogoś innego. Gdy jesteś radosny cały świat jest radosny i nie pozwól nikomu tego spieprzyć. Chodź szczęśliwy a gdy spotykasz samobójcę strzel za niego, w końcu świat nie zatęskni za kolejnym idiotą, zbywaj kretynów i miej wyjebane na tych co mają wyjebane na Ciebie. Jestem dumną kobietą. Jestem Pani Donesz. Kobieta zaczynająca w końcu żyć. Czuję jakbym na nowo odkrywała ten świat.
Nadal boję się w niektórych chwilach, nadal są załamania, kryzysy, depresje, wzloty i upadki. Ale już się nie boję wracać do domu, już nie garbię pleców, już się nie chowam. Jestem Panią własnego życia.

dzień numer 6

Mnie nie można zostawiać samej.. Błagam.. Ja się tak cholernie boję. Tak bardzo..
Z każdym dniem czuję, że nie dam rady z tym życiem, to mnie przerasta. Chcę schować się w swoim bezpiecznym miejscu i tak powolutku sobie umierać. JA nie podołam. Nie potrafię zacząć od nowa. Ja się boję. I płaczę. I to powiększa mój strach. I modlę się. I wciąż nie wierzę w boga. I boję się. Ja wątpię już we wszystko. W uczucia, w siebie, w swoje życie. Mam dość. Ja nie dorosłam. Mam ochotę płakać. I płaczę, zdecydowanie za często. kryzys? Depresja? Ale ja rzez całe życie mam tą jebaną depresję.
I jeszcze tylko gdy patrzę w jego oczy wszystko to mija. Gdy patrzę na zdjęcia, kryjące jego uśmiech. Gdy przypominam sobie dotyk jego dloni na moim policzku. Wtedy jest lepiej. W tedy wiem wszystko.
Ale go nie ma, Jest daleko. I sercem go czuję, i duszą go czuję, lecz rozumu nie oszukasz. Każdego dnia budzę się patrząc na kolejną kartkę z napisem „kocham” , każdego wieczoruu skreślam kolejny dzień. I tylko to przytrzymuje mnie jeszcze. Ja się tak bardzo boję.
Mam wrażenie , że to okaże się wielkim zajebistym snem. Ja tego nie przetrwam już. Jeśli to sen to chcę zasnąć nim na wieki. Nie mam sił by cierpieć.
Boję się.

 

Prostituee avec une conscience.

73753_foto_42073

Wiesz jak to jest wsiadać do auta obcego mężczyzny? Wiesz jak to jest, gdy obserwujesz ze śmiercią w oczach trasę i nie możesz powiedzieć ani słowa?

Gdy sprzedajesz ciało za 50 złotych by móc żyć? Gdy obcy ci mężczyzna , w którego spojrzeniu jest zło rządzi twoim życiem? Może wszystko.

On decyduje. Mógłby cię tu zabić, mógłby zostawić kilometry od ludzi i nikt nawet nie wiedziałby co się stało.
Sprzedajesz swoje cholerne ciało a nie możesz zyskać nawet szczypty bliskości. Nie możesz przytulić, nie możesz pocałować. Ty nie istniejesz, istnieje tylko twoje ciało. Jesteś tylko lalką do zabaw.

Sztuczne podniecenia, sztuczne jęki, sztuczna rozkosz, sztuczne życie. Musisz dobrze grać, by dobrze go zadowolić. Milczące podróże. On oczekuje, że coś powiesz, ty nie chcesz rozmawiać.

Wiesz jak to jest? Gdy karze ci robić złe rzeczy a ty boisz się tak cholernie mocno. I myślisz czy twoje życie jest warte. Zyskujesz kilka dni życia tracac radość z niego. Tracisz psychikę. Z każdym dniem co raz bardziej się pogrążasz.

Twoje życie jest warte tyle co banknot, który starannie chowasz.

Jesteś nikim. Sama do siebie czujesz wstręt, wzgardę. Parzący prysznic by wypalić dotyk ze skóry. Szkoda, że nie da się wypalić wspomnień. Tego głosu, który słyszysz każdej ciemnej nocy. „Zrobisz co ci będę kazał”

I patrzeć w lustro nie możesz i brzydzi cię twoje okropne ciało. I chcesz zdechnąć jak pies.

Nikt już nie zechce kurwy. Nikt nie chce zużytej, zepsutej zabawki. Jesteś śmieciem. Tak walczyłaś by przeżyć. Podoba ci się to życie?

Następnym razem gdy ujrzysz prostytutkę, niech Ci się to przypomni. Zastanów się jaki powód musi mieć by wykonywać taki zawód. Czy ty była byś zdolna do tego? To nie jest zabawa. Niektórzy tylko tak mogą zdobyć kilka dni życia.
A niektórzy wolą zginąć. Strach, ból, cierpienie to sprawia, że wolę zginąć.

Sex jest sferą sacrum. Juz nigdy nie profanum.

Sabat samotności.

kropla-wody-na-palcu

Moja burza przeżywa apogeum.
Odświeżyłam pamięć ludziom, którzy przez alkohol zapomnieli co mi zrobili. Wszystkim, którzy przez tyle lat krzywdzili podziękowałam i wyprosiłam za drzwi.
Chętnie wypiję za nich toast. Za ich długie życie w męczarniach sumienia.

Stoję na krawędzi, w miejscu , które jeszcze dwa miesiące temu było mi nie znane.
Dziś mam nowy dom i nową rodzinę. W końcu rodzina to nie tylko ta sama krew w żyłach.

Nie będę twierdzic, że jestem święta. Nigdy w taką się nie bawiłam. Lubię zaćpać, zapić  i wypalic palic papierosa. Wiem, Damie nie przystoi. Lecz ja nie jestem jedną z dam.  Oprócz zawartości majtek, stanika i umalowanych ust, nie ma we mnie nic z kobiety.  Choc nie mówię, że nie chciałam. Starałam się. Lecz w tedy pytano po co i dla kogo to robię. Odpowiadałam zawsze : Bo mogę, dla siebie, Czasem jeszcze dopada mnie jakaś żałość, że to minęło, że przestałam się liczyć sama ze sobą. Wszyscy mówili, że jestem zła. No i proszę, mieli rację. Dzięki nim taka się stałam.

Twoja zła Pani Donesz

Pomóż Aniołom, którzy zbłądzili.

most-do-nieba

Budzę się . Wstaję. Jem śniadanie.
Codzienna monotonia.
Ale staram się nadać jej koloru.
Teraz ta pora w roku gdy każdego dopada mniejsza lub większa depresja… W te szarobure dni miło jest móc wypić z kimś bliskim herbatkę, przytulić się do kogoś. To właśnie jest najważniejsze, żeby mieć taką osobę.
Gorzej gdy jest się pogrążonym w głębokiej depresji i ma się lekką schizofrenię. W tedy ta pustka jeszcze bardziej się pogłębia. Nawet jeśli ludzie chcą z nami spędzić czas my ich odtrącamy a wieczorem tłumaczymy sobie , że tak na prawdę to oni nas nie chcą. To jest złe. Najgorsze. Sami wmawiamy sobie te ciągłe problemy albo z rzeczy które na prawdę mogły by być proste robimy takie, przez które jest tyle cierpienia.
Ponure dni. Bardzo złe dni.
Ważne jest to abyśmy chcieli coś zmienić zamiast się poddawać. Musimy walczyć z tym.  Wieczorkiem przy kominku napić się wina z kimś bliskim; przyjacielem bądź partnerem. To jest to. Takie drobne gesty dodają nam sił i motywują do dalszego działania zamiast siedzenia w kącie z chorą głową, chorymi myślami i ranami na nadgarstkach.  Trzeba trwać.

Nazwijcie mnie jedną z tych głupich młodych osób co to nic nie wiedzą o życiu.. Nazwijcie mnie kłamcą, osobą o 50n twarzach grającą tyle komedii i tragedii. Lecz ja swoje wiem. Nareszcie chce trwać i walczyć. Przeżyłam . Każda kolejna blizna oznacza, że walczę. Nie kończę tego wszystkiego.
Kiedyś słyszałam słowa Alkoholik zawsze pozostanie alkoholikiem , te same można odnieśc do narkomanów, prostytutek, lekomanów i wielu innych postaci z tzw „marginesu”. Również do „Aniołów” czyli osób samookaleczających się. Jak każda z tych barwnych postaci my tylko szukamy pomocy. ZA pierwszym razem boli, za drugim razem boli, za trzecim razem chcesz żeby bolało. My po prostu wmawiamy sobie , że zasługujemy na ten ból. Ranimy wszystkich dookoła więc czemu w ramach Karmy nie zranić też siebie? To wydaje się chore i takie jest. Osoba samo okaleczająca się też się od tego uzależnia z czasem nie można przestać. Wpadasz w ciąg. Już byle pretekst nakłania do wzięcia żyletki, brzytwy, noża lub kawałka szkła… żeby tylko bolało. Takim osobom trzeba pomóc. One potrzebują wsparcia. My chcemy tylko miłości i akceptacji.
Wielu z was na pewno oglądało sale samobójców. Z tego filmu najbardziej zapadły mi w pamięc słowa Głównego bohatera (podajże Dominika?), on powiedział „Ze mną się, kurwa jest, mnie sie kurwa nie zostawia.” Tak właśnie trzeba postępować z osobami okaleczającymi się. Trzeba przy nich być. JA wiem, ze jestem dosc łatwowiernym człowiekiem. Urodziłam się w przekonaniu że wszyscy ludzie są dobrzy i nikt nie kłamie. Naiwne dziecko. Lecz ludzie tyle razy mnie poniżali, deptali, tyle razy przysłowiowo „dawali dupy”, że teraz boję sie ufać. Każda kolejna osoba to kolejna seria kłamstw i błędów z którą będę musiała sie zmierzyć. Ja już nie chcę. Nie mam sił. Tak myśli każdy „Anioł” jak sami o sobie mówią.
Naprawdę pomóżmy w miarę możliwości takim ludziom. Drobny gest, dobre słowo dla nich to znaczy bardzo wiele.
Te rany na rękach, nogach.. na ciele to tak na prawdę krzyk o pomoc. Nawet gdy taka osoba nie chce opowiadać o sobie, wstydzi sie , boi, po prostu jest zamknięta trzeba drążyć sprawę. Lecz powoli z wyczuciem. Nie można zostawiać nas samych. „Z nami się kurwa jest”. Tak to jest choroba. Tak jak alkoholizm , narkomania. Z tym , ze to cie wyniszcza od środka. Jest jak cichy demon.
Ja ze swoim nadal walczę.
Zostało jeszcze do pokonania 68 demonów.

Wasza P. Donesz